O wartościach i poczuciu bezpieczeństwa
Ta chwila trwa już nieco dłużej i nadal ma w sobie magiczny urok, któremu trudno się oprzeć. W takich momentach najchętniej oprawiłabym te doskonałe chwile w ramki i powiesiła na ważnym miejscu, nie ruszając ich jak własne sacrum, w obawie, aby nikt mi nie zabrał, abym ich nie straciła lub zniszczyła, tylko, co jest ważniejsze przyglądanie i pielęgnowanie tejże wartości w obawie, aby nie straciła uroku, czy też jej używanie ryzykując naruszenia piękna. W życiu każdy rozdaje swoje karty najlepiej jak potrafi w odpowiednim dla siebie czasie, ale bez środowiska, z którym wchodzi w reakcje chemiczne byłby tylko nic nieznaczącą osamotnioną jednostką. Tylko interakcja z otoczeniem i środowiskiem pozwoli nam na konfrontację z samym sobą. Nie ma takich, co tylko dają lub tylko biorą, bez względu na to, co wiedzą i skąd pochodzą, lub kim się mienią, być może stosunek dawania do barania nie jest zawsze w miarę zrównoważony, ale z pewnością obustronnie w drogę do życia wdrożony.
Wchodząc w oddziaływanie z otoczeniem każdy z nas jest gospodarzem i w zależności, w którym miejscu rozgrywa się w danej chwili punkt kulminacyjny akcji każdy jest raz głównym, a innym razem pobocznym aktorem w grze życia, nigdy nie zajmuje stałej pozycji i właśnie te wahania, to balansowanie na linie życia nadaje smaku. Wydawałby się, że stała równowaga wolna od negatywów jest tym doskonałym środkiem na szczęśliwe życie, ale tak nie jest, bo do wypełnienia sobie naznaczonych zadań potrzebne są przeciwności. Jeżeli uznamy i zaakceptujemy przeciwności w życiu i będą miały okazję oscylować między dobrem i złem, bezpieczeństwem i ryzykiem, bądź burzą i ciszą mamy szansę na znalezienia szczęścia gdzieś w środku podczas balansowania przeciwności, pod warunkiem, że je dostrzeżemy. Tylko reakcja wywołuje kontrakcje, te ważne i mniej ważne, a jednak często konieczne, choć i bolesne.
Raz na wozie, raz obok woza, a innym razem pod wozem. Nic nam z wiaderka wolnego tlenu, jak wiaderko wolnego wodoru się nie przyda jak stoją obok siebie i nie mogą wejść w reakcję tym bardziej, że oba te związki mają predyspozycje do wejścia w reakcję chemiczną tworząc wodę, która jest niezbędna do życia, być może potrzebne są i do tego różnego rodzaju katalizatory, które czasami przyspieszają reakcję a czasami spowalniają, jednakże zawsze działają i nie wiadomo, z którego krańca życia się pojawiają. Jedno słowo poróżni, jedno słowo może uleczyć, z pewnością warto je jak magiczne zaklęcie wypowiadać, patrząc czy i jak działa. A wypowiedziane z emocjonalną szczerością z pewnością zadziała. To zmysły informują, jakie uczucia i myśli się są w takich magicznych słowach zawarte.
P.S Nie bardzo wiem, kiedy ten tekst napisałam, ale zupełnie o nim zapomniałam, dzisiaj w komputerowej szafie szperając, znalazłam go i się wręcz zdziwiłam, co ja tam kiedyś pod wpływem emocji stworzyłam….., bo przecież lekarstwo znalazłam? Jednym słowem chyba czas już dojrzał, aby ten tekst światło dzienne ujrzał .
Czytaj również: Od piekła do nieba bram…, czyli życiowy taniec
Posted on 3 Lipiec 2010, in filozofia, Intuicja, Szczęście and tagged akcje, bezpieczństwo, emocje, interakcje, moja filozofia, odpowiedzialność, przeciwości, równowaga, strach, wartości, Wiara i zaufanie, własne doświadczenia, zmiany. Bookmark the permalink. 4 komentarzy.


Jaki to piękny tekst! I mądry. Prawdą jest, że czasem jedno słowo wypowiedziane w odpowiednim momencie może uleczyć. Prawdą też jest, że na akcję jest reakcja.
I z tym dawaniem i braniem też święta prawda:)
Dając zawsze uzyskujemy coś w zamian.
Cieszę się Dorotko, że Ważka rozłożyła swoje skrzydła:*
Ważka nieco zadziałała… ;-) Wstyd mi sie trochę zrobiło… :)…?Ale chyba bez względu na to czas było do życia ten tekst wdrożyć. No napracować się sie nie napracowałam oprócz tego, że dużo szukałam i znalazłam. Tak przy okazji symboliki ważki, znanym jest ci film Znamię, to film, które ciekawie pokazuje mechanizmy, którymi ja się posługuję
Dorotko!Może oglądałam, głupio mi, ale nie pamiętam. Spróbuję go zdobyć i obejrzeć. Wtedy powrócimy do tematu, bo teraz mogłabym tylko słuchać. Nie mam zdania, nie jestem w temacie.
Dziś byłam w pracy długo, a potem zainspirowana Twoim i Gosi pisaniem tworzyłam własne głupotki:)
Ps. Sama sobie próbowałam coś udowodnić /rotfl*/