filozofia · Rozwój osobisty · Sugestia

Dobre serce, czyli o sztuce dawania i brania.

23
Serce-mistyczne Lenormand karty

 

 

„Myślał, że ma dobre serce, a miał tylko słabe nerwy” Stanisław Jerzy Lec

Stara to historia, aczkolwiek niezapomniana.

Obserwowałam przez  dłuższy okres czasu historię pewnej młodej damy, która chciała się realizować poprzez niesienie pomocy innym. Ta miła osóbka dawała z siebie wszystko. Pomoc jej nie była tylko pomocą, ale i poświęceniem. W zamian oczekiwała niewiele;  tylko uznania, podziękowania, dobrego słowa, a może i trochę miłości. Z czasem oczekiwała jeszcze więcej uznania i jeszcze więcej z siebie dawała. I końca tej historii nie było…, bo cały czas myślała, o dobroci swojego serca, ale czy rzeczywiście dobrze myślała…, a może nerwy tylko słabe miała?

Oczekiwania obu stron było coraz to większe i wielka nagonka się zrobiła. Ona nie ubłagalnie pod płaszczykiem dobrego serca o uznanie walczyła.

W chwilach zwątpienia się do mnie zwróciła, bo czuła i wiedziała, że ją obserwuję, a sama się z sytuacją nie mogła uporać, aczkolwiek jakby moje słowa były na początku nic nieznaczące. Pomocną podpowiedź ode mnie otrzymała… , a  działanie  w jej własne ręce złożyłam.

I tak koło fortuny się dalej toczyło, jak to z kołem fortuny bywa, jeśli chcesz je mieć, to goń je  jak nieopanowany , a jak nie …., to uwolnij się od tej gonitwy szalonej.

Dawca Pomocy oczekiwał jeszcze więcej uznania oferując za to wiele dóbr, a Biorca Dóbr oczekiwał jeszcze więcej dóbr. Końca tej historii można się domyśleć…

Biorca Dóbr z czasem skąpił w uznanie, ponieważ za mało dóbr dostawał, a widomą sprawą jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i nawet szykanował Dawcę Pomocy. Dawca Pomocy natomiast skąpił w dobra, ponieważ uznanie było niewystarczające. I wydawało się, że historia się jednak nigdy nie zakończy, a jednak ta młoda osoba się odważyła i …. ta historia się  skończyła? Jak …? Tego można się przecież domyślać. Jednym wielkim hucznym rozstaniem. Ulga i radość mnie  ogarnęła, bo wizje męczącej się dziewczyny mnie zadręczały, a moje wcześniejsze słowa, o które prosiła, nic nie znaczyły.

Ale jak w każdej bajce jest pointa, ( choć to nie bajka była ), gdyby obie strony z życiowych porażek się uczyły, dawania i brania szczęścia, dla siebie i drugiej osoby  by się nauczyły. Tak było przed paru laty.

A jednak dzisiaj po czasie mogę z całą pewnością powiedzieć, że ta młoda osóbka  jednak wiele z tej sytuacji się nauczyła. Obserwuje jej poczynania do dzisiaj, a jakże  są dojrzalsze, opanowane i zrównoważone.

Jaka jest właściwa proporcja miedzy tym, co dobrowolnie dajemy, a tym ile od innych otrzymujemy?

Dawanie, nie ma nic przyjemniejszego jak uśmiech, radość na twarzy drugiej osoby. Któż tego nie lubi? Ujrzeć szczęście w drugiej osobie to znaczy ujrzeć i swoje szczęście.  I myślę, że nie ma tutaj znaczenia czy chodzi o emocje, czy o sprawy materialne. Dając oczekujemy ujrzeć szczęśliwą i uradowaną twarz. Faktem jest, dając nie wszystko jest przez Biorcę lubiane. To, co dajemy jest przez Dawcę lubiane. Ale co jest z Biorcą. Ten bierze… Dlaczego…? Bo jest szczęśliwy i sprawiło mu radość,  czy bo nie wypada mu powiedzieć nie? Czy tak po prostu lubi brać? A może  czasem już za dużo otrzymał i czuje przesyt tych dóbr? Ale są i sytuacje, gdzie jak już wcześniej opisałam Dawca daje, a Biorca bierze i zanikają wszelkie granice przyzwoitości.  Jak dajemy za dużo, cierpią ludzie na nadmiar dóbr, którymi nie są w stanie się cieszyć, bo dawanie jest czymś oczywistym?

Dawanie i branie jest niczym innym jak swego rodzaju wymiana społeczną tego, co zaspokaja nasze potrzeby materialne jak i niematerialne.

Gdzie jest ta płynna granica zrównoważonego dawania i brania, aby wszystko było w równowadze?

Aby Dawca i Biorca z procesu dawania i brania  radość odczuwali? Czy jest rzeczywiście konieczne postawienie sobie samemu granic, a właściwie wykształcenie(chciałby się spytać, czy takie wykształcenie jest w ogóle możliwe) i włączeniu mocnych nerwów, zamiast trwaniu przy tezie posiadania dobrego serca?

Niby wiadoma sprawą jest, że w relacji dawania z braniem jedna strona więcej inwestuje, tylko czy jest możliwa harmonia doskonała w takim stanie?  Z powodzeniem powiedzieć, że nie ma. Jeżeli jeden z partnerów zdecydowanie więcej inwestuje niż drugi, to wynikają w takiej sytuacji napięcia.

Są teorie mówiące, że dawać należy bezinteresownie, należy kochać bezinteresownie i bezwarunkowo, a jeśli ktoś coś daje to nie powinien oczekiwać czegoś w zamian, wychodząc z założenia, że można kochać każdego człowieka jak boga swego i rodzica swego. Czy rzeczywiście takie wyobrażenie o relacjach dawania i brania jest adekwatne do dnia dzisiejszego, do dzisiejszych stosunków międzyludzkich?

Myślę, że tego rodzaju wyobrażenie nie tylko sprzeczne jest z rzeczywistością, ale i niszczy każda formę związków.

Poprzez nieustanne dawanie i branie możliwa jest wymiana między ludźmi, ale tylko wtedy, kiedy obie strony dają i biorą w miarę równym stopniu, bo ostateczna równowaga jest praktycznie niemożliwa, ale skrajnie zaburzona równowaga i dysproporcje pogłębiają potencjał konfliktów i związki międzyludzkie ulegają destrukcji.

Ale jest jeszcze inna forma wymuszonego dawania.

Czasami jest tak, że Dawca daje z premedytacją wywierając w Biorcy również potrzebę się zobowiązania, ale dumy Dawca nie chce nic przyjąć z powrotem, tego, co pozornie zażądał. Dlaczego, czy dlatego, że potrzeba posiadania więcej władzy nad Biorcą daje mu możliwość pokazania i poczucia swojej wyższości?

W związku partnerskim dawanie i branie nie jest równe, ten, który wziął często oddaje trochę więcej. Im większy obrót i wymiana dóbr, tym powiększa się uczucie szczęścia, ale i możliwe jest powstanie uczucia lęku, gdyż automatycznie pogłębia się więź. Więź stojąc w sprzeczności z uczuciem wolności wywołuje niepokój.

Skrajności, w której jedna osoba uważa, że nie musi brać, a wystarczy jej dawanie, bądź strona przeciwna, że jedna strona jest tylko nastawiona na branie, każda taka sytuacja podkreślająca wyższość jednej strony, bądź kończą się zazwyczaj na wskutek zbyt wielkiej nierównowagi załamaniem partnerstwa.

Skrajni i wielkoduszni dawcy prezentujący postawę, szlachetnego ratownika świata, znajdują pozornie w naszych oczach szacunek, jednak wołanie tegoż mówi nam wolę, żebyś to ty był ode mnie zależy, ty musisz uznać moją wyższość. Wzbraniając się przed przyjęciem, często chce się zachować swoja przewagę i nie być zobowiązanym, lecz przyjęcie i to właśnie te zobowiązanie pozwalają na odczuwanie pewnej równowagi.

Czasami pod pojęciem dawania bez umiaru, kryje się także może stan ze zwykłego uzależnienia pod tytułem potrzeba bycia potrzebnym, wynikająca ze zwykłego strachu i leku przed odrzuceniem. Stąd często różnego rodzaju współuzależnienie sprawia, że chce się pozostawić dobre wrażenie i poczucie zadowolenia innych, i takie zachowanie nie wynika z dobrego serca, z hojności i wspaniałomyślności, ale na wskutek można by powiedzieć słabości nerwów, z powodu lęku przed odrzuceniem i pozostawieniem.

Bycie potrzebnym leczy własne rany i nie ma chyba lepszego lekarstwa na własne ułomności i bolączki, ale dajmy innym żyć bez odbierania im godności i możliwości kształtowania własnego życia.

Ile pomocy jest rzeczywiście pomocne i konieczne.

I tutaj można by się skoncentrować na skrajnych sytuacjach, które należałoby mianem charytatywnej, bądź humanitarnej pomocy. Dawanie darowizn jest objawem, przynajmniej jest tak widziane dobrego serca. I tutaj zdania się rozbiegają miedzy zwolenników darowizn, i tych, których zdaniem darowizny nie wywołują nic dobrego a wręcz pozbawiają godności. Myślę, że są rzeczywiście grupy społeczne, których egzystencja jest wręcz uzależniona od tych darowizn, w których uwzględniana jest odpowiedzialność społeczna,

Ale mam na myśli także sytuacje, z którymi się spotykamy często życiu codziennym, w którym, zdecydowanie korzystniejsze jest nie dawanie darowizn, które tylko krótki czas pozwalają zapomnieć o rzeczywistych potrzebach, o tyle inspirujące działania powalające na rzecz pobudzenia działalności własnej w kierunku poprawienie standardu własnego życia, są rzeczywiście wzbogacające. Czasami rzeczywiście takie wspieranie i dawanie może się wspierać lenistwo i niezaradność, utwierdzając innych przy własnej bezradności.

Odpowiedzialność za siebie

Sama się posługuje chętnie chyba po woli ogólnie przyjęta formuła mówiącą o przejmowaniu własnej odpowiedzialności, za swoje czyny, chętnie sama czerpie z niej  pożytek i dla siebie. Choć kłamstwem by było, że nie nachodzą mnie czasami wątpliwości, choćby za te poczynania, nad którymi nie jesteśmy w stanie tak do końca sami zapanować. Pewnie i oburzone głosy tutaj się odezwą, że chyba jednak tak do końca nie jesteśmy w stanie całkowitej odpowiedzialności, przejąć.  A jednak, rozważając sobie sprawę szczęścia trafiłam na doskonały artykuł potwierdzający, jaki procent własnego szczęścia sami kształtujemy, a jaki dziedziczymy. Sama jestem przekonana, że jest część w nas, której poprzez uwarunkowanie genetyczne nie zmienimy, ale i jest ta cześć, którą doskonale sami  kształtujemy, dzięki której się uczymy i ewoluujemy.

Mówi się potocznie zmiany i odpowiedzialność należy zaczynać od siebie, a życie nie ma nic wspólnego tylko z dawanie i braniem, ale także ze współdziałaniem. Amen!

Reklamy

7 thoughts on “Dobre serce, czyli o sztuce dawania i brania.

  1. Cóż!!! Odwieczny dylemat i właściwie problem nierozwiązywalny, gdyż różnorodność wrażliwości w relacji Dawca-Biorca sprawia, że stan doskonałej równowagi zdaje się być nieosiągalny.
    I nie jest to pesymizm w widzeniu relacji człowieka do człowieka, ale twardy realizm i… doświadczenie.

    Tak to już jest w życiu, że można tu po odpowiedniej adaptacji zastosować powiedzenie Edwarda Dziewońskiego ‚Gdyby młodość wiedziała, a starość mogła’.

  2. Oo tak to jest odwieczny dylemat ponieważ stan wszechobecnej równowagi to jej brak dlatego też Dawca a Biorca to wzajemne relacje pomiędzy nimi i momenty przewagi raz jednej raz drugiej formy. Tak jak na huśtawce na której po jednej stronie siedzi Dawca a po drugiej Biorca. Sami nie mogą istnieć bo któż by brał lub dawał gdyby był sam :-)
    Dorota napisała „Mówi się potocznie zmiany i odpowiedzialność należy zaczynać od siebie, a życie nie ma nic wspólnego tylko z dawanie i braniem, ale także ze współdziałaniem”
    O tak! Współdziałanie to świetna sprawa a może współdzielenie się doświadczeniami i życiowymi spostrzeżeniami tak jak to robisz teraz pisząc swojego „bloga”. Będziesz w tym momencie droga Doroto po jednej stronie huśtawki lecz kto zasiądzie po drugiej?

    (…………………………………………fragment usunięty)

    @Sadoq W księdze Koheleta możemy się dowiedzieć że świat jest taki jaki jest i należy się z tym pogodzić ponieważ jakiekolwiek działania mające na celu zmianę są bezcelowe. Wszystko Bóg już określił i człowiek tego nie zmieni.
    Teraz już nie wiem co powiedzieć :-)

  3. :) Dobrze ujęte zagadnienie dawania i brania i dziękuję za link do ciekawych badań z Charakterów.
    Wyróżniłam Twojego bloga Kreativbloggerem :)

  4. O! Zmieniłaś wystrój bloga Dorotko. Dzięki temu trafiłam na ten artykuł-post.
    Jest arcyciekawy. Temat, nad którym głowią się wszyscy. Piękne jest dawanie. Branie jest mniej sympatyczne. Dlatego uważam, że dając zawsze należy pamiętać o uczuciach i emocjach biorącego. Najlepiej „dawać wędkę, a nie ryby” gdy chodzi o przypadki pomocy humanitarnej, charytatywnej. Inaczej to wygląda w przypadku dawania wsparcia psychicznego, duchowego- chociaż i tutaj warto zastanowić się nad tym, czy lepsze jest pokazanie możliwej drogi wyjścia, czy (w niektórych przypadkach) poprowadzenie delikwenta za rękę. Myślę, że każdy przypadek jest inny i trzeba wyczucia, intuicji, dobrego wychowania i sporej mądrości oraz doświadczenia, by właściwie rozeznać sytuację. Nie ma recept. Dawania i brania uczymy się całe życie, niestety z różnym skutkiem.
    Pozdrawiam gorąco, już powakacyjnie.

    1. Dawanie jest piękne, tylko, dlaczego uważamy, że branie jest mniej piękne …? Tak, tak to dotyczy również mnie, powiem więcej każda sytuacja, w której otrzymuję, szczególnie coś większego daje do myślenia, czy oby taka, a nie inna sytuacja, mnie będzie uzależniała, pozbawiając jednocześnie niezależności. …? Z drugiej strony niezależność nie istnieje, zawsze jest coś, ktoś, co na w jakimś choćby małym stopniu uzależnia. To „branie jest mniej przyjemne” dotyczy osób, które ponad wszystko cenią sobie niezależność i samodzielność.

      Dawanie i branie, to proces, z którym jesteśmy konfrontowani codziennie. Ile jest właściwą miarką, a ile nie właściwą. Wiesz, czy pomoc humanitarna czy też inna pomoc lub forma dawania, to podawanie wędki, (choć, nie zawsze lubiane, bo wymaga własnej pracy, a nie gotowego rozwiązania sytuacji), jest moją ulubiona receptą w procesie dawania i brania. Sama lubię raczej otrzymywać wędkę, aby ją rozpracować na części pierwsze i sprawdzić, czy podarunek można zastosować i będzie przynosił owoce własnej pracy . Takie w końcu smakują najlepiej i najdłużej się je ceni :-D

  5. W pełni się z Tobą zgadzam. Też wolę dawać niż brać, bo masz rację, że biorąc boimy się uzależniać od kogoś/ czegoś… Dając nigdy nie oczekuję niczego w zamian- unikam wtedy rozczarowań :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s