filozofia · Intuicja · Tarot

Warkocz Roszpunki

 

Faihrytale Tarot

 W moim ostatnim wirtualny komentarzu z przed paru dniu napisałam „Chyba nic z tego nie rozumiem, a może porostu czasami jest lepiej nie wiedzieć aż tak dużo, bo to zbyt komplikuje życie. Oj czasami tęsknie za czasami nieświadomości” Szczególnie to ostatnie zdanie , brzmi strasznie gramatycznie, ale sens  jego jest jak najbardziej  aktutalny.

Otrzymałam zresztą potwierdzającą odpowiedź: Czasami niewiedza jest błogosławieństwem.

 

Wyrwałam sobie te zdania z kontekstu całej rozmowy, bo cały czas chodzą mi po głowie i komplikują ostatnie dni. Bo jakże unieść ciężar świadomości, z którym niekiedy nie można sobie samemu poradzić.

Tyle się mądrych rzeczy nawpisywałam o świadomości, o tym, że warto sobie zdawać sprawę z tego, co się dzieje wokół nas, o tym, że warto podejmować świadome decyzje dotyczące własnego życia. Nie zmieniłam zdania, nadal uważam, że świadome życie, jest ważnym elementem mojej własnej teraźniejszości. Może wkradają się w chwilach słabości, zwątpienia, bo jak wszystko w życiu ma dwie strony medalu, nic nie jest tylko dobre, bądź tylko złe. Rozpatrywanie rozwijania własnej świadomości i siebie, w swoim świecie i otoczeniu również ma dwie strony medalu, ale między tym stronami jest również środek. Popadanie w skrajności życiowe przyczynia się do tego, że życie podkłada nam nogę, poprzez  któreą możemy upaść i ewentualnie się odwrócić.

Ostatnio, już od paru dniu obserwuję tylko trzy blogi i wszystkie trzy damy, coś się przyczepiły, każda sobie z osobna swojego, przez dłuższy okres czas, własnego tematu. No dobrze ja nie mam nic przeciwko, piszcie, co wam w duszy śpiewa. Ale, aż sama się zdziwiłam, co mnie tak te ostatnie parę dni tylko przy tych trzech waszych blogach trzyma.  Nic innego nie czytam tylko te trzy blogi, nie komentuje, ale sobie składam moje puzzle w całość. Coś mi się odmieniło…? Zazwyczaj rozkładałam zjawiska na części pierwsze, analizowałam, a tu coś mi się odwidziało nie chce mi się analizować, a wręcz przeciwnie, chce mi się poskładać coś w całość.

Jaga rozważa sprawę światów astralnych i duchów, nie powiem, że mnie nie interesuje, może czasami aż za bardzo, ale jakiś respekt, a może strach i obawa trochę mnie na odległość trzymają, czyżbym się bała. Może grzebanie w innym wymiarze mnie trochę przeraziło, bo jakby nie było nie jest to moja ulubiona ziemia, po której z olbrzymią chęcią realnie stąpam. Ale i jakiś trochę pociągający element ryzyka jest z tym wszystkim związany, bo niestety nie wiadomo, co nas spotka po drugiej stronie astralnego lustra. To właśnie to ryzyko pociąga za sobą dreszczyk emocji, o czym wprawdzie ezoterycy głośno nie mówią, ale jestem święcie przekonana, że to jest to, co każdego fascynuje. TAJEMNICA.

 

Maria rozprawia się ostatnio z teistami i ateistami, również mnie ten temat dotyczy, bo zaglądam z zaciekawieniem z nadzieją znalezienia jakieś nowej  wskazówki. Niby wprawdzie przynajmniej na dzień dzisiejszy moje przekonania są stabilne, ale poszukiwania i konfrontacja wiedzy z własnymi doświadczeniami trwają nadal i stanowią kwintesencję mojego życia duchowego. Choć czasami mam wrażenie, że próżne te poszukiwania i nieprowadzące do konkretnych owoców, to potrzeba posiadania WŁASNEJ ŚWIĘTOŚCI jest zresztą jak u każdego przeolbrzymia.

 

Mirabelka już od kilku postów, nawet, jeżeli dopiero teraz obecnie zdefiniowała rozważa temat WSPÓŁZALEŻNOŚCI RODZINNYCH, w których się każdy z nas urodził, które stanowią nasz częściowy posag życiowy. I nawet gdyby nie wiem, co nie można go wymazać, wymienić na nowy, od restaurować tak do końca, ale można rozwijać i pomnażać w myśl własnych przekonań, dorosłego człowieka.

 

A mnie jakaś taka pustka ogarnęła, już myślałam, że ze mną cos nie tak. Chora jestem czy co, a tu wczoraj podczas medytacyjnej jazdy samochodem, takie oświecenie mną zawładnęło. Bo co maja te trzy blogi z aktualną tematyką za mną wspólnego.  Jakby złożyć te wszystkie tematy, o których rozprawiają te damy to wyszedłby z tego piękny warkocz, który wiele lat na głowie nosiłam.

 

Zabawa w skojarzenia.

Lubię zabawę w skojarzenia, bo moja intuicja i mój umysł podczas takiej zabawy są bardzo kreatywne. Obraz goni obraz, przeganiają się wzajemnie jakby wyścig ważności chcieli wygrać.

Oczywiście nie streszczę tutaj wszystkich skojarzeń, bo strach się siebie bać, do czego człowiek jest zdolny.

Pierwszym skojarzeniem w zabawie był oczywiście mój własny warkocz. Bo trudno pominąć, coś, co stanowiło cząstkę mnie. Czy on był piękny, jest pewnie kwestią gustu? Na początku był piękny, a później zamienił się w mysi ogonek. Nosiłam go dosyć długo. W czasach, kiedy kobiety rytualnie ścinają włosy, ja nie mogłam się bardzo długo pozbyć własnego wyhodowanego posagu. Sama myśl ścięcia włosów była jakby z utratą cząstki siebie związana. Nie noszą go już długo, a ścięłam wtedy, kiedy zmieniło się radykalnie moje przekonanie o sobie i moim świecie. Obecnie jestem chyba bardziej odważna, bo i w granicach możliwości eksperymentuje z moimi włosami. Trudno przy tej okazji nie przyjrzeć się symbolice włosów, warkocza i historiom z tym związanym. 

W kolejności połączyłam sytuację z moją przyjaciółka z lat dziecięcych, z którą się na podwórku wychowałam. Nosiła piękne warkocze, które plotła jej babcia. Włosów miała moc, a starczały one nie tylko na jednego warkoczyka, ale na dwa olbrzymie warkocze. Nikt na podwórku nie miał takich pięknych złotych warkoczy.

Jonny Gruelle do bajki Roszpunka

 

Zdemaskowanie siebie.

Jeden fragment w bajce jest dla mnie przynajmniej w tych rozważaniach ważny i taki bardzo wyraźny.  Roszpunka zdradza „niechcący bądź chcący” sama czarownicy, że jest jeszcze książę, który ją odwiedza mówiąc:  „Powiedzcie mi, panie Gotel, jak to jest, że ciężej mi was wciągać niż młodego królewicza? On w jednej chwili jest u mnie!”

Pewnie można by zacząć spekulować, dlaczego taki obrót sytuacji? Czy to przypadek, choć ja osobiście w przypadki nie wierzą?  Czy własna zdrada Roszpunki jest głupotą, ciemnotą, własnym pożądaniem, czy potrzebą cierpienia, bo przypadkiem z pewnością nie był? A może to zwykła bezsilność w stosunku do swojej własnej niemocy, a może to niemoc w stosunku do nieodgadnionych praw losu?  Oczywiście taka sytuacja pociąga za sobą konsekwencje zarówno dla Roszpunki jak i dla księcia. Roszpunka traci włosy i „domowe ciepło”, jakie posiadała w wieży.  Od tej pory jest pozbawiona włosów, które były dla niej jedyną możliwością kontaktu ze światem zewnętrznym. Czarownica daje je do zrozumienia, jak bardzo jest nie wdzięczna, za wyrządzone jej „dobro”. Czarownica skazuje ją na życie w pustelni w nędzy i biedzie.

Ale i zrozpaczony książę zamiast księżniczki spotyka czarownicę, przez którą zostaje skazany na ślepe błądzenie po lesie, bez swojej ukochanej.

A przecież …. wszystko było tak dobrze zaplanowane i się tak dobrze zapowiadało?

Samotne życie Roszpunki bez kontaktu z innymi osobami przyczynia się do małej ilości pobudzających bodźców do dalszego rozwoju, a to z kolei do pogłębiania uczucia braku i głodu. Głód jest przyczyną poszukiwań, tak jak poprzez fizjologiczne odczuwanie głodu poszukujemy pokarmu, tak odczuwany głód w jakiejkolwiek dziedzinie życia przyczynia się do poszukiwań, mające na celu zaspokojenie głodu, aby uzupełnić to, czego nam brakuje. Zresztą taka jest zupełnie normalna kolej losu, a może to skrajnie odczuwany głód popycha nas w ręce skrajnych sytuacji kryzysowych? A może to ukryte i nieświadome potrzeby pchają nas w ręce nieszczęść, z którymi musimy walczyć i z których musimy się uwolnić. Roszpunka, pewnie zupełnie nieświadomie nie zdawała sobie sprawy z powagi własnej zdrady i z konsekwencji, które są z takim zachowaniem związane. I na pewno świadomie nie chciała cierpieć, ale czyżby to były te ukryte nieświadome potrzeby, o których czasami nic nie chcemy wiedzieć, bo to one świadczą o naszej słabości.

 

Ale czyż nie została ona już skazana przez matkę i ojca na taki, a nie inny los? Rodzice prawdziwie i szczerze życzyli sobie własnych dzieci, stąd może każdy środek był dobry, aby spełnić własne marzenie, potrzebę, życzenie. Matka, która próbuje najpierw zabezpieczyć własne zachcianki i potrzeby skazuje nieświadomie dziecko, którego jeszcze nie było na świecie na taki, a nie inny los. Trudno jest tutaj o wyrachowaniu matki mówić, bo przecież dziecka nie było jeszcze na świecie.

Czyżby każdy środek był dobry, jeżeli prowadzi do celu?

Czy, gdyby wiedziała, że Roszpunkę spotka taki, a nie inny los zdecydowała się zrezygnować z własnego szczęścia posiadania własnych dzieci? Roszpunka urodzona w późniejszym czasie, obiecana, jeszcze przed przyjściem na świat, jako praktycznie niewolnica czarownicy za „przewinienia, zachcianki bądź potrzebę” matki i ojca, nie ma wyboru. Musi zaakceptować świat, taki jaki jest, czy jaki jest jej pisany. Czy to z takiego faktu nie jest w stanie rozwijać siły własnej woli? Czy to ta siła woli ją podświadomie prowokuje do złapania siebie w sieć, z której musi się wyzwolić sama o własnych siłach, aby doznać po cierpieniach ciepła i szczęścia?

Tragedia tej sytuacji polega na tym, że losu tak na szybko nie da się przechytrzyć.

A nieświadomość Roszpunki i niedoszukiwanie się przyczyny swoje tragedii (przynamniej ten fakt nie wynika z bajki, możemy się jedynie domyślać) pozwoliły jest instynktownie zareagować, aby sytuację rozwiązać, bez zbędnej dodatkowej wiedzy i analizy, tak, aby doznać radości i szczęścia w życiu.

Tak czasami niewiedza jest błogosławieństwem.

Linki związane z tematem The Fairytale Tarot.

 

Reklamy

7 thoughts on “Warkocz Roszpunki

  1. „Matka, która próbuje najpierw zabezpieczyć własne zachcianki i potrzeby skazuje nieświadomie dziecko, którego jeszcze nie było na świecie na taki, a nie inny los. Trudno jest tutaj o wyrachowaniu matki mówić, bo przecież dziecka nie było jeszcze na świecie.”
    Moja mama, opowiedziała mi że jedynym powodem mojego poczęcia, było – mieszkanie w bloku. Gdy dostali z ojcem przydział na mieszkanie, okazało się że jest to za duży metraż dla trzech osób( moja siostra już żyła). Zaproponowano rodzicom, mniejsze lokum i bez balkonu. Wtedy wpadli na pomysł powiększenia rodziny i w tak romantyczny sposób moje pojawienie się wśród ludzi, zostało przypieczętowane. Ja też w przypadek nie wierzę, dlatego nie bez powodu urodziłam się w znaku przypisanemu domowi i rodzinie – Rakowi.
    Cieszę się że do mnie zaglądasz :) Temat duchów, światów alternatywnych , a ostatnio fizycznych manipulacji i hologramów, rzeczywiście jest drążeniem tajemnicy, ale cóż , czy cokolwiek w życiu pozbawione jest owej tajemnej siły ? Począwszy od ezoteryki, na miłości i rozsupływaniu skończywszy jest we wszystkim. Jestem przekonana, że to główna siła popychająca człowieka do życia. Tajemnica, za tajemnicą, od kołyski po grób i za … Dodając do tego, że zbliża się Hallowen, to temat na czasie. Gorzej gdyby wiosną ;)
    Jestem przekonana że blogi ich wybór i czytanie służą przede wszystkim osobistemu rozwojowi i wewnętrznej autoanalizie.
    Natomiast ostatnio wyłączyłam się jakoś z czytania Mirabelki, za dużo na jej blogu z wszystkowiedzącej „nauczycielki”, coraz więcej „małych świnek” . Mam wrażenie że osoba prowadząca bloga Mirabelki, szuka uczniów i wszystkich usadza w ławkach, a sama trwa przy tablicy z dziennikiem. Zawsze przerażały mnie osoby, z misją zbawców, uważające się za jedyne potrafiące czytać, pisać i korzystać biblioteki- rozwoju osobistego. Ma kobita misję , czyta i wykłada. Ostanie posty i komentarze Mirabelki jakoś mnie zniesmaczyły. Czasem zastanawiam się, czy jakaś tam znikająca Gosia, Mirabelka i inne postacie, to nie blogi tej samej osoby … ? Coś mnie nachodzą takie przemyślenia…

  2. Jestem zmęczona, przechodzę trudny okres, zastanawiam się nawet czy nie odłożyć na razie blogów, ta cała sytuacja mnie też zniesmaczyła. Nawet nie myślałam, ze ktoś zareaguje tak mocno, i ja sama też, ale z drugiej strony czasem uczucia są bardziej prawdziwsze niż słowa;) Zabolało a to normalne z reguły że się zaczynamy bronić przed bólem, tym bardziej jak ktoś jeszcze uważa, że wbijając ci igłę masz siedzieć cicho.:))) Przez wiele lat słyszałam: co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie. Widzę, że tak na prawdę niczym nie różnię się od innych, może czasem pewne sprawy widzę pod innym kątem, ale jestem tak samo wrażliwa na zdradę i dwulicowość jak każdy. Tym bardziej jeśli tę osobę zna się osobiście, weszła w progi domu. Ach, szkoda gadać Z jednej strony Gosie i Marysię rozumiem, z drugiej niestety nie potrafię w sobie wskrzesić zaufania. Po prostu boli, mogę się tez z tego śmiać ale ręczę że każdego by zabolało. I mimo, że boli to wiesz Doroto- chce wiedzieć. Najważniejsza dla mnie stałam się ja sama. Zaczęłam terapię. Mam przed sobą kawałek ciężkiej drogi, ale wiem ze teraz idę w dobrym kierunku. Pozdrawiam ciepło i dziękuję za komentarz, był mi wtedy bardzo potrzebny, bo też bardzo się bałam post napisać, zwłaszcza teraz się boję.

  3. Agatko, wiesz tak mi się wydaje i już kiedyś chyba dyskutowałyśmy, że tak do końca, to chyba jednak nie wiadomo, przynajmniej trudno mi racjonalnie wytłumaczyć, co było pierwsze jajko, czy kura. Jak i nie wiadomo, czy mieszkanie twojej mamy, było przyczyną, że przyszłaś na świat, czy to mieszkanie było jej dane, bo i tak było przeznaczane, że przyjdziesz, bo byłaś w nieświadomych planach? Nikt tego nie wie, gdzie był początek, czasami myślę sobie, że tak jest lepiej. Choć jak sama wiesz, grzebanie w tajemnicach strasznie uwielbiam, choć ostatnie dni mnie straszenie zmęczyły. Dlatego, aby zrównoważyć mój duchowo – racjonalny stan musiałam dzisiaj, delektować się pięknem jesieni :-)

  4. Mirabelko, jeżeli chodzi o zaufanie, to chyba gdzieś już kiedyś pisałam, że dużą zaletą jest najpierw zaufać sobie. Jeżeli już czytasz i komentujesz o zaufaniu, o prosiłabym się odnieść do konkretnego tekstu i na stronie, gdzie się taki tekst znajduje, bo jeżeli komentarze piszesz na stronie, na którą, praktycznie nie zaglądam, to wybacz, ale tego rodzaju telepatyczne gry nie są zabawne.
    Cieszę się, że te moje z tych niewielu ostatnio komentarzy u Ciebie Ci pomogły, choć jestem pewna, a mówię z własnego doświadczenia, czasami trzeba się wywrócić, aby się obejrzeć. Sytuacje kryzysowe są po to, aby dostrzec, ze samemu popełnia się gdzieś w głębi błędy. I jak w tekście wspomniałam skrajne sytuacje mają najczęściej na celu, abyśmy doznali wstrząsu.
    Trudno jest mi dawać ci konkretne wskazówki, pisać, czy nie pisać dalej bloga. Na to pytanie musi każdy sobie sam odpowiedzieć, ale cieszyłabym się, gdyś się merytorycznie odniosła do tego, o czym ja piszę.

  5. Kurcze :) nie mogę się powstrzymać . PIĘKNY SZABLON, taki ciepły, a jednocześnie przejrzysty ! Fantastycznie. Zdążyłam zauważyć jak wiele zależy od szablonu i jego czytelności … Pozdrawiam na różowo :)

  6. Oj kocham te ciepłe różowe, czerwone, pomarańczowe , kolory. Jak mi za dużo czerwieni, bo i w realu jej sporo to wymieniam na biel, zazwyczaj? Tylko te niebieskie, zielone, szare, brązowe czasami do mnie przemawiają, ale nie tak często. Nie wiem, dlaczego, ale tak jest ;-) A już długo szukałam jakiegoś nowego szablonu, a ten mam możliwość zmiany koloru. To mi się spodobało :-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s