Już nie pamiętam, kiedy się ostatnio bawiłam moimi karatami, ale potrzeba ducha przywołała je dzisiaj do życia. Na półeczce, gdzie się piętrzą, powiało aż kurzem, no nic tylko trzeba było wszystko odświeżyć i oczywiście przy tej okazji pozaglądać tu i tam. Po takich dłuższych przerwach, grzebię sobie najczęściej w tych mało używanych taliach, a jednak bardzo lubianych.
Tym razem padło na Karty Przemiany OSHO, czuje szczególny sentyment do tych kart, choć nie są one na pierwszy rzut oka piękne i bajkowe, to jednak mądrości zawarte w przypowieściach do każdej z tych kart, mają zawsze silną wymowę symboliczną trafiającą w sedno dotyczącej sprawy.

Porzucenie przeszłości;
Nabierz odwagi, ta podróż już się zaczęła. Nawet, jeśli zawrócisz, nie znajdziesz już starego brzegu. Nawet, jeśli zawrócisz, stare zabawki nikomu już nie pomogą; skończyłeś z nimi, poznasz, że to tylko zabawki. Teraz trzeba znaleźć to, co rzeczywiste, trzeba szukać. I nie jest bardzo odległe – jest w tobie.
Umysł: myślenie, które może stać się rzeczywistością;
Myśliciel tworzy swoimi myślami-oto jedna z najbardziej fundamentalnych prawd, jakie trzeba zrozumieć. Wszystko, czego doznajesz jest twoim wytworem. Najpierw to tworzysz, potem doświadczasz, a potem zostajesz przez to przeżycie pochwycony, ponieważ nie wiesz, że w tobie istnieje źródło wszystkiego.
Zabawa;
Twój umysł ciągle chce się bawić, wszystko jest jak sen w pustym pokoju. Gdy medytujesz, wystarczy, że przyglądasz się umysłowi, dokazującemu jak dzieci, które bawią się i podskakują, ponieważ przepełnia je energia. Myśli podskakują, dokazują, to tylko zabawa, nie traktuj ich poważnie. Nawet, jeśli pojawi się jakaś zła myśl, nie czuj się winny. A jeśli przyjdzie jakaś bardzo wielka myśl, bardzo dobra, że chcesz służyć ludzkości i przemienić cały świat i chcesz uczynić niebo na ziemi, nie powiększaj nią swego ego, nie czuj, że stałeś się kimś wielkim. To tylko dokazujący umysł. Czasami się uspokaja, czasami narasta, ale to tylko przepełniająca cię energia, która przyjmuje wiele kształtów i form.
W życiu są dwa rodzaje dni: jeden dla ciebie, jeden przeciw tobie.
Gdy nastaje dzień dla ciebie, daj się ponieść szczęściu;
gdy nastaje dzień przeciw tobie, znieś go cierpliwie.
Zastanawiające, że za każdy razem, ja doznałam coś dobrego, co mnie zafascynowało swoim urokiem i na chwile zapomniałam zwykłą szarą codzienność, to pojawiło się coś, ktoś lub ja sama jakby niechcący zniszczyłam sobie dorobek tego dobrego, co się przytrafiło lub co sobie wypracowałam.

http://www.josephinewall.co.uk/josephine.html
Jakby na krótko pojawiała się piękna kolorowa bańka mydlana, która zawirowała po wolnej przestani, poczuło się jej powabny i lekki charakter, po czym przysnęła, przekazując:
Czas powrócić do realizmu życiowego. Nic nie jest wiecznie piękne. Moje życie jest bardzo krótkotrwałe, ale przy odpowiedniej mieszance dobrych składników można mnie wyprodukować, kiedy się chce, ile się chce i do woli upajać moim krótkotrwałym pięknem. No oczywiście poza tymi chwilami, kiedy tracę swój urok i krótkotrwałe życie.
Życie to ciągły ruch, rytm, emocje, ale żadna pewna duchowa lub racjonalna definicja. Tak jak trudno jest zdefiniować pojęcie życia, tak trudno jest zdefiniować pojęcie niebytu. Oprócz tego, że za pewnik można by przyjąć, iż życie stanowi jedną wielką wymianę materii i energii.
Czy zwykłe nawet małe wydarzenia, bądź transformacje naszego otocznia wywierają wpływ na nas i na nasze życie? Owszem i to olbrzymie często zupełnie nieświadomie, nawet, jeżeli jesteśmy przekonani, że nadal panujemy nad swoim życiem, to i tak tylko częściowo jesteśmy w stanie nad nim zapanować, a może również ta cząstka jest tylko i wyłącznie iluzją panowania nad nim.
Nasz wegetatywny układ nerwowy, który reguluję pracę narządów wewnętrznych i naszej przemiany materii jest takim podstawowym przykładem naszej słabości i niemocy. Czy panujesz nad pracą swojego serca, płuc, wszystkich organów wewnętrznych, czy panujesz nad produkcja własnych hormonów, nie z pewnością nie panujesz i nie sądzę, aby to kiedyś komuś to się udało? Chyba nie było by to zgodne z pewnymi prawami natury ,chyba, że zmutowana natura sama da temu przyzwolenie, ale to jest paradoksem i czystą fikcją.
Dla jednych ciągłe zmiany w życiu są czymś meczącym, a inni nie mogą się doczekać wręcz nowych przygód życiowych nawet, jeżeli są one opatrzone dreszczykiem niewiadomej. Ot taki taniec życia, w którym, wszystko stanowi całość, a nic nie jest w stanie bez podstawowych elementów przeżyć. Każdy człowiek, roślinka, zwierze, nawet najmniejszy robaczek, wszystko jest od siebie uzależnione, wszystko jest połączone w łańcuchy zależności i wywiera wzajemny na siebie wpływ. Wszyscy wspólnie poddają się nieświadomie wzajemnemu oddziaływaniu.
Życiowy taniec jest przygodą, ciągłym wyzwaniem ruchem w rytm muzyki natury: wody, ziemi, powietrza, ognia, w którym cierpienie i płynąca z niego mądrość stanowią jedność.
Jeżeli myślisz, że masz swoje życie pod całkowitą kontrolą, to się mylisz.
Nie ma znaczenia, czy jesteś przekonany tylko i wyłącznie o słuszności racjonalnego działania rozumu, czy może jesteś przekonany o wyższości ducha, który jest w stanie zapanować nad twoim ciałem.
Ciało i dusza ludzka stanowią całość. Nic ci ze zdrowego ciała, kiedy dusza twoja cierpi, bo w ten sposób prędzej czy później i ciało twoje zachoruje. Jak i nic ci ze zdrowego ducha, jeżeli ciało jest chore.
Człowiek i wraz z nim otaczająca natura to jedna wielka niewiadoma, stąd twierdzenie o wyższości ducha nad materią wywoływało u mnie zwątpienie.
Skąd się wzięło pojęcia wyższość ducha nad materią…? Czy jest to tylko teoria, czy są do tego twierdzenia również dowody? Przy tej okazji można by zwrócić się do pojęcia modlitwyi jej funkcjonalności. O ile modlitwa ma celu kontakt z istotą wyższą, można by spekulować nad istnieniem wyższości ducha nad materią, ale czy jest to wystarczający dowód. Nie wiem. Przecież nie wszystkie modlitwy działają, a te, które działają opatrzone są wewnętrznym potencjałem emocjonalnym, tylko czy można taki potencjał emocjonalny wyprodukować na zamówienie?
Nikt z nas nie jest w stanie obejść naturalnych cyklów życiowych, w których równowaga i zmiany w życiu na przemian ze sobą konkurują.
I nie ma to znaczenia jak wielka jest nasza rodzina, która wydawałaby się, że nas wspiera, nie ważne jest ilu mamy przyjaciół, ilu wrogów, nie ważne jest ile przeczytaliśmy książek, a może ile sami mądrości życiowych napisaliśmy, nie ważne, co posiadamy, czy jesteś bogaczem, czy biedakiem, zdrowym, czy chorym. Każdy z nas dochodzi w życiu do wielu punktów, w których zostaną zapoczątkowane zmiany, mniejsze lub większe.
Ciekawe jest w tej sytuacji, że u każdego zamanifestują się te zmiany w inny sposób. Wydawałoby się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, że nasze życie toczy się w najlepszym porządku, który znajduje się pod kontrolą, ale nie jest tak jak sobie to wyobrażamy. Nasza wyobraźnia nawet, jeżeli posiada olbrzymi potencjał tworzenia fantastycznych wizji, nie jest w stanie obejść praw natury, które są regulowane według zasad symbiozy, a także pasożytnictwa.
Każde doświadczenie, każde spotkanie z drugim człowiekiem lub związek jak z nim zawarliśmy, jest jakby szkoleniem i przygotowaniem do nowych wydarzeń. Nie ma nigdzie zapisanej granicy, że to już teraz lub za godzinę, za dzień, czy za rok, jedno jest pewne, że w każdej minucie zbliżamy się do momentu, kiedy otrzymamy okazję, aby udowodnić sobie własne mistrzostwo nad oszustwami życiowymi, problemami zdrowotnymi, straconym zaufaniem i wszystkim tym, co nas kiedyś zabolało i pozbawiło własnej mocy.
Nim czegokolwiek nauczyliśmy się z własnego doświadczenia te małe egzaminy mogły być wręcz niezauważalne, wydawałby się błahe, tak niewidoczne, że nie poświęcaliśmy im uwagi, przemykały jak mgiełka, która się pojawia i znika, która jednocześnie pobudzała do działalnie i jednocześnie zniewalała.
Dopiero jak dostrzeżemy, jakie przesłanie kryło się za wydarzeniami z przeszłości osiągniemy własna mądrość, mądrość pójścia do przodu, mądrość rozwijania własnego życia i uzdrawiania starych wzorców zachowań.
Ale czy tylko, czyż przypadkiem skutkiem ubocznym nie są także ukryte drzemiące talenty, których istnienia się nie widziało się, nie doszukiwało, a może się samemu w samozakłamaniu żyło.
A może przeczuwaliśmy tą drzemiąca kopalnie talentów, ale do jej pokładów trzeba było się w żmudnym procesie dokopać, aby się z nim świadomie identyfikować i u siebie zaakceptować.
“Pewien człowiek zagadnął kiedyś Boga o niebo i piekło.
- Chodź, pokażę ci piekło – powiedział Bóg i zaprowadził go do sali, w której wielu ludzi siedziało wokół ogromnego kociołka z gulaszem. Wszyscy biesiadnicy wyglądali na wynędzniałych i zrozpaczonych i wydawali się głodni jak wilki. Każdy też trzymał łyżkę, jednak rączka tej łyżki była o wiele dłuższa od ramion biesiadników, toteż żaden z nich nie mógł trafić do swoich ust. Cierpienie wygłodzonych było straszliwe.
- A teraz – odezwał się Bóg po chwili – pokażę ci niebo.
Wkroczyli do drugiej sali, identycznej z pierwszą: był kociołek z gulaszem, byli i biesiadnicy, i te same łyżki z długachnymi rączkami… Lecz tutaj wszyscy byli szczęśliwi i dobrze odżywieni.
- Nie rozumiem – powiedział człowiek. – Skoro obie sale są identyczne, jak to możliwe, że tu każdy tryska radością, gdy tam wszyscy ledwo się trzymają?
- Ach, to proste – odrzekł Bóg, uśmiechając się. -Tutaj nauczyli się karmić nawzajem.” (znalezione w internecie)
Piekłem jest niemoc, niebem jest moc.
Jest już po wakacjach. Właściwie czas zacząć coś pisać, ale jakoś zabrakło mi ostatnio weny pisarskiej. Nie wiem, czy to dobrze, czy to źle, jak i nie wiem , co z tego dalej wyjdzie, dlatego nie będzie dzisiaj magicznie, ale powierzchownie i realistycznie.
Ja po wakacjach żyję jak każdy, raz lepiej, raz trochę gorzej, po czym znowu lepiej. Wszystko trzyma się normy, od czasu do czasy jakąś przygoda się przyczai, jakiś cud, jakieś szczęście, wzloty i upadki jak to u każdego bywa. I tak dalej wszystko na karuzeli życia się kręci, czasami się w głowie zakręci, a czasami trzeźwiej spojrzę na życie, bo przez przeszkodę skoczyć muszę. Ponieważ sama jeszcze nie dojrzałam do poważniejszych tematów, ale aby lekko i bezstresowo zacząć ten nadchodzący „rok szkolny” zacznijmy od tematu, które mi się ostatnio jakoś tak niechcący w ręce zawieruszył. Temat jest o tyle aktualny, gdyż jak wiadomo po wakacjach rusza prawdziwa lawina opowieści , wymiany zdań i zainteresowań , a także jakże ulubionych ploteczek
W bulwarowej prasie niemieckiej znalazłam list i odpowiedź, niestety nie mogę podać tytułu tej gazetki, bo nie miała okładki, a ja pozwoliłam sobie z tej już zużytej i poszarpanej części jeszcze jedną małą cząstkę wyrwać i przetłumaczyć. Jakaś taka sympatyczna wydała mi się odpowiadająca pani redaktor, lubię, jak się bez stękania, nazywa rzeczy po imieniu.
Moje koleżanki plotkują!
Annegret P. 39 pyta:
Kiedy spotkam moje koleżanki w kuchni, plotkują zazwyczaj o innych koleżankach? Uważam to za bardzo odrażające i zazwyczaj trzymam się z daleka, tłumacząc moim koleżankom, że plotki mnie nie interesują. Dlaczego robią ludzie coś takiego obrzydliwego?
Dyżurna redaktor Elisabeth odpowiada:
Bywały czasy, kiedy plotka była moralnego punktu widzenia czymś zakazanym. Obecnie naukowcy odkryli i potwierdzili, że plotki są balsamem dla duszy i ciała. I tak twierdzą, że obniża ciśnienie krwi, zmniejsza agresje i zwiększają produkcje hormonów szczęścia.
I co ważne plotki łączą ludzi ze sobą, gdyż nigdy i z nikim nie wejdziemy tak szybko w rozmowę, jak poprzez plotki. Jeżeli pani nie lubi plotek, niech się pani trzema oczywiście z daleka, ale proszę nie potępiać swoich koleżanek.
Czytaj również uzupełnienie do tematu: Plotka – każdy słyszy co chce
A ja póki co, pozwolę sobie na jeszcze małe medytacyjne wytchnienie dojrzewając do poważniejszych tematów.
Dorastanie, dojrzewanie i dorosłość, to etapy życia, w których jesteśmy konfrontowani z wieloma przeciwnościami losu, to okres nauki i doświadczeń. Pamiętam swego czasu napisał ktoś i gdzieś, nie pamiętam, kto i gdzie: pierwsze dwadzieścia lat wychowują nas rodzice, kolejne dwadzieścia lat wychowujemy się sami, a następne dwadzieścia korzystamy z dobrodziejstw wychowawczych rodziców i swoich. Czy tak jest w rzeczywistości, czy tylko i wyłącznie wychowanie i środowisko ma wpływ na poczucie własnego szczęścia i nieszczęścia? Z pewnością jest to wpływ, którego nie można pominąć i zlekceważyć. Przykłady i wzorce, którymi dzieci się posługują w nawiązaniu kontaktu ze środowiskiem i jednocześnie przejmowanie tych zachowań są z pewnością podstawą własnego przeżycia(czytaj: Tragedia Nataszy).
Tylko jak się ma ta teoria do tej stosunkowo znanej teorii, która powiada, że jesteśmy kowalami własnego losu. Jeżeli wyjdziemy z założenia, że jesteśmy kowalami własnego losu, to z pewnością tylko w ograniczonym stopniu. Bycie kowalem własnego losu nie wyklucza moim zdaniem losu, który może być uwarunkowany przez naturę(czynniki genetyczne) i wpływy wychowawcze, wręcz przeciwnie może się uzupełniać, a w różnych sytuacjach stosunek ten może być zróżnicowany i bez stałej wartości.
Faktem jest, że podejmowane decyzje, są tylko i wyłącznie w ograniczonym stopniu naszymi własnymi. Ograniczone w tym sensie, że podejmując się nowego przedsięwzięcia, można by podjąć się ryzyka twierdzenia, że tylko pierwsza decyzja jest tylko nasza, o ile ona może być rzeczywiście nasza, bo najpóźniej na drodze do realizacji planów spotkamy na rozdrożach różne osoby, sytuacje, komplikacje, na które możemy czasami tylko w ograniczony sposób wpływać, bo słówko do powiedzenia mają i ci, którzy nam w drogę weszli, bez względu na to czy w dobrych, bądź złych intencjach. Nie bądźmy naiwni, twierdząc, że w ten sposób jesteśmy w stanie zrealizować tezę, co posiejesz to zbierzesz, bo od momentu posianego ziarna do momentu żniw, upływa wiele czasu i różnego rodzaju uwarunkowania mogą mieć wpływ nazbierania plonów wysianego ziarna. Czyżby i tutaj miały wpływ prawa natury, nie tylko w symbolicznym znaczeniu, ale i dosłownym tego słowa znaczeniu. Okoliczności, z jakimi się spotykamy, lub które sami prowokujemy w celu realizacji własnych wyborów i zamierzeń wystawiają nas na próby, doświadczenia, zbieranie wiedzy i kształcenie się. Można by pokusić się tutaj o tezę, że to jak zareagujemy na wyzwania życiowe jest naszą decyzją.
Wydawałoby się, że nie ma nic łatwiejszego jak podjąć własna decyzję i koniec kropka. Ale nasze wybory nie są nigdy wyborami jednoznacznymi, trudno je również nazwać ostatecznie wolnymi wyborami, gdyż częściowo są one zdeterminowane przez własny punktu widzenia sytuacji, a w szczególności mowa tu jest o własnych potrzebach i motywacjach, a także nie małą rolę odgrywa sugestywny wpływ środowiska, który bierzemy pod uwagę i to, jaki wpływ mają inne osoby lub sytuacje podczas akcji wydarzeń w toku podejmowania wydawałby się pozornie naszych decyzji.
Także, czy ostatecznie nasze postępowanie jest rzeczywiście wynikiem naszych wyborów i czy rzeczywiście od tych wyborów będzie zależało, kim będziemy i jakim się staniemy….Nie wiem, nie jest ostatecznie przekonana do tej tezy.
Bardziej przemawia do mnie teza, że to, jakim się staniemy człowiekiem jest już w dzieciństwie zdeterminowane, gdzie nasza wiedza, nie jest jeszcze wiedzą świadomą, a bazuje raczej o naturalne instynkty pozwalające z jednej strony na swobodniejsze sięganie po doświadczenia, bo dziecko jest bardziej ufne i nie jest hamowane w swojej swobodzie przez świadomą wiedzę, ale z drugiej strony doświadczenie i wyzwania w życiu dziecka stanowią olbrzymi potencjał w rozwoju. Owszem jest skłonna uznać tezę, że jesteśmy w stanie się uczyć i doskonalić na podstawie naszych doświadczeń i wiedzy. Nie wydaje mi się, aby nasz los był ostatecznie zdeterminowany przez naturę, w końcu nie na darmo dano nam rozum i do jakiś tam konkretnych celów musi służyć. A skoro go mamy, to i ma swoją rolę do spełnienia.
Jeszcze inna sprawą jest fakt, że naukowcy stwierdzili, że pod wpływem zmiany zachowania, może się zmieniać nasze DNA. Jednym z takich przykładów był niedawno ukazany się artykuł o noworodkach, u których zmienia się kod DNA podczas cesarskiego się cięcia. Badacze stwierdzili, że prawdopodobnie czynnikiem, który powoduje zmiany w kodzie genetycznym, to poziom stresu przy narodzinach. W czasie porodu siłami natury stres nasila się stopniowo i jest wyraźnie ukierunkowany na cel, podczas gdy cesarka to olbrzymi szok i zaskoczenie dla dziecka.
Jeżeli to odkrycie było by prawdą, to można by wysuwać logiczne wnioski, że stres powstający podczas zmiany zachowania również mógłby wpływać na zmianę własnego DNA. To, czego nie będzie z pewnością wiadomo, w jakim kierunku nastąpiłyby ewentualne zmiany w strukturze DNA i jaki miałoby to wpływ na życie człowieka.
Reasumując mogłabym się pokusić o tezę, że są obszary w życiu, na które można samemu wywierać wpływ, ale i są obszary w życiu, na które nie mamy wpływu, gdyż są wynikiem naszych biologicznych uwarunkowań i potrzeb.

http://www.josephinewall.co.uk/josephine.html
Egzystują z pewnością doświadczanie życiowe, z których potrafimy się uczyć i wyciągać wnioski, ale i pewne wydarzenia, na które nie mamy absolutnie żadnego wpływu. To są te, które się pojawiają z wskutek działania z zewnątrz, choćby przykładem tego mogą być katastrofy natury lub ktoś miał jakiś zamiar w stosunku do nas i to bez względu na to czy świadomy, bądź nieświadomy, pozytywny czy negatywny. A może siła przyciągania podświadomego skierowała nas tam, gdzie pojawiało się właśnie to, czego nie oczekiwaliśmy. Ech, kto to może wiedzieć!
Osobiście nie ma wyrobionego ostatecznego zdania, czy jest coś takiego jak przeznaczenie. Już wiele razy składam sobie moje małe teorie w jedną większą, ale jak dochodziłam do jakiegoś konstruktywnego wniosku, to waliła się moja teoria jak domek z kart i dochodziłam do słynnego zdania „wiem, że nic nie wiem”. Prawdopodobnie już tak postanie, bo niby, dlaczego mielibyśmy rozgryźć największą tajemnicę świata, istnienia życia i losu naszej ziemi w globalnym wydaniu, jak i istnienia naszego własnego mikrokosmosu oraz losu. Pytanie o istnienie przeznaczenie w życiu jest jak dla mnie zagadką i pytaniem, na które chyba najczęściej zmienia mi się odpowiedź, ale jestem przekonana, że istnieje wiele racjonalnych uwarunkowań wpływających na nasze życie, a w tym można by powiedzieć na „przeznaczenie lub los”.
Jedno jest pewne, olbrzymią rolę w powstawaniu takich, a nie innych wydarzeń jest odpowiedzialna natura, ze swoja złożonością, nasza fizyczność, fizjologia, wynikająca z tego psychologiczna i duchowo-religijna sfera życia.
P.S. Notatka nie jest zakończona, w miarę nasuwających mi się wniosków będzie uzupełniana.
Czytaj : Przeznaczenie…? cz.1

