ezoteryka · filozofia · Rozwój osobisty · Szczęście

Duchowość, a radość życia

img_1726Jak  sobie czasami po różnych stronach internetowych wędruję, to spotykam się często z pojęciem duchowości. Uff…  od razu zapiera mi oddech? Duchowość brzmi tak jakoś patetycznie, ale  od czego pochodzi od duszy, czy od ducha?  Tak się czasami zastawiam, czy  ci, co tak pięknie i filozoficznie nad  pojęciem duchowości rozprawiają, czy chociaż w zalążku zdefiniowali dla siebie, czym jest duchowość i  jak ją można by np. racjonalnie wytłumaczyć, o ile można coś takiego, taką wrażliwą materię racjonalnie wytłumaczyć. Sama nie bardzo potrafię od tak po prostu od serca wytłumacz pojęcie duchowości. Czy to są ludzie, którzy szczycą się swoją ideologią i ta daje im możliwość rozwijania duchowości? Jak powiada wikipedia duchowość jest pojęciem wieloznacznym i kojarzy się z działaniem sił nadnaturalnych, bądź niektórzy to określają wyższym wymiarem psychiki? Literatura na temat duchowości odzwierciedla trzy główne obszary: teologiczny, filozoficzny i psychologiczny.

Nie wspominając już o tym, że często pojęcie duchowości kojarzy mi się z przebudzeniem. Hm… przebudzeniem ze snu, z letargu, a może chodzi tu o świadome dostrzeżenia własnego jestestwa i świadome jego przeżycie, ale brzmi w każdym bądź razie to pojęcie zupełnie nie duchowo. Czy duchowość jest tym samym, czym jest przebudzenie, jak dla mnie tak na pierwszy rzut oka chyba nie, choć jak mówię jestem realistką i pojęcie rozwoju duchowego, bądź duchowości chciałoby się powiedzieć jest mi obce bądź bardzo ograniczone? Ograniczone może w tym sensie, że jestem realistka i bujanie w duchowych obłokach jakoś nie pasuje do mnie. A może należałoby pojęcie duchowości związać tematycznie z pojęciem ducha, bądź duszy….?

Jak mi się nasuwa pojęcie duchowości to mam w sumie jedyne skojarzenie eremita stojący na górze ze swoja mądrością i przyświecający w swojej samotności lampkę innym, którzy mają prawo czerpać z jego doświadczeń, bo przecież on tak długo cierpiał dla dobra człowieczeństwa w imię duchowości, poświęcenia, że chyba zapomniał, czym jest radość własnego życia? Czy takie życie pustelnika, jest radosne i wesołe, czy smutne i nudne?  I jakoś jeszcze nigdy się nie dowiedziałam, bo nigdy jeszcze pustelnika nie poznałam, pod warunkiem, że wykluczymy życie pustelnicze w dzisiejszej cywilizacji, która często w swoim stresie i w swoim pośpiechu, przypominając takie właśnie życie zapominając jednocześnie o radości życia.

The Arthurian Tarot
The Arthurian Tarot

Eremita to pustelnik, który mieszka gdzieś tam w górach w pustelni, który wycofał się z życia, aby z pobudek najczęściej religijnych żyć w izolacji . Poświęca się modlitwie, medytacjom i oczywiście żyje w ascezie.

I o ile moje skojarzenia jest właśnie takie, bo właśnie w pustelniku widzę starszego nudziarza, który nie potrafi korzystać w ramach umiary z piękna życia, no chyba, że założymy, że taka formę życia uzna dla siebie, jaka piękna radosną.

Inne interpretacje eremita powiadają, że nie jest wcale pozbawionym humoru gościem, ale, że on tylko i wyłącznie na krótko wyłączył z życia w społeczeństwie, aby zrozumieć, co chce i nie ma nic to wspólnego z samotnością, bądź ze stanem nie bycia kochanym i nie kochania siebie samego.

A jak eremita to w kolejności pojawia następne skojarzenie związane z  pojęciem duchowości to  asceza, które oznacza dobrowolne, czasami radykale wyrzekanie się i ograniczenie się przyjemności, często z pobudek religijnych. Asceci wierzą często w sens cierpienia i uzyskanie przez to zbawienia duszy, a może jeszcze za życia świętości. Czyżby wiara w dobrowolne ograniczenie potrzeb cielesnych do absolutnego minimum, rzeczywiście prowadziło do osiągnięcia czystości i doskonałości duchowej. Nie wiem, ja mam na ten temat zdecydowanie inne zdanie. Sama sobie nie mogę wyobrazić życia redukując moje życie do minimum potrzeb. I tak się zastanawiam, któż powiedział, że tylko przez cierpienie dotrzemy do doskonałości, ważyłabym się twierdzić, że właśnie organicznie swoich potrzeb, zarówno fizycznych fizjologicznych, psychologicznych, bądź tych religijno duchowych właśnie prowadzą do niemożności wykorzystania swoich możliwości, czy tego chciałby jakikolwiek bóg, skoro nam daje tyle talentów natury dla każdego, cos innego, więc dlaczego nie korzystać z tego w pełni swoich możliwości.

Takie ascetyczne podejścia do życia nie jest moim ulubionym stylem życie, aczkolwiek chyba czasami nieco nieświadomie praktykuję podobnego, ale niezbyt długo, bo życie bez cywilizacji  w odcięciu od gatunku ludzkiego jest mi obce. Także propagowanie teorii, nie korzystania ze względów samodoskonalenia się ze zdobyczy cywilizacji, lub doszukiwanie się w tychże zdobyczach podstępu, spisku i temu podobnych jest mi chyba nieco obce. Nie twierdzę, że zdobycze cywilizacji są czymś doskonałym, ale jestem przekonana, że spełniają z pewnością przeznaczony sobie cel, bo inaczej nikt, nigdy nie zajmowałaby się tym tematem i nie odkrywałby tych czasami, niezbędnych specyfików potrzebnych nam w związku z rozwojem cywilizacji do życia.  Pielęgnowanie sytuacji, w której duchowi guru żyją w ascezie jest przeżytkiem, profitowanie siebie do rangi guru bądź nauczyciela duchowego żyjącego na łonie natury jak pasterz ze swoimi owieczkami mija się w dniu dzisiejszym z wymaganiami dnia codziennego. Nie przeczę, że gdzieś tam w górach żyją pustelnicy, dla których taka forma życia jest dla nich spełnieniem. Nie jest to forma przewodnika duchowego mająca prowadzić do oczyszczenia siebie, bądź poznania najprawdziwszej prawdy o  życiu( jeżeli taka istnieje) , ale taka forma prawdy jaką wyznaje  wierzący w nią, bo gdzież można najbardziej poznać zalety i wady życia, jak nie właśnie w środku tegoż życie, kiedy jest się otoczony społecznością, z którą się wymienia wszystkim tym, czym jest esencją własnego życia.  Taka  pustelnicza  forma prowadzenia życia, może prowadzić do wymiany doświadczenia tylko i wyłącznie z naturą, ale przecież to właśnie człowiek jest nieodłączną częścią tejże natury.  Niektóre szkoły filozoficzne zakładają, że poprzez ascezę następuje aktywacja ukrytych sił natury,  zdolności ponadnaturalnych, bądź pozyskania przez to samodoskonalenia. Czyżby….?

A ja nadal się dziwię jak  poprzez umartwianie, post, eliminacje własnych potrzeb życiowych można poprawić, jakość swojego życia i się udoskonalić, dlaczego to samodoskonalenie nie może się odbywać w atmosferze szczęścia i radości, jakie można przeżyć podczas każdej minuty, godziny, dnia. Dlaczego nie mogą właśnie te chwile służyć samodoskonaleniu…?

Oczywiście jest dla mnie zrozumiała, że niektóre techniki medytacji, rozmyślań, czy modlitwy mają jak najbardziej lecznicze właściwości dla duszy, ale dlaczego wychodzimy z założenia, że radości każdej dostrzeżonej radosnej chwili nie ma takiego samego działania.

Powracając do tematu, nawet po moich krótkich rozważaniach nadal kojarzy mi się stan duchowości z bardzo poważnym stanem, jakoś mam problem wyobrazić sobie kogoś, ktoś mógłby siebie, jako osobę duchową określić i żyłby wypełnia życia korzystając z umiarem z dobrodziejstw życia, a nie myśląc o wiecznej ascezie. Choć pewnie byłabym wdzięczna, gdyby mi ktoś ten stan duchowości sam wyśnił jak on to czuje, pod warunkiem, jeżeli czuje się osobą uduchowioną, bo mi do takiej osoby bardzo, bardzo daleko, jak lubię mój realizm życia i jak na razie tylko chętnie zrozumiałabym w realistycznym i praktycznym sensie o co chodzi w tym bardzo wyniosłym pojeciu.

Jestem zdecydowana wielbicielka radości życiowej i szczerze mówiąc jest mi z tym dobrze, nie mam zamiaru na rzecz uduchowiania rezygnować z zalet cywilizacji nawet, jeżeli nie jest ona perfekcyjna.

Dlaczego nie wyjść z założenia, że właśnie to dobro i radość dnia codziennego, jeżeli potrafimy świadomie dostrzegać we wszystkim co się wokół nas dzieje również tą pozytywna stronę medalu,  mają właściwości samouzdrawiające i samodoskonalące. Bądź które możemy sobie świadomie wypracować dla siebie samego, podczas tych aktywności naszego własnego życia, które nam sprawiają radość i które można zupełnie świadomie pielęgnować, nawet w formie egoizmu, który nam się od siebie samego  należy, w trosce o własne dobro.

Reklamy

10 thoughts on “Duchowość, a radość życia

  1. Pustelnik kojarzy mi się z kimś doświadczonym świadomie poszukującym odosobnienia, żeby się pozbierać po życiowych problemach. Albo starym kawalerem, samotnikiem, bądź autentycznym starcem i raczej racjonalistą – mędrcem- naukowcem. W pytaniu o coś; z odosobnieniem, byciem poza zasięgiem np. telefonu, albo ostrzeżeniem – przemyśl coś, zanim powiesz albo napiszesz za dużo, rozważ czy to pasuje, weź latarnię swojego rozumu i przyjrzyj się, nie działaj na oślep jak Głupiec. Ot z tym też :) Ale i z Kimś koło 40-tki, w drugim cyklu Saturna przez 12 dom, za nim tenże Saturn ( Pustelnik) wejdzie na powrót do pierwszej ćwiartki( koło fortuny). Kompletnie za to nie kojarzy mi się z duchowością. Z tą kojarzy mi się Sąd Ostateczny, Świat, Umiarkowanie, Wisielec i chyba Kapłanka :)

  2. Myślę, ze jest wiele prawdy w tym, co napisałaś, że: „Literatura na temat duchowości odzwierciedla trzy główne obszary: teologiczny, filozoficzny i psychologiczny.” Być może warto dodać do tej wyliczanki także: ezoteryczno-magiczny? Zastanawiam się również, czy nie jest tak, że każdy człowiek potrzebuje każdego z tych elementów po trochu, być może również w różnym stopniu na wielu etapach życia, by pełniej żyć, by coś zrozumieć o sobie i innych, lub by przerobić jakąś lekcję. Wydaje mi się również, że każdy wzbogaca i daje szerszy obraz człowieka, pozwala więcej zrozumieć… A przecież nie bez znaczenia jest także nasze ciało, nasz dom, które odwdzięczy się nam, jeśli troskliwie się nim zajmiemy. Duchowość to jest może wszystko po trochu: trochę religii, trochę filozofii, psychologii i magii :)

    1. „Być może warto dodać do tej wyliczanki także: ezoteryczno-magiczny?”
      Porcelanko to jest zbyt odważne podejście do tematu, jak dla mnie może być, ale nie wiem czy religia nie patrzyłaby nieco z „byka” ;-). A co powiedzą na to racjonaliści…?
      Ale tak bez żartów :-) Wiesz pojęcie ezoteryki i magii, to bardzo złożone pojęcia i przez różne frakcje ezoteryczne różnie interpretowane. Najczęściej jest tak, że we wnętrz pojęcia ezoteryki skupione są te trzy główne obszary teologiczny, filozoficzny i psychologiczny, a w zależności, jak kto podchodzi do tematu ezoteryki skupia się na tych elementach, które w jego przekonaniu są najważniejsze. Ale jest dokładnie jak piszesz, praktycznie każdy z nas korzysta z tych elementów po trochę i różnych stopniu na wielu różnych etapach życia. Także duchowość, to jest prawdopodobnie jak piszesz „… trochę religii, trochę filozofii, psychologii i magii”, z tą magią to myślę, że należy trochę uważać (tu się ponownie definicja kłania, bo magia to nic innego jak wywieranie wpływu na matrię ), ale z pewnością nasza indywidualna fizyczności i fizjologia.

  3. Co powiedzą inni niespecjalnie mnie interesuje :) Oni mają swoje poglądy i doświadczenia – ja swoje. Jeśli nie ma tu porozumienia, to każdy zostaje przy tym, w co wierzy i niech sobie żyje w spokoju :D
    Zgadzam się, że ezoteryka i magia ma wiele aspektów i twarzy. Choć czyż dobre myślenie i wywieranie wpływu na wszechświat (a przynajmniej myślenie życzeniowe zawarte w głębi tych wszystkich energii, które transmitujemy nie jest magią w istocie?) I jakkolwiek będzie to nazywane: sekretem (to najnowsze chyba), magią, czy starożytną ideą najściślejszej współzależności rządzącej wszechświatem (Posejdonios) nie ma powodu, by to odrzucać czy lekceważyć. Ezoteryka zaś to też system wiedzy o charakterach i potencjałach, w których to nie stawiający ma ostateczne zdanie, tylko decyzje konkretnego człowieka kują jego przeznaczenie. Filozofia, psychologia, religia również potrafi błądzić i porusza się trochę po omacku, poszukując odpowiedzi. Ale wszystko, całościowo, daje znacznie bardziej wielowymiarowy obraz człowieka, choć przecież go nie wyczerpuje.

    1. Choć czyż dobre myślenie i wywieranie wpływu na wszechświat (a przynajmniej myślenie życzeniowe zawarte w głębi tych wszystkich energii, które transmitujemy nie jest magią w istocie?)

      Hmmm…pytanie jest jak najbardziej słuszne i godne zastanowienia jak to jest naprawdę lub w przybliżeniu. Czy dobre myślenie i transmitowanie tych energii jest magią? Można by się spierać, czy to jest magia, czy nie. Czy telepatia , sugestia lub np. wszelkiego rodzaju metody medytacyjne dołączą do tego kociołka magicznego, bądź wiele jeszcze innych możliwych składników? Ogólnie można by powiedzieć, że wywieranie w ten sposób wpływu jest magią. Być może jest to zupełnie naturalna magia życia?Ale, ale…. podejdziemy do tematu jeszcze od innej strony, jeżeli założymy, że myślenie życzeniowe jest z pewnością magią, a wiec wywieraniem wpływu, to tutaj pojawi się dodatkowe utrudnienie. Myślenie życzeniowe, którego jesteśmy przedstawicielami i właścicielami, nie musi być myśleniem życzeniowym dla ludzi, z którymi wejdziemy w kontakt na wskutek naszych stawianych wymagań, bądź życzeń wobec wszechświata. I tutaj zaczyna się problem. Na ile myślenie życzeniowe, a więc ten rodzaj magii jest w rzeczywistości dobrym myśleniem, z na ile wywieraniem wpływu na środowisko. Sytuacja jest bardzo sporna, ale warta przemyślenia ;-)

      I jakkolwiek będzie to nazywane: sekretem (to najnowsze chyba), magią, czy starożytną ideą najściślejszej współzależności rządzącej wszechświatem (Posejdonios) nie ma powodu, by to odrzucać czy lekceważyć.

      Z pewnością nie ma powodu, aby te teorie odrzucać czy lekceważyć, ot tak bez powodu, szczególnie jak sie czuje „magiczne” przyciąganie do tematu. Każda z tych teorii, jest bardzo podobna, a jednak różniące się szczegółami, do których doszli twórcy tych teorii. To tak jak z lekarstwami, które z zasady zawierają ta sama substancje aktywną, inaczej się nazywają i przez różnych producentów są produkowane, a jednak nie działają tak jak to, w co wierzymy, że nam pomoże, i może nam lekarz tysiące razy opowiadać, że to inaczej się nazywające działa tak samo i jest np. tańsze, a one jednak tak samo nie zadziała jak to, w które wierzymy, że zadziała. Tutaj można by się odwołać do pośrednio działającego efektu placebo.
      Co do Posejdonisa, to nie była mi ta postać znana, ale się dokształciłam u ciebie na stronie, jak i przeczytałam komentarze do notatki. Owszem jak najbardziej sensowne, ale mój umysł analityczno – logiczny musiałaby rozłożyć tą notatkę na wiele mniejszych części, aby to dokładnie zanalizować, bo jest w niej więcej niż tylko jeden watek zawarty. Kiedyś przy okazji pewnie się pokuszę i zawitam na dłużej na stronę i pod adres linka tam podanego. Nie zmienia to faktu, że istnieje najściślejsza współzależność rządząca wszechświatem, której nikt praktycznie nie jest w stanie naukowo udowodnić.

      Ezoteryka zaś to też system wiedzy o charakterach i potencjałach, w których to nie stawiający ma ostateczne zdanie, tylko decyzje konkretnego człowieka kują jego przeznaczenie.
      Nie bardzo zrozumiałam, co masz na myśli „… nie stawiający ma ostateczne zdanie”, czy chodzi o istnienie przeznaczenia w sensie, że jesteśmy sami twórcami jego, czy są jednak siły wyższe rządzące nim.
      Gdybym tak dosłownie potraktowała to zdanie i je dokładniej zanalizowała, to praktycznie postawiłaś sama tezę, o którą cię w zdaniu wcześniej pytam, że jednak nie sami wpływamy na nasz „los”

      Filozofia, psychologia, religia również potrafi błądzić i porusza się trochę po omacku, poszukując odpowiedzi. Ale wszystko, całościowo, daje znacznie bardziej wielowymiarowy obraz człowieka, choć przecież go nie wyczerpuje.

      Dokładnie wszystkie te dziedziny życia również są niedoskonałe i praktycznie wszystkie, no może z wyjątkiem tu i tam wplecionej nauki, choć i ta nie ma monopolu na nieomylność(choć ma w sakiewce dowody na swoje tezy) bo się rozwija i będzie wiecznie rozwijała. Jedyną wartością stała w życiu jest jego zmienność, i to ona wpływa na wielowymiarowy obraz człowieka, na którego można w ten sposób spojrzeć w róznym czasie, z różnych perspektyw.

  4. „Nie bardzo zrozumiałam, co masz na myśli „… nie stawiający ma ostateczne zdanie”, czy chodzi o istnienie przeznaczenia w sensie, że jesteśmy sami twórcami jego, czy są jednak siły wyższe rządzące nim.”

    Przeznaczenie to temat szeroki i skomplikowany, jednak bardziej przychylam się ku twierdzeniu, że jesteśmy kowalami własnego losu. Nie chciałabym być tu źle zrozumiana. Nie oznacza to wyłącznie, że „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”, choć to oczywiście nie jest bez znaczenia ;), ani też „wszystko wyłącznie zależy ode mnie, reszta to ślepy traf, przypadek, chaos, pustka”(niewłaściwe skreślić ;). Jakkolwiek wierzę w nadrzędny dar wolności ludzkiej woli, przeznaczenie rozumiem raczej jako wypadkową miejsca urodzenia, potencjałów, talentów oraz okoliczności, z którymi się spotykamy i które wystawiają naszą osobę na rozmaite próby, wyzwania czy doświadczenia. To, jak na nie zareagujemy, jak postąpimy i co wybierzemy zależy od nas. I ostatecznie od naszych wyborów zależy, gdzie się znajdziemy i jakim się staniemy człowiekiem.

  5. Przyznam, że jestem zaskoczona lekkością twoich wypowiedzi :-) Jawisz mi się jak młoda osoba( czy tak jest…?), ale przemawia przez ciebie zadziwiająca dojrzałość( owszem w tym wypadku : tak jest ! ).

    Ostatnimi czasy spędziłam dosyć sporo czasu i nawet sporów w temacie, czym jest przeznaczenie, bądź los i czy jest cos takiego jak przeznaczenie? …He, ale nadal nie wiem i nie znam odpowiedzi, ale może nadszedł czas, aby podjąć się zebrania takich krótkich wniosków w trochę większym blogowym wydaniu. Pomyślę … .

  6. Doroto :D Nie wiem, czy ktoś z trzydziestką (bez kilku miesięcy) na karku jest młody czy już nie młody, chyba wszystko zależy od punktu siedzenia ;) Dla nastolatków to jestem już „starucha” ;D jak ostatnio usłyszałam określenie mojego pokolenia ;)
    Czas jest – dopóki ciało nie doskwiera- złudzeniem, tam myślę teraz.
    Mamy tyle lat, na ile się czujemy, a właściwością każdej duszy, nawet najbardziej dojrzałej, jest „młodość”. Rozmawiałam niedawno z kilkoma paniami od dawna na emeryturze, wszystkie one czują się młodymi dziewczynami i tak też jest, nie postrzegam ich jako kogoś, z kim nie mogę rozmawiać, bo wiek mi przeszkadza (no może czasem, niedostatki wiedzy, np. arie Kiepury czy inne nazwiska, które trzeba mi tłumaczyć „a kto to jest?” ;P akurat Kiepura obił mi się o uszy, ale tylko obił), wspaniale mi się z nimi rozmawia, a ich poczucie humoru jest tryskające.

    Ja też spędziłam sporo czasu, starając się odkryć, czym jest przeznaczenie i czym wolna wola. Może na innych lekturach, bo nie z dziedziny ezoteryki, ale kiedy przyszedł czas i na tą gałąź wiedzy, wszystko zaczęło mi się zazębiać. Mimo to, też wcale nie czuję się bliższa ostatecznej odpowiedzi. Polecam Ci bardzo książkę Tadeusza Gadacza: „O umiejętności życia”, rozważa on tam (m.inn) kwestie przeznaczenia i losu z różnych ujęć nie tyle nawet filozoficznych, co życiowych. Nie byłoby tu możliwości streszczenia wszystkiego, ale myślę, że bardzo Cię to zainteresuje. Sporo rozjaśnia w tej materii, przejrzyście przedstawiając jak to może wyglądać z różnych punktów widzenia, pomaga też zająć swoje stanowisko. Z pewnością dołoży się do Twojej wiedzy, którą już posiadasz i jestem pewna, że zaowocuje naprawdę ciekawymi wnioskami!
    Będę czekać na wpis :)

    1. No oczywiście, że młoda :-) Jednak zmieściłam się w granicach błędu, bo tak szacunkowo i na odległość oscylowałam o cyfrę 28, a czasami lubię takie spekulacje ;-) Nad resztą pomyślę, bo temat przeznaczenia już mi od dłuższego czasu chodzi po głowie, aby zebrać parę wniosków, nadal mam jednak wątpliwości i chyba jest dosyć kontrowersyjny, ale zobaczę co się da jeszcze przed moimi wakacjami zrobić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s