Pieniążek i żabka

 

Rozum swoje , a intuicja swoje – tak w koło. Interesująca walka.

Jak już w ostatnim poście wspomniałam:

 

…. pod warunkiem, że nie ma tam sprzeczności interesów, między tym podświadomymi potrzebami, a tymi świadomymi. W przypadku sprzeczności interesów wygrywa podświadomość.

 

Podświadome potrzeby wygrywają z tymi świadomymi sterowanymi przez rozum, logikę, wiedzę , systematykę. Jak to dobrze, że decyzje, które podejmujemy w życiu, nie są wynikiem działania tylko rozumu, tylko emocji bądź tylko intuicji. Nasze decyzje , to taka sobie mieszanka wszystkiego po trochę.

Często jestem świadkiem takich ciekawych przygód,  które sama podejmuję i za każdym razem one mnie na nowo swoimi czarem fascynują.

 

Jakiś czas temu bawiąc się pieniążkiem w ręku, wypadł mi ten z ręki do szachtu piwnicznego .

I tak na jakiś czas już pozostało. Bo aby go wydostać , trzeba by było przecież regały poprzestawiać, a  suma sumarum przecież zbyt dużo pracy… – myślałam sobie.

Co jakiś czas systematycznie myślałam, że jak będę miała trochę więcej czasu, to muszę koniecznie wydobyć ten mały pieniążek. Ale za każdym razem, myśli pozostały myślami, a czasu brakowało, bądź po prostu na odpowiedni czas czekały.

Ostatnio, długi weekend miałam w sumie kompletnie zaplanowany. Zrobiłam nawet listę , co bym nic nie zapomniała. Aby w końcu wszystko mało swój porządek.

 

Tego dnia, ku mojemu zdziwieniu, instynktownie poszłam do piwnicy chcąc, właściwie tylko mleczko do kawy przynieść, ale jakaś taka wielka potrzeba mnie naszła, aby właśnie dokładnie tego dnia piwnicę uporządkować. Dlaczego właśnie dokładnie tego dnia….pytałam się? Na nic się nie zdały dyskusje z rozumem, bo przecież lista już leży, aby pozałatwiać wszystko.  A ja nic, tylko chcę …. właśnie dokładnie tego dnia… piwnicę sprzątać.

 

Acha….przypomniało mi się, przecież jest jeszcze ten pieniążek.

Cały logicznie i rozumowo opracowany plan dnia, pozostał tylko planem.

A ja przystąpiłam do pracy w piwnicy.

 

Piwnica nagle stanęła na pierwszym planie, a pracy było sporo.

W końcu udało mi się poprzesuwać regały i przystąpiłam do sprzątania szachtu piwnicznego.

Nie lubię jego sprzątać, bo czasami można spotkać różne tam takie zwierzątka i rzeczy: od pająków zaczynając, poprzez różne owady , małe zwierzątka , a czasami myszki. Brrr… .

Otworzyłam i zaczęłam sprzątać . Rozglądam się – gdzie leży mój pieniążek?

Na pierwszy rzut oka wcale go nie widziałam. Ale rozejrzałam się, czy oby mnie nie zaskoczą jakieś dziwne zwierzątka . Jakby trochę uspokojona, że nic podejrzanego nie ma, ale równocześnie  zła, bo pieniążka również nie ma.

Hmm ….. – myślę sobie –  jak to możliwe, że pieniążka nie ma? Przecież nikt od tej pory tam nie sprzątał?

 

Już się prawie pogodziłam stratą……, wprawdzie małą, ale stratą. Przystąpiłam do wybierania śmieci łopatką…, a tu coś się poruszyło. Hola – myślę sobie – a co to się tu rusza?

Wystraszona zamknęłam natychmiast okno piwnicznego szachtu. Na spokojnie… he,he… zaczęłam sobie wydarzenia zza okna obserwować. I co widzę w szachcie siedzi sobie taka ceglasto – brązowa żabka.

I co ja teraz zrobię? – myślę sobie.

W całym domu nie było nikogo, kogo bym mogła o pomoc poprosić.

 

A więc pierwsza możliwość – żabką trzeba złapać i na wolność wypuścić.

He…, ale jak ja mam żabkę złapać, przecież ja jej nigdy w życiu do ręki nie wezmę.

 

Druga możliwość – zamknąć okno i już.

Ale w tym przypadku żabka nigdy nie uwolni się i pewnego dnia będę miała w szachcie zwłoki żabki. Myśl o męczarni żabki i później żabich zwłokach nie jest wcale przyjemna.

 

Zdecydowałam się na pierwszy wariant.

 

Oczywiście musiałam na szybko jakiś plan wymyślić , na szczęście żabka była średniej wielkości. Duża pewnie by nie wpadła do szachtu przez kratki zabezpieczające – chociaż tyle – myślę sobie.

 

Przyniosłam duży worek na śmieci. Moim dydaktycznym tonem przekonałam żabkę, aby wskoczyła sama z siebie do woreczka, tak oczywiście bez mojej pomocy i obiecałam jej w zamian, że ją wypuszczę na wolność.

 

Tym sposobem żabka musiała mi zaufać, bo chyba sobie zdawała sobie sprawę , że bez wody nie przeżyje zbyt długo w szachcie ( musiała mi zaufać…..? Brzmi wprawdzie brutalnie, ale czyż czasami nie jesteśmy zmuszeni do zaufania, aby ratować swoje życie)

Krople potu pokazały się na moim czole, ręce mi drżały. Sama chyba się więcej bałam, niż ta mała żabka, która pewnie w nocy drogę pomyliła

Żabka wskoczyła w końcu do woreczka, a ja wypuściłam ją na wolność.

Długo leżała na wznak, jakby zestresowana i udawała…, że nie żyje.

Już myślałam , że ze stresów zmarła.

Leżała i leżała. Tłumaczyłam, że jest na wolności i może robić na co mam ochotę, a ona nic .

W końcu przyniosłam kubek wody i polałam żabkę wodą. Poruszyła się w końcu – no na reszcie . Taka sobie bidulka jeszcze trochę w cieniu i pod dostatkiem wody posiedziała – już myślałam –  że jak nie w szachcie, to na trawniku będę miała zwłoki. Ale…

 

Zabrałam się w końcu za sprzątanie szachtu i piwnicy.

Ku mojemu zdziwieniu nagle znalazł się mój pieniążek. A to wspaniale – ucieszyłam się. Czyżby żabka wcześniej na nim siedziała?

Historia z pieniążkiem się dobrze zakończyła.

 

A z żabką…?

Oczywiście, że żabka nie dawała mi spokoju, a więc i jeszcze raz spojrzałam na nią, co by upewnić się że żyje.

W końcu odwróciła się do mnie twarzą – no to było spojrzenie twarzą w twarz.

Szkoda , że żabki się nie uśmiechają, bo pewnie by się uśmiechnęła. Po wybudzeniu z szoku i chyba przekonaniu się, że żyje, udała się w kierunku mokrej trawy i krzewów, gdzie panuje cień i duża wilgotność.

A ….może odnalazła drogę do stawu …., pewnie tak bo do stawu niedaleko.

 

 

Tak się zastanawiałam: jakie przesłanie tkwi w tej histryjce  – co chciało mi to spotkanie żabką i z moimi własnymi obawami przekazać. Zazwyczaj takie historyjki mają jakiś ciekawy przekaz dla mnie. Ale tego sensu jeszcze nie znalazłam.

 

Choć…..już chyba nieco z tej historii zrozumiałam.

 

Wczoraj leżąc na leżaku, tak sobie pomyślałam – ech …..czasami takie wiadro wody, to i mi by się przydało, co bym tak czasami, po własnymi siłami spowodowanych,  stresach ożyła.

I znalazł się ktoś kto odczytał moje telepatyczne wołanie.

Dziękuję , za to wiadro wody, było mi koniecznie potrzebna.

Ciekawe, jak to we Wszechświecie funkcjonuje. Zamawiasz i otrzymujesz, a może to było jednak  przyszłości przewidzenie?

About these ads

2 uwagi do wpisu “Pieniążek i żabka

  1. Witam Doroto – bardzo Ci dziękuję za żabkę z pieniążkiem i wspaniałe opowiadanie. Moja znajoma zastanawiała się ostatnio, jak ustawić w domu taką żabkę: aby patrzyła w okno,czy na nas? Możesz to ustalić? Dzięki serdeczne, pozdrawiam.

    1. Nie bardzo mogę to ustalić, bo nie jestem znawczynią Feng Shui, ale słyszłam że ponoć należy ją postwić tyłem do drzwi wejściowych. Storczyku zdradze ci , że czasami bywa tutaj specjalista od Feng Shui, może on nam kiedyś przy okazji pomoże, bo sama jestem ciekawa :-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.