filozofia

Jestem za, ale i przeciw.

Dyskusja do notatki Ciemna strona chrześcijaństwa się dosyć ciekawie rozwija, szczególnie jak się pojawiają dwa różne stanowiska. Kontrowersyjne stanowiska mogą być budujące….

Jedno przekonanie prawie żądające określenia się do ateizmu, lub wyznania religijnego, co może być bardzo słusznym podejściem do sprawy. Tylko, dla kogo, czego… dla ideologii i wyznawców określonego stanowiska?

I drugie podejście do sprawy, które mówi, że nic nie jest tylko białe, ani tylko czarne i takie podejście może być słuszne, w tym wypadku dla wyznawców takiej opcji. Tak na marginesie i ja do tej grupy należę, co wcale nie oznacza, że jest to stanowisko jednoznaczne dla mnie. Wręcz przeciwnie, często i ja się zastanawiam, czy rzeczywiście jest konieczne w każdej sytuacji zajmować określone i niepodważalne stanowisko. Odpowiem może filozoficznie: i tak i nie.  Pewnie zależne jest to od punktu widzenia i od sytuacji.  W tym konkretnym przypadku : czy jest konieczne określenie swojej przynależności ideologicznej: czy to ateizmu, czy przynależności religijnej?

Przeraża mnie jakakolwiek forma skrajności ideologicznej – mów fanatyzmu. Poznałam na własnej skórze zalety i wady wiary katolickiej, ale ostatnio doświadczyłam siłę przekonywania ateistów, która była również hola, hola niczego sobie.  Jednym słowem nie lubię jak mnie się do czegoś zmusza i na siłę przekonuje  o słuszności własnych przekonań, lekceważąc moje własne, jakby były czymś gorszym. Nie lubię tego i już!

Sprawa wspomnianej notatki i wynikającej z niej mojej analizy jest o tyle ciekawa, bo prezentuje określony schemat, który mnie właśnie na dniach interesuje.

Sama ostatnio się poważnie zastanawiałam nad jasnym określaniem stanowiska w sprawie trochę poważniejszego konfliktu i nad podejściem do sprawy.

Konfliktu, w którym emocjonalnie na razie sama tkwię po uszy…, ale… w wolnych chwilach mogę sobie pozwolić na analizy(to chyba nie jest tak źle), jak właśnie to teraz czynię.

Konflikt jest o tyle ciekawy, że sama biorę w nim udział:

*po stronie poszkodowanej… i właściwie będąc poszkodowana oczekuję określenia się osób, które w sposób bezpośredni, bądź pośredni biorą udział również w konflikcie. Tak dokładnie i prosto mówiąc oczekuję się opowiedzenia po mojej stronie. Czyż moje nastawienie nie jest przypadkiem bardzo podobne do nastawienia tych, którzy oczekują określenia się ideologicznego?

*po stronie prowadzącej „walkę”…, a tu wygląda sprawa natomiast zupełnie inaczej, właśnie tutaj sama nie jestem w stanie określić swojego stanowiska tak na 100%, może, dlatego, że sama nie wiem tak do końca, czego chcę, jakie cele mają być osiągnięte poprzez ten konflikt.

Powiem tak:  świadomie sama nie wywołałam konfliktu, ale nieświadomie już od dłuższego czasu życzyłam sobie zmian. He, he i bądź tu mądra z tego , co sie dzieje w życiu.

Myślę, że żądanie opowiedzenia się za jakąkolwiek opcją jest bardzo zobowiązujące w stosunku do żądającego, a jednocześnie swego rodzaju stratą dla opowiadającego się za konkretną opcją. No chyba, że jest przekonany o słuszności swoich przekonań. To tak jakby zapadł wyrok. Nie zobowiązując się do jakiejkolwiek opcji, można sobie drzwi nadal pozostawić otwarte, ale… i sposób myślenia zostanie nieograniczony. Bo przecież ludzie się zmieniają i dojrzewają, stąd i przekonania mogą się zmieniać i dojrzewać

Wnioski

Nasze oczekiwania i cele w stosunku do danej sytuacji, czy konfliktu są miarodajne. Tkwiąc w przekonaniu o słuszności mojej racji oczekuję jasnego opowiedzenia się po mojej stronie, bądź po stronie rozmówcy za konkretną opcją. Stojąc po drugiej stronie rzeki nie chcę płynąć pod prąd(spełniać może trudne oczekiwania), ale chce zachować sobie możliwość realizacji własnych przekonań. Najłatwiej jest zawsze płynąć z prądem, ale czy zawsze jest to  możliwe…

 

Ja nie jestem ani za, ani przeciw, ja po prostu CZASAMI   NIE WIEM, co jest lepsze.

 

 

 

Reklamy

10 thoughts on “Jestem za, ale i przeciw.

  1. Ateiści kontra wierzący to pole dyskusji od dawien dawna ;) Mnie wydaje się że nic już nowego powiedzieć nie można, ale jedno jest pewne że temat potrafi budzić w ludziach emocje ;) To wskazuje że i dla jednych i dla drugich sama _esencja_ problemu to „mocna” rzecz ;)

  2. Owszem temat, zawsze był i będzie „mocną” rzeczą i to nie tylko w przypadku ateistów i wierzących ;-) Własne przekonania stawiają nas samych najpierw w obliczu wątpliwości przed samym sobą, a jak znajdzie się pole do dyskusji i najpierw sprawdzamy siebie i swoje własne przekonania. Przekonując innych o słuszności idei przekonujemy właściwie samego siebie, bo inaczej nie wywoływałoby to takich emocji podczas dyskusji wśród dyskutantów. A jak się uda kogoś przekonać … to dopiero uczta :-)

  3. Do jednoznacznych deklaracji skłaniają nas totalitaryzmy. W systemie totalitarnym nie ma miejsca na niezdecydowanie, czy chwiejność. Religia też jest totalitaryzmem. Zauważ, jak KK zwalcza relatywizm. Za komuny też stale pytano, czy jesteś ideologicznie jasno określona i czy nie masz wątpliwości. Spytaj rodziców albo dziadków, to ci opowiedzą jak było w latach 50-tych.
    Polaryzacja postaw sprzyja niezgodzie. I o to właśnie chodzi. Ale brak polaryzacji też nie jest bezpieczny, bo ja np. jestem tarczą strzelniczą zarówno dla katolików, jak i ateistów. I jedni i drudzy pozostawiają mi mrożące krew w żyłach pozdrowienia.

  4. No tak słusznie totalitaryzm zmusza nas do określania się.
    Hm… tylko jak ja biorąc pod uwagę własne nastawienie w właściwie prywatnym konflikcie musiałaby się określić, oczekując poparcia – mów deklaracji- od osób z boku. Tym bardziej, że mam świadomość istnienia tej drugiej odwrotnej opcji, w której wiem, że deklaracja jakby zamykała własne drzwi, tym, którzy się określają i mi również. He, he ale namieszałam…?
    Pewnie moje rozważania powinnam trochę bardzie rozgraniczyć i rozróżnić między deklaracjami, w których jednostka jest uzależniona od systemów totalitarnych, a deklaracjami, która odbywają się na poziomie prywatno –zawodowym. Choć system deklaracji jest bardzo podobny, siła znaczenia deklaracji chyba jest może nieco mniejsza. Aczkolwiek nadal te osiagalne cele będą tą główną motywacją w wywalczeniu deklaracji.
    A cele, i to chyba z obu stron są przyczyną powstawania spolaryzowanych sytuacji.
    Jaki z tego wniosek, unikajmy … czy nie unikajmy spolaryzowanych sytuacji.?
    Właściwie może utrzymujmy w takich sytuacjach pewną równowagę, jeżeli się da…?

  5. Trzeba naśladować Wałęsę, który powiedział „jestem za, a nawet przeciw” oraz popierał lewą nogę, gdy prawa za bardzo się wzmocniła, hehe.

    Niby jestem generalnie przeciwko wojnom, ale z drugiej strony, gdyby do władzy doszedł jakiś Hitler i zaczął mordować ludzi, to nie wiem, czy nie złapałabym broni, bo nie można biernie patrzeć, gdy dzieje się zło.

    Podobnie, niby jestem za wolnością, ale jeśli ktoś jest przestępcą, to będę agitować za tym, żeby go zapuszkować. Nie da się jednoznacznie określić swojej postawy, bo wszystko jest względne i zależy od sytuacji.

    Tylko krowa nie zmienia zdania, prawda?

  6. Mario zgadzam się z tobą.
    Co do krowy, to, kto to wie, gdyby wiedziała, że obok za płotem u innego gospodarza trawy jest więcej i smaczniejsza, i gdyby nie była własnością, i miała możliwości wyboru, to pewnie też by zmieniła zdanie? Oczywiście historie krowy można by wzbogacić o dramatyczny element miłość, ale na koniec i tak wygra walka byt i egzystencje ;-)

  7. A propos religii, szkoda czasu na jej analizę w kontekście , dobra-zła. Należało by zadać pytanie, po co komu religia ( jakakolwiek)? Na razie istnieje i istnieć będzie. Wielu powątpiewa że w przyszłości religia zniknie z ludzkiego życia. A ja jestem przekonana, że tak się stanie. Zastąpi ją nie co innego jak nauka i technologia. Prawdziwych myślicieli i gnostyków, którzy nie pretendowaliby do dzierżenia władzy, jest niewielu, są to wybitne jednostki. Dlatego każdy kto, pragnie zmiany jednej religii, ideologii w inną( opozycyjną). pragnie, choćby podświadomie, w miejsce obecnego dogmatu, wprowadzić inny i tak bez końca ….. Kiedyś zastanowiłam się czy chciałaby żeby np. astrologia stała się publicznie uznaną dziedziną wiedzy.? Co by się stało gdyby na podstawie wiarygodnych obliczeń astro, podejmowano decyzję kogo przyjąć do pracy, komu z kim udzielić ślubu, albo gdyby księża jakiejś religii, obok metryki urodzenia spoglądali w nasze horoskopy, a wróżka z pomocą tarota wydawała wyroki liczące się w sądzie ? Koszmar, to byłby taki sam koszmar jak za czasów św. inkwizycji. Powrót do przeszłości. Przypomnę że nie mam na myśli autentycznych myślicieli i gnostyków, bo nie o nich mowa. W kościele KK też są ludzie, księża autentycznie powołani, choć jest ich maleńka garsteczka, wpływają pozytywnie na rozwój innych ludzi. Pozdrawiam serdecznie :)

  8. JagaWika, masz racę, że prawdziwie uduchowione jednostki są wyjątkiem, natomiast władza zawsze należy do ludzi twardogłowych. Dlatego prawdziwe oświecenie ani uduchowienie nigdy nie stanie się domeną mas.

    Religia całkiem nie zniknie. Ja sądzę, że nie zniknie nigdy, nawet w czasach, gdy prymat obejmie nauka i materialistyczne widzenie rzeczywistości (Era Wodnika?). Nawet wtedy będą jednostki spragnione mistycyzmu i „odlotów”. Zresztą nawet obecnie nauka ma pewne cechy religii, a mówiąc ściślej kultu. Ja takich naukowych oszołomów nazywam „wyznawcami nauki”, bo oni mają tendencję do oddawania czci bałwanowi wiedzy.

    A co do astrologii – gdyby przestała być (a dziś już częściowo przestała) „wiedzą tajemną” i stała się narzędziem codziennego użytku, to strach się bać, do czego mogłaby być używana.Zresztą pewnie nie raz spotkałaś się z przejawami takiej nieodpowiedzialności. Kogoś tam nie przyjęli do pracy, bo „jest Skorpionem, a Skorpiony są wredne” – taką informację przekazała mi jedna koleżanka.

  9. Określam się :-) jestem za @astromaria. Religia całkiem nie zniknie – ulegnie przekształceniu tak jak to się dzieje w przyrodzie. Dlaczego pozostanie? ponieważ człowiek musi w coś wierzyć aby później złorzeczyć na to w co wierzy. To takie zwykłe przerzucanie odpowiedzialności na innych lub na „coś” bliżej nieokreślonego ale nie na siebie. Mam tylko nadzieję (a mam ją jeszcze) że samo przekształcanie się ideologii w coś innego nie będzie związane z wojną bo za każdym razem tak jest. Tutaj jestem – przeciw.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s