filozofia · Sugestia

Obietnica, to dług

Obietnica – to najczęściej jednostronne zobowiązanie o przyszłym postępowaniu lub o konkretnym wydarzeniu. Akcja obietnicy rozgrywa się miedzy dwoma lub większą ilością osób, przy których najczęściej jedna z tych osób daje obietnicę w stosunku do drugiej strony

Obietnica działa jak magiczne słowo.

Jak zaklęcie, które czasami raz głośno wypowiedziane, nabiera siły samospełniającej się przepowiedni? 

Taka prosta forma obietnicy wypływa zazwyczaj z jednej strony.

Wachlarz powagi obietnic jest również bardzo szeroki.

Zaczynając od wydarzeń codziennych, do których to obietnic nie przywiązujemy emocjonalnie dużej wagi np. obiecanie zrobienia zakupów, a kończąc na tych, które pod względem emocjonalnym maja bardzo duże znaczenie. Ileż to razy np. na łożu choroby obiecywaliśmy wywiązać się z powierzonych nam zadań.

Obietnice, ponieważ dotyczą przyszłych wydarzeń nie dają nigdy pewność sytuacji. One są uzależnione od stopnia zaufania i od sytuacji w danym czasie.

Zaufanie– jakąż olbrzymią rolę odgrywa ono w naszym życiu. Zaufaniem darzymy osobę, której wierzymy, że będzie nam doradzać dobrze, nie myśląc tylko o sobie.

Tak, to zaufanie jest podstawa wypełnienia obietnicy. Już ograniczenie w pewnym stopniu zaufania motywuje nas do działań, w których zastanawiamy się nad sensem wypełnienia obietnicy.

Zaufanie jest również stanem zmiennym. To, że darzymy kogoś dzisiaj zaufaniem nie jest pewnikiem, że taki stan będzie miał miejsce za kilka dni, tygodni, miesięcy, lat. Na pewno każdy z nas życzyłby sobie, aby taki stan, przynajmniej w stosunku do osób, z którymi jesteśmy mocno emocjonalnie związani trwał wiecznie, nikt jednak nie może nam dać gwarancji przyszłych wydarzeń.

Pomimo, że często w obietnicy często pozornie na to wygląda, że tylko jedna strona będzie z tego czerpała korzyści, korzyść są czerpane obopólnie.

Tutaj chciałabym krótką historię przytoczyć.

Pewna matka na łożu poważnej aczkolwiek nieśmiertelnej choroby prosiła o złożenie obietnicy przez synową ” I ja cię bardzo proszę, obiecaj mi, jak mnie kiedykolwiek zabraknie, opiekuj się zawsze moim synem”

Synowa, w obliczu choroby teściowej, której skutki nie były jej dokładnie znane, podjęła się zobowiązań. Wypowiedziała to magiczne słowo „ Ja ci obiecuję, będę się nim opiekować”.

W momencie złożenia obietnicy obie strony czerpały korzyści. Matka, bo miała świadomość, że udało jej się uzyskać zapewnienie ustabilizowanego życia dla swojego syna. I synowa, która w obliczu choroby była przekonana o słuszność pomocy w ten sposób matce i tego, co robi ( choćby, dlatego, że w danym momencie uchodziła za dobrą osobę). 

Synowa nie wiedziała jednak, że kiedyś właśnie brak zaufania będzie tą podstawową przyczyną w niewywiązywaniu się z obietnicy. Nie wiedziała, że dana kiedyś obietnica może później właśnie w nią uderzyć.

I to się nazywa paradoksem.

Paradoksem jest obiecywać coś, bez możliwości dotrzymanie tej obietnicy, ale wierząc wcześniej, że się jej dotrzyma.

Szczególną formą obietnicy jest ślubowanie i przysięga.  

Wspaniałym przykładem jest przysięga małżeńska, tutaj mamy przykład dwustronnych zobowiązań. Doskonałym stanem jest, jeżeli dwie strony się z zobowiązań wywiązują, a co zrobić z sytuacją, w której tylko jedna lub obie strony się z przysięgi nie wywiązują?

W wielu kulturach złamanie obietnicy jest oznaką utraty honoru.

Obietnica jest długiem honorowym.

Tak właśnie jest w wielu kulturach, zerwanie obietnicy związane jest z utrata honoru, czci, godności, czasem politycy tracą w ten sposób brak zaufania publicznego.

Ale często obietnica złożona przed laty, nie jest adekwatna do późniejszych wydarzeń. Może szkodzić nawet osobie, która się zobowiązywała.

Czy musimy się zawsze wywiązywać z honorowego długu, czasami może i na koszt naszej własnej egzystencji?

 

 

Znalezione i przeniesione z moich starych notatek.

Reklamy

5 thoughts on “Obietnica, to dług

  1. Jestem ciekaw ile to „długów” człowiek zaciąga sam wobec siebie podejmując działania których nigdy nie dokończy. Zobowiązując się do wykonania czegoś co nie zostanie zrealizowane. Paradoksem jest obiecywać bez możliwości dotrzymania obietnicy dlatego też się nie dziwię że są osoby które mówią. „Nie obiecuję ale zobaczę co się da zrobić” Być może lepiej jest nie obiecywać sobie i innym lecz po prostu to zrobić lub też nie zrobić nic. Okazuje się że obietnica bez możliwości jej dotrzymania mogła być gorsza, boleśniejsza, dotkliwsza…… to może lepiej jest nic nie pisać. Bo może się okazać ze to są również zobowiązania wobec czytającego który oczekuje odpowiedzi na komentarz. Lecz czy pisząc artykuł bądź komentarz nakłada się zobowiązanie wobec drugiego człowieka. Lub też co jest równie intrygujące zadając pytanie w internecie w ten sposób zobowiązuje się kogokolwiek do tego aby udzielił odpowiedzi. Ach te zobowiązania – ile ich jeszcze jest.

  2. Czy paradoksem jest obiecywać cos bez możliwości dotrzymania obietnicy, wynika pewnie czasami z małej znajomości tematu, którego dotyczy temat obietnicy? Choć pewności nigdy się nie ma, bo podstawowymi czynnikami, które decydują o dotrzymaniu obietnicy sa zaufanie i czas. Rzeczywistym paradoksem jest produkcja takich długów w stosunku do siebie samego, podejmując pewne działania i nie kończąc ich. Taki stan jest z mojego punktu widzenia zdecydowanie większym paradoksem niż w stosunku do innych, bo tutaj wydawałoby się można zapanować nad sobą, ale czy tak jest na pewno. Przy obietnicach dotyczących innych osób , można by uwzględnić działanie skutków zewnętrznych, ale ileż mamy pewności i zaufnia do siebie samego. Czy rzeczywiście jesteśmy sobie samemu tak ufni, że nie zawodzimy siebie?.

    Czy obietnica bez możliwości jej dotrzymania, mogła by być boleśniejsza i dotkliwsza….. być może? Tylko powstaje pytanie, dla kogo dotkliwsza i boleśniejsza. Dla wykonawcy, czy dla oczekującego dotrzymania obietnicy.

    „, Bo może się okazać ze to są również zobowiązania wobec czytającego, który oczekuje odpowiedzi na komentarz. Lecz czy pisząc artykuł bądź komentarz nakłada się zobowiązanie wobec drugiego człowieka. „

    Tutaj należy zdecydowanie rozróżnić miedzy obietnicą, a zobowiązaniami. Myślę, sobie, że ranga znaczenia obietnicy jest zdecydowanie wyższa niż zobowiązania………? Obietnica można by powiedzieć jest rytuałem, o ceremonialnym charakterze, stąd działanie takie na podświadomość jest zdecydowanie mocniejsze tak mi się wydaje, niż zobowiązania, które można by zakwalifikować do rangi….No właśnie, jakiej….. Przyzwyczajenia…..Czy to, o czym piszesz jest zobowiązaniem?…. Trochę trudne do zakwalifikowania pod hasłem jednolitej odpowiedzi. Myślę, że zdecydowanie nie są to zobowiązania, kwalifikowałam bym pod hasłem dobrowolnego aktu. Pisząc artykuł bądź komentarz z mojego punktu widzenia nie nakłada się zobowiązań, może ma się nadzieje na wymianę zdań, poglądów z kimś, kto jest podobnym tematem zainteresowanym. Z kimś, gdzie obustronna wymiana zdań będzie dla obu stron w mniejszym, bądź większym stopniu interesująca, bo korzystna jest z pewnością, jeżeli dwie osoby wejdą w proces komunikacyjny. Czy pozytywny, czy negatywny, to już inna para kaloszy? Przecież nie ma innej możliwości jak podzielić się tym, komunikować o tym, co komu doskwiera lub go interesuje. Tutaj ważyłabym się te zobowiązania zakwalifikować do zależności, bo jesteśmy ze sobą w mniejszym lub większym stopniu powiązani. Każdy z nas nie jest jednostka, która gdzieś tam buja w swoim własnym wyimaginowanym samotnym i wolnym świecie, ale jest zależny od innych mieszkańców tej ziemi. Czy ta zależność to współzależność, czy współuzaleznienie to pewnie już inny temat? Także wydaje mi się, że zadając pytanie w Internecie raczej nie zobowiązuje się kogokolwiek do udzielenia odpowiedzi, a raczej skłaniałabym się do określenia dobrowolnego aktu bazującego na obopólnej korzyści.
    He, he , a miało być krótko :-)

  3. Dawno nie czytałem tak długiego komentarza i widać wynika to z obowiązku udzielenia konkretnej odpowiedzi :-) (przekomarzam się) Tak też myślałem sobie że odpowiedź nie jest zobowiązaniem lecz aktem dobrej woli odpowiadającego. Tak myślałem kiedyś (dawno temu za lasami i…..) ale rzeczywistość okazała się inna. To znaczy dla mnie jest to oczywiste że udzielenie odpowiedzi jest aktem dobrej woli oraz pewną bezinteresownością osoby jej udzielającej. Mimo wszystko z czasem okazało się akt dobrej woli jest postrzegany przez niektórych jako obowiązek a tym samym pytanie nakłada pewne zobowiązania do osoby która prowadzi swojego bloga bądź serwis. Muszę powiedzieć że takie podejście było dla mnie wyzwaniem aby „wgryźć” się w dany problem i spróbować go poznać – dlaczego tak się dzieje. Dlatego też gdy już dana osoba wyrażała swoje zniecierpliwienie brakiem odpowiedzi słowami zadawałem zwyczajne zapytanie. Dlaczego według pana/ni muszę udzielić odpowiedzi lub też próbować rozwiązać problem przedstawiony w komentarzu. Otóż w 90% przypadków czynnikiem który określał taką postawę był fakt że dana osoba korzysta z internetu i za niego płaci. Normalnie rewelacja :-) Oczywiście mogę zrozumiem zniecierpliwienie osoby która czekała na odpowiedz tydzień lecz jeden dzień to już lekka przesada ponieważ wygląda na to że każdy z nas prowadzący bloga bądź serwis powinien „siedzieć na necie” jak w okienku z napisem „informacja”. Teraz już się nie dziwię dlaczego powstały serwisy gwarantujące odpowiedź poprzez nadesłany SMS (a tym samym związane jest to z dodatkową opłatą i obopólną korzyścią) ponieważ można w tym przypadku mówić o rzeczywistym obowiązku lub zobowiązaniu.
    Twoje słowa „Każdy z nas nie jest jednostką, która gdzieś tam buja w swoim własnym wyimaginowanym samotnym i wolnym świecie, ale jest zależny od innych mieszkańców tej ziemi”
    Bardzo fajnie to napiłaś i tak jest w rzeczywistości lecz hm hm hm nie można popadać w uzależnienia. Jest to szkodliwe dla zdrowia :-) Pozdrawiam

  4. Cos w tym jest, o czym piszesz, widać było właściwie dokładnie w dyskusji o dokończeniu rytuału, w której oczekuje się pomocy, ale nie czyta się informacji wstępnej jeszcze na forum, że notatka służy w pierwszej kolejności do celów teoretycznych rozważań, a jeżeli wyjdzie cos korzystnego dla danej osoby to jest jej zysk. A więc jak było w początkowych zamiarach, aby obie strony cos z tego miały.
    Niestety w wielu dyskusjach, w których brałam wcześniej udział, było podobne nastawienie, trochę się z tego nauczyłam. Na wcześniejszym blogu pary razy udawało mi się systematycznie i sukcesywnie tłumaczyć, że dyskusja odbywa się wyłącznie pod kątem rozważanego tematu, ale na zasadzie w pierwszej kolejności mojej przyjemności, bo prowadzenia bloga ma być dla mnie rozrywka i przyjemnością. Na przepychanki i odpowiedzi typy: „Pani Doroto, ależ w pani tekście brakuje mi tego, tego i jeszcze tamtego, no i dokładnej instrukcji eksperymentu….Itd” , nie mam ochoty. Dzisiaj, jeżeli cokolwiek tłumacze i informuje to odbywa się to na świadomej zasadzie dobrowolności, a wszystko, czego się oczekuje …….., Bądź, do czego mnie się zobowiązuje ……
    Tak się zastanawiam, czy to polska naleciałość z wcześniejszych czasów :”…. Bo mi się należy”. Choć muszę powiedzieć, że jak stawiałam się moje pierwsze kroki w internetowych dyskusjach, a byłam wtedy bardzo powściągliwa, to atmosfera tego pojęcia, „…bo mi się należy” była zdecydowanie agresywniejsza. Obecnie zmieniło się nastawienie i chyba trochę świadomości w kierunku „….Bo muszę sobie również sam wypracować, a niekoniecznie mi się od razu należy”.

  5. Coś mi się wydaje Doroto że raczej tobie zmieniło się początkowe nastawienie. Na początku wszyscy startują do netu z ufnością taką samą jak w „realu” lecz z czasem po paru klapsach i szturchańcach nastawienie się zmienia. I jest to normalne ponieważ nie można ciągle tylko obrywać. Obserwuję czasami kłótnie netowe i zagrywki a czasami nagonkę na jedną wybraną osobę i na wzór stada wilków obdzieranie nieszczęśnika za skóry bo biedaczysko nie wiedział że dobre serce w necie musi być zamknięte w pancernym sejfie aby nikt do niego nie mógł się dostać. To że zmieniło się nastawienie nie oznacza nic złego bo przecież nie można być wiecznie popychanym lub przywoływanym do porządku bo w czyimś mniemaniu tak powinno być. A zresztą co ja tutaj…każdy blog serwis czy portal jest własnością danej osoby więc to gość powinien się podporządkować woli gospodarza a nie odwrotnie. Tak jak w realnym świecie. Pojęcie „bo mi się należy” już dawno straciło rację bytu ponieważ „każdy z nas jest kowalem swojego losu” to fakt że było to i jest dla niektórych bolesnym doznaniem ale tak jest. Masz rację że prowadzenie bloga powinno wiązać się z przyjemnością jego prowadzenia. Każda praca powinna sprawiać przyjemność i jeśli jest jej brak pozostaje tylko frustracja i nieprzespane noce. Pozdrawiam
    ps. Widzę że nasza dyskusja jest obserwowana więc jak myślisz dlaczego nikt do niej nie chce się dopisać?? dobra wróżko :-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s