filozofia

Komentarz do powakacyjnych wspomnień

Wakacje się skończyły …., Ale jakoś nie dociera ten fakt do mnie. Właściwie mam wrażenie, że skończyły się tylko fizycznie. Emocjonalnie chyba jeszcze nie. Nadal bywam myślami w miejscach, w których spędziłam czas. Oglądam zdjęcia, przypominają mi się chwile, widzę dotykam i czuję piękno świata, na którym mogłam się podczas wakacji trochę dokładniej skoncentrować. To był naprawdę czas, jak sobie zresztą wyczarowałam niezapomnianych chwil.  Właściwie można się przyzwyczaić do trzech tygodni wakacji, podczas których każdy dzień jest inny i pełen wrażeń. Bo każdy dzień był właściwie bardzo aktywnie spędzony, ale dokładnie tak jak chciałam. Tylko teraz opanowało mnie lenistwo. Nie chce mi się pisać i a co gorsze nie chce mi się myśleć. To taki błogostan. Tak się zastanawiam, czy duch mój tak wyzdrowiał i odpoczął, że pomimo tego, iż pojawiały i pojawią się wiele ciekawych tematów do moich rozważań filozoficznych, nie chce mi się zajmować ciężkim tematami, bo te wszystkie przynajmniej na razie wydaja się mało ważne. A może jest tylko i wyłącznie moje lenistwo. Jeżeli duch mój tak wypoczął to cieszę się bardzo ta chwilą, którą mogę się jeszcze rozkoszować. Bo przecież nie wiadomo na jak długo.  Tym bardziej, że nie pamiętam, kiedy spędziłam trzy tygodnie takich aktywnych wakacji.  A jeżeli to jest tylko i wyłącznie lenistwo, no to, czemu nie i ten okres spróbuje może na inne dziedziny życia wykorzystać.

Tak się zastanawiam w związku z moim stanem, jak długo jest możliwy taki stan błogostanu i rozkoszowania się przeżytymi chwilami. Jak długo można z takiego stanu czerpać całymi rękami energie? Już ż samo oglądnie zdjęć pobudza wyobraźnie umożliwiając powrót do minionych chwil.

Wielbicielom wędrówek górskich mogę z całą pewnością polecić aktywną formę spędzania czasu.

Tu nie tylko ciało zdrowieje, ale i duch.

Pamiętam jak weszłam na Śnieżnik, nie tylko mnie piękno tej góry i widoki mnie na niej zachwycały, ale jednym z największych przeżyć było po raz pierwszy w życiu ujrzeć na własne oczy wrzosowiska. Na prawie szczycie i na szczycie tam gdzie siegał mój wzrok rosły wrzosy. Takiego olbrzymiego pola wrzosowego, jeszcze nigdy nie widziałam.  Gdzie by nie spojrzeć, kwitł w pełnej okazałości fioletowy wrzos.

 

 

 

 

  

Wrzosowiska ….? Dlaczego zwróciłam uwagę na nie, przecież to nie było jedyne piękno, którego tam na górze doświadczyłam. Pojawiło się pytanie: Czy to dla tych wrzosowisk tak konicznie chciałam tutaj przyjść? Pamiętam jedyne skojarzenie, to była piosenka Edwarda Stachury?

 

 

 

 

 

 Hmm…trochę byłam tym skojarzeniem na górze zaskoczona.  Wrzosowisko, Edward Stachura skojarzyły mi się czasy z mojej przeszłości, kiedy ta piosenka miała dla mnie wielkie znaczenie. Była jakby granicą, która naznaczała zakończenie jednego etapu w życiu i zapowiadała rozpoczęcie nowego. Trochę zdziwiona byłam tym skojarzeniem, choć z perspektywy czasu mogę powiedzieć było z logicznego punktu widzenia bardzo sensowne.  Czy ten kolejny etap z przeszłości był rzeczywiście szczęśliwszy, jak śpiewa Stachura, nie będę tutaj rozważała, na pewno bogatszy w doznania i doświadczenia. 

A ponieważ dotknęło mnie niesamowite lenistwo, jeżeli chodzi o wszelkiego rodzaju analizy w sensie pisemnym, długo zastanawiałam i nadal zastanawiam, co będzie dalej z blogiem.  Tym bardziej, że prowadzenie bloga na moim stałym http://intuicja.bloog.pl/   miejscu stało się od tygodnia ograniczone.  Pewnie jak na razie byłaby to dobra wymówka na zakończenie pisania. Ale odpowiedzi jeszcze nie znalazłam, a te historie wrzosowiskowe są dla mnie jakby zapowiedzią radykalnych zmian. Jakich zmian jeszcze nie wiem tak dokładnie… myślę, że czas pokarze.

Jedno jest pewne, że to, o czym już od dłuższego czasu myślałam, jakby się po przez ostatnie wydarzenia potwierdziło.  Już wcześniej nim wyjechałam miałam pewne wątpliwości, a autor strony zawarł w notatce http://www.proaktywnie.pl/precz-z-analitykami-czyli-pochwala-niedoskonalosci/  w prawie doskonały sposób moje myśli.  Już od dłuższego czasu chodzi mi ten temat po głowie, o niemożliwości doskonałego poznania siebie, świata i sensu bytu pisałam już wcześniej, nim wyjechałam na wakacje. O tym, że jest to tylko, że względu na czasową zmienności naszego ciała, tylko częściowo możliwe.

Wakacje owocowały wiele rozmów, z których nie tylko moi współgawędziaże wynosili wnioski, ale i ja pozostawiając sobie najlepsze kąski na późniejsze rozważania.  Co ja tu piszę rozważania, a czy nie pisałam właśnie o ograniczeniu analiz?

Tak od razu czuje, jak co niektórzy sobie myślą: no, co ona oszalała do reszty. Sama specjalizuje się w analizowaniu i rozkładaniu na części pierwsze, a tu coś jej się odmieniło.  Analizy zabierają bardzo dużo czasu, stąd chyba je nieco ograniczę. Nie, zrezygnować na pewno nie zrezygnuję, bo mi zbyt wielką przyjemność sprawiają. Ale pewnie musze sama sobie jeszcze raz postawić dokładnie pytanie, po co i dlaczego te analizy

Jednzm z takich ciekawszych stwierdzeń mojej Siostry, a chodziło w tych rozmowach o poznanie siebie i wychowanie dzieci, że nasi rodzice kiedyś nie analizowali, nie dochodzili, nie szukali przyczyn.  Byłyśmy wychowywane chyba bardziej instynktownie. Obecnie się szuka, analizuje i mimo to nie jest wiadome, co z tego wyjdzie.  Zresztą jak nie wiadomo, co wyjdzie ze świadomie podejmowanych własnych decyzji. Która metoda jest lepsza ta bez analizy, czyli bardziej instynktowna, pod warunkiem, że do decyzji nie włączy się intelekt, rozum, logika czy emocje, czy ta świadomie analityczna? Która jest lepsza  – pewnie nikt tego nie wie.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s