ezoteryka · Intuicja · Rozwój osobisty · Tarot

Sąd boży czy zmartwychwstanie…?

20-major-judgement
Radiant Rider Waite
Vice -Versa Tarot
Vice -Versa Tarot

Zmartwychwstanie…. czyż nie kojarzy się nam to pojęcie najczęściej z historią Wielkanocy, z historią Chrystusa, który po trzech dniach zmartwychwstał, powstał z martwych, aby zbawić ludzkość od grzechu pierworodnego. Warunkiem podczas rozważania do tego tematu jest sklasyfikowanie pojęcia zmartwychwstania, gdyż te można ograniczyć do sensu ożycia z umarłych, a więc stanu racjonalno -fizjologicznego i tu można się spierać naturalnie czy cos takiego kiedykolwiek się wydarzyło, lub to pojęcie można rozpatrywać pod  kątem mentalno -psychologicznym.

„Dobra Nowina o tym, że w zmartwychwstaniu Chrystusa obecne w świecie wszelka śmierć i cierpienie, niesprawiedliwość i krzywda, których pierwszą przyczyną jest grzech pierworodny, zostały pokonane i możliwa jest miłość między ludźmi (por. Ewangelia wg św. Jana 15,13). Bez zmartwychwstania wiara chrześcijaństwa w możliwość zwycięstwa dobra w świecie byłaby daremna. Wydarzenie zmartwychwstania Chrystusa jest dla wierzących chrześcijan zapowiedzią i gwarantem powszechnego zmartwychwstania wszystkich ludzi na dźwięk trąb Sądu Ostatecznego …”(Wikipedia)

Stan mentalno ożywienia można spotkać w moich ulubionych kartach. Trzeba się odrodzić, aby stać się pełnią, takie ostateczne odkupienie i wyzwolenie się, o ile takie ostateczne odkupienie jest możliwe. Jeżeli wyjdziemy z założenia, że nasze życie rozgrywa się na podstawie prawie stałego scenariusza, oczywiście z większymi bądź mniejszymi odchyleniami, to oczywiście taki stan ostatecznego wyzwolenia jest niemożliwy, ale twierdzę, że jest możliwe korygowanie naszego scenariusza, pod warunkiem, że zauważymy, kiedy i w którym momencie górę bierze nasze przyzwyczajenie i nasze standardy życiowe. I oczywiście w myśl zasady świadomego panowania nad podświadomością jesteśmy w stanie rozegrać toczącą się akcję instynktownie i rozumowo panować nad ludzkim instynktami.  O ile umielibyśmy się doskonale posługiwać symbolami, które to udostępniają nam dostęp do naszej podświadomości. Tutaj należy jednak wspomnieć, że taka analiza symboli nie zawsze jest doskonałą analizą, a związana jest z wieloma błędami, czego można często doświadczyć u wróżbitów, których to wróżby i porady się nie sprawdzają, ale to jest pewnie zupełnie inny temat na zdecydowanie większą rozprawę.  Nie zawsze łatwe zadanie, aby je brawurowo rozwiązać –  gdyż do interpretacji symboli wykorzystujemy nic innego jak nasz umysł i rozum-, ale czasami możliwe.

Zmartwychwstanie może oznaczać nieoczekiwaną zmianę, wręcz rewolucyjne przebudzenie ze snu wiecznego, a także wtargnięcie planu boskiego. Oznacza duchowe oczyszczenie a tak ogólnie odrodzenie się dawnych planów i idei.

Czyżby rzeczywiście tak było…? Oczywiście taki stan nie jest stanem obrazowanym symbolicznie w kartach, który tylko raz w życiu można spotkać, a raczej stanem, z którym często się spotykamy rozwiązując tajemnice własnego życia. Nowości i nadchodzące zmiany w życiu ustąpienie przeszkód, ale czy na stałe… to jest jak zwykle pojęciem względem, bo jak zwykle nie wiadomo jak się kolejna bajka potoczy po zakończeniu akcji pierwszej bajki. Czyli nie wiadomo, jaki scenariusz i przez jakiego reżysera zostanie rozegrany, bo jak wiadomo, można tylko za swoją cześć bajki odpowiadać, ale nigdy tak do końca nie wiadomo, jacy i w jaki sposób się do rozwikłania zagadek własnego życia włączą inni współdziałający, jak oni rozegrają swoją role i jak zareagujemy własną kontrakcją na scenie teatru zwany życiem.

Nie wspominając już o tym, czy sztuka będzie rzeczywiście tylko oparta o scenariusz instynktowno-intuicyjny, czy wkradnie się i rozumowa świadomość tej części spektaklu, która również nie daje gwarancji na doskonałe życie, choć racjonaliści są tego zdania. A ja ważyłabym się twierdzić, że takie tylko i wyłącznie rozumowo – świadome podejście do rzeczy daje większą szansę na niepowodzenie akcji i kontrakcji. W myśl trudnej do zinterpretowania zasady:, „Co posieje, to zbiorę”,  w której nikt tak do końca nie jest w stanie przewidzieć warunków atmosferycznych( tu się kłania pochodząca a natury intuicja), jakie panowały podczas wzrostu nasion i tak naprawdę do końca nie wiadomo, kto, kiedy i gdzie przyłoży swoja rękę do posianego ziarna i do zbierania plonów. Gwarancja nie ma w żadnym ziemskim wymiarze, jedynie jest życzeniem i utopią.

A może ta sztuka zmartwychwstania będzie taką mieszanką racjonalizmu i intuicjonizmu, z którą ja się poniekąd identyfikuje…?

Dorota Błońska

Reklamy

6 thoughts on “Sąd boży czy zmartwychwstanie…?

  1. Kiedyś długo medytowałam nad tymi trumnami, zastanawiało mnie – o co chodzi, z tym wstawaniu z trumny ? Pierwsze skojarzenie, wiadomo cmentarz i być może wychodzenie z ciała nagiej duszy. Potem gdy „śmierć” nabrała dla mnie znaczenia transformacji i zmiany, nie tylko zgonu fizycznego. Te trumny wydały mi się jak jajka z których wykluwa się goły kurczaczek, zapowiedź nowego życia, zaś jeszcze później dotarło do mnie, że jest to symboliczne przedstawienie wyjścia z „grobu” w związku z jakąś relacją utrwalanym przez lata schematem i tak jak piszesz – nagle przebudzenie; ” po co ja siedzę na cmentarzu, w jakim celu położyłam się do trumny za życia? ! Eureka. Czymże dla mnie była ostatnio owa „anielska trąba” , informacja z góry ? Tak się składa że autobusem jeżdżącym od kilku tygodni po moim miasteczku. Był poranek zachmurzony i wietrzny, właśnie gdzieś się mocno spieszyłam, podniecona, niezdrowo rozgorączkowana stałam w kolejce do bankomatu, przeklinając że ; ” jak zwykle kolejka, gdy i …nagle obok mnie przejechał biały autobus z niecodziennym różowo-zielono-niebieskim napisem CARPE DIEM :) To była moja trąba – obudziłam się jak na widok boga !
    Jest taki fragment w Biblii o życiu w grobie; ” niech umarli grzebią umarłych „. Życie w krainie umarłych w „trumnach”, jakby się wcale nie żyło, w pogoni za gromadzeniem tego co zginie wraz z ciałem, to taka ludzka słabość, zatrzymania tego co nietrwałe, choćby i czasu, choć to on min jest „trumną” za życia. Ale jest nadzieja. Rok w rok powtarzana Wielkanoc i Boże N, Wielkanoc i Boże N itd itd itd.. Coś, ktoś dba żebyśmy czasem nie zapomnieli i nie tłumaczyli się na „Sądzie Ostatecznym”; – skąd mogłem wiedzieć, zapomniałem – tyle się działo w tym życiu, istny kołowrotek he ? . A oprócz tradycyjnych „przypominaczy”, każdy gdzieś ma to swoje Carpe Diem, wybór jest przeogromny :)

    1. Wybór jest przeogromny, ale jak doskonale ujęłaś tylko w punkcie zero jakiegoś tam przedsięwzięcia i nie ma znaczenia czy emocjonalnego czy materialnego, bo kolejne wybory są zazwyczaj konsekwencjami punktu zero….Dobrze mówię …..?Czy się jednak mylę…..? Powiedzmy są jeszcze wyjątki, szczególnie jak róznego rodzaju przedsiewzięcia się ze soba zazębiają. Oczywiście zależności od tego ile emocji, bądź realizacji własnych potrzeb jest włączone w akcję. Należy się zastanowić, czy jest możliwe włączenie jednak umysłu i rozumu w trakcie realizacji tego przedsięwzięcia, pewnie czasami jest możliwe, ale chyba jednak nie zawsze.

      Długo się zastanawiałam, jaki nadać tytuł tej notatce, bo miała być bardzo długa, ale nad drugą częścią nieco bajkowa jeszcze pracuję i ją sobie trochę prowokatorsko podzieliłam. Pierwsza myśl była tak, jaka jest obecnie. Potem nadałam tytuł „sąd boży i zmartwychwstanie”, bo w moim przekonaniu przekazuje jakoś trochę dokładniej sens tego obrazu, dlatego spoglądam sobie zazwyczaj bardzo ciekawsko na Vice Versa. Potem się sam zdziwiłam, bo skojarzenie padło na 1. 4, a wiec prima aprilis. No nie myśle sobie notatka jest w sumie bardzo poważna, ale coś mi tu z tą datą nie pasuje, po czym stwierdziłam …aha oświecenie…, wszystko jest w porządku i odbywa się z „planem boskim” He.., He ….O ile taki jest.( czyżby znaczyło nie bierz wszystkiego tak na poważnie ;-) -, pomyślałam sobie). Czyli można by powiedzieć jestem w punkcie zero. Przynajmniej w wypadku tej notatki. A końcówka ukaże się w kolejnej , bo jeszcze jej nie skończyłam i sama jest ciekawa, co mi tam do głowy wpadnie podczas pisania. Jakie nasunie się rozwiązanie punktu zero naturalnie w sensie symbolicznym?

      Strasznie długo nie rozumiałam tej karty, a jak mi ktoś starał się wytłumaczyć, ze jest w gruncie rzeczy bardzo pozytywną kartą, oczywiście w granicach umiaru nie docierało to do mnie, jakiś strach i trwoga mnie ogarniały, czy dlatego, że trzeba się było zająć sobą i swoją ziemska duszyczką, tą jej dobrą i zła stroną. Może to jest przyczyną takiej trwogi i strachem przed transformacją, bo przecież to, co zaufane jest…., Ale to, co transformowane dopiero się pojawi, a więc będzie…., Czy dlatego boimy się głosu trąby sądy ostatecznego(tego symbolicznego), bo się obawiamy tej transformacji i zmartwychwstania dla siebie samego….i oczywiście , co chyba najbardziej boli konfrontacja , ze sobą samym ? Stąd chyba dobrze, że zarówno ci tradycyjni i mniej tradycyjni przypominacze mają również swoją role do spełnienia.
      P.S. dziwna synchroniczna zbieżność z tym z CARPE DIEM, ostatnio pozwoliłam sobie na dzień urlopu w nieco luksusowym miejscu, wszyscy przypominacze i obsługa biegała w koszulkach z dużym napisem CARPE DIEM, czyżby znak… :-) ?

  2. mi sie kojarzylo zmartwychwstanie tez z tym, ze czlowiek, ktory spadl nizej niz by mogl spasc, jednak lapie ostatna nadzieje i podnosi sie, ze powraca do zycia, ze znowu jest w stanie odnalezc szczescie i radosc na co dzien i od swieta.

    1. Zmartwychwstanie w karcianym symbolicznym znaczeniu może oczywiście oznaczać chwytanie się ostatniej deski ratunku, gdyż może rzeczywiście człowiek upadł niżej niż mógł upaść .W myśl interpretacji wielkiej arkany uczenia się wielkich tajemnic własnego życia, ale nie koniecznie trzeba upaść tak nisko. Czasami wystarczy się potknąć i dostrzec przeszkodę, która na drodze leżała. A może regularnie spotykamy podobne przeszkody, a regularność pewnych modeli zachowań wskazuje, przystań, przyjrzyj się, a może i odkryjesz, jakąś mniejszą tajemnicę własnego życia, która od czasu do czasu wprowadza mniej lub więcej zamieszania w życiu.

  3. W pewnym sensie się zgodzę że czasem „głos Anioła” , to może czasem jakaś ostatnia deska ratunku, coś co się przytrafia niby przypadkiem, jak napis na autobusie, fragment książki, albo czyjeś zdanie wypowiedziane w naszym kierunku, które akurat postawi nas do pionu, zbudzi i wróci przytomność.
    A propos księcia, to ja znam inną wersję bajki, w której Śnieżka zna księcia od samego początku, spotyka go przypadkiem , gdy przejeżdżał nieopodal zamku w którym mieszkała wraz z ojcem i macochą. ? Potem on jej szuka i znajduje , natomiast ona ukrywa się w lesie i nie wraca do ukochanego, bo nie chce go narażać na zemstę macochy, która też się do niego zalecała hi hi . (wiekowa królowa „nastolatka” na dodatek z kompleksami i lustrem, nie ma nic gorszego) Prawda jak to zmienia sens bajki, wystarczy że to inna wersja heh ;) Tych wersji jest tyle że się pogubić można :)

    1. Wersji jest sporo, a każda wersja zmienia interpretację, ale jak w kartach i tutaj jest ważne pytanie, na które szukamy odpowiedzi. A tutaj oczywiście interpretacja tylko fragmentów bajki może być pomocna, choć najważniejszy jest jednak morał i zakończenie ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s