filozofia · Intuicja · Rozwój osobisty

O wojenkach, konfliktach i sprzeczności interesów z intuicyjnego punktu widzenia

10_Major_Fortune
Fey Tarot - koło fortuny

 

Temat, który wcześniej poruszyłam właściwie miał na celu omówienie,  jak w moim przekonaniu funkcjonuje intuicyjny proces komunikacyjny. I tutaj moim świadomym celem było się skoncentrowanie się na płaszczyznach, które mają wpływ na to, w jaki sposób odbieramy drugą osobę, która się z nami komunikuje. Rozmówcy w komentarzach w poniższej notatce ograniczyli się w większości, do koncentracji na temacie szczerości przekazów i o tym na ile przekazy jesteśmy odczuwać, jako szczere, bądź nieszczere. Chciałoby by się powiedzieć wręcz z punktu widzenia komentarzy problematyka szczerości była głównym elementem dyskusji. Ale czy jest jakaś granica, która by naznaczała, gdzie i do jakiego miejsca wyczuwamy szczerość przekazów, w którym momencie wyczuwamy nieszczerość, a którym momencie przechylamy szalę szczerości, bądź nieszczerości we własnym interesie. Bo pewnie nikt nie jest w stanie stwierdzić, ani zaprzeczyć, że nie sięga do tego typu mechanizmów, czasami może nieświadomie, pchani przez instynkt walki o uznanie i przeżycie.

Czasami lubimy przedobrzyć, ja niestety w moich spontanicznych i często pełnych temperamentu reakcjach również czasami przesadzam, aż sama po chwili zauważam, że z moją wylewnością przedobrzyłam, czasami nie trzeba rozeznawać się w temacie, aby zauważyć, że ktoś stawia np. krok do tyłu.  

Dlaczego próbujemy przedobrzyć…? Również nie mogę tak bardzo dokładnie powiedzieć, ale sama czasami sięgając po tego rodzaju instrumenty, stwierdziłam, że tutaj chyba odgrywa większą rolę rozum, może dlatego, że chcemy jeszcze większą ilość pochwał i głasków po głowie otrzymać, bo te, które otrzymaliśmy nam tak się spodobały, że wręcz wymagamy z nadmierną szczerością więcej. Tylko, czy nadmierna szczerość lub nieszczerość nie jest już przypadkiem wymuszeniem i wywieraniem wpływu we własnym celu.

Różnorodne zrozumienie sprawy i dążenie do zróżnicowanych celów wywołuje konflikty.

Nic dziwnego chciałby się powiedzieć, że każdy w procesie komunikacyjny dokładnie na to zwraca uwagę, gdzie leżą jego własne słabe lub mocne strony. Bo te zróżnicowane strony są motorem napędowy dla każdego z nas. Stąd na płaszczyźnie wszystkich zmysłów, naszej emocjonalnej i duchowej strony zwracamy podczas rozmowy zwracamy uwagę dokładnie na to, co jest dla nas najważniejsze z punktu widzenia naszych potrzeb i motywacji. Nasze talenty i mocne strony wołają o rozwój, a słabe poprzez bolący charakter wskazują na problemy leżące w głębi duszy, co nie znaczy, że te elementy nie są motorem napędowym, wręcz chciałaby się powiedzieć, że te mają więcej do powiedzenia.

Z wypieraniem czy się rozprawianiem z negatywnymi przekazami jest również taka sobie sprawa. Faktem jest, że negatywne przekazy, przekazane z właściwie szczerą siłą tylko wtedy mogą zaboleć(Może warto dodać, że często emocjonalne przekazy charakteryzują sie dużym stopniem szczerości z punktu widzenia podświadomości i intuicji. Tutaj aż sie prosi, aby rozum zadziałał). Jeżeli jest ku temu odpowiedni teren i odpowiednia pożywka. Innej możliwości nie ma. I tak jak pozytywne przekazy, tak i negatywne służą utrzymaniu pewnej równowagi w organizmie. Nasz organizm najczęściej sam poprzez naszą poprzez naszą podświadomość, i niezależnie od nas dąży do utrzymania stanu równowagi, stąd też bardzo trudno jest świadomie dążyć tylko do stanu, który moglibyśmy określić stanem szczęścia, przynajmniej w takim sensie, aby stan szczęścia był stanem stałym. Często, przynajmniej ja tak sądzę mamy na to ograniczony wpływ, tutaj odgrywa role fizyczność, fizjologia, psychika i stan ducha rolę. Te wszystkie elementy są od siebie uzależnione i wydaje mi się, że trudno jest zdefiniować, który odgrywa większą lub mniejszą rolę. To musi każdy dla siebie sam zdefiniować, które strony siebie samego są silniejsze i gdzie można cos zrobić i się nauczyć, a które elementy naszego ja są tylko w ograniczony sposób do rozwinięcia.

 

Ostatnio, gdzieś na stronie typowych racjonalistów przeczytałam zdanie dyskutanta, o tym, że niektórym przechodzi trudno przyjmowanie prawdy, odpowiedź właściciela strony brzmiała: niektórzy nie chcą jej wcale poznać. I najpóźniej w tym momencie musiałam użyć świadomie mojego rozumu i wyjść, aby powstrzymać się od ciętego komentarza, bo instynkt mi jak najbardziej nakazywał tak zareagować. Bo czymże jest prawda, prawda jest tylko wtedy prawdą, jeżeli ją z własnego punktu widzenia przyjmiemy za prawdę, nic więcej. Każdy ma swoją jak najbardziej indywidualną prawdę. Sztuką w procesie komunikacyjnym jest spotkać się, gdzieś w środku, aby nikt nie musiał się poczuć ofiarą i każdy mógłby zachować swoją własną integralność. Nawoływanie do poznanie „prawdy” i jednocześnie wywoływanie poczucia winy jest niczym innym jak jednym z wielu przyczyn powstawania wojenek i konfliktów.

Oczywiście chciałby się powiedzieć, że w takich sprawach olbrzymią role odgrywa rozum, który jakby miał za zadanie zagłuszenie działania instynktów lub świadome zapanowanie nad instynktami.

Mi osobiście udawanie przed sobą i przed światem, a więc świadoma praca rozumem( na zasadzie, ty nie możesz światu pokazać, co czujesz) wychodziła kiedyś tam wcześniej zdecydowanie lepiej, dzisiaj chyba moje instynkty przeważają, tak to czuję. Czasami mogę nad nimi zapanować, a czasami nie panuję. Co jest lepsze…? Nie zawsze wiem!

Nie zmienia to faktu, że sytuacje, w których świadomie staramy się przekazać, coś dla nas ważnego, ale przekaz trafia do osoby dokładnie na jej wrażliwy punkt, wynika prawdopodobnie z faktu reprezentowania własnych potrzeb i interesów. Czy może z zasady synchroniczności, czyli z tego, że dwie osoby dokładnie podświadomie, chciałby się powiedzieć telepatycznie, bez udziału świadomości nad tym pracowały, czy dlatego, że organizm reagując podświadomie szuka własnej równowagi?  Aby zbyt dużo złego nas nie spotkało, wywołując u nas strach i lęk, ale abyśmy również i wiele dobrego doznali wywołując w nas poczucie zadowolenia i radości.

Czy instynkty mogą zawodzić?

Chciałoby się powiedzieć: tak i nie.  Intuicja nie jest narzędziem doskonałym, ona nas wprawdzie informuje o sytuacjach, które są dla nas sprzyjające i są dla nas zagrożeniem. Ale współdziałający z intuicją rozum ma również słówko do powiedzenia. Czasami ten może bardzo, bardzo namieszać lub nas wzbogacić i tak np. w różnych sytuacjach może nas niejako zawrócić z drogi, na naszą niekorzyść lub wręcz pchać w ręce korzystnych sytuacji, Rozum interpretuje przekazy z podświadomości, a znawcom tematu jest wiadome, że nasza podświadomość pracuje w oparciu o symboliczne przekazy i obrazy, a te są interpretowane przez rozum, stąd nie jest trudno o nieporozumienie wewnętrzne, ze samym sobą. A więc jeżeli powstaje tyle konfliktów wewnętrznych, to jest jakby zupełnie naturalna sprawą, że powstają i konflikty zewnętrzne.

Nie zmienia, to faktu, że rozum jest również bardzo ważnym instrumentem, bo inaczej musielibyśmy się również sklasyfikować do rangi zwierzęcia. Tylko skąd wiadomo, że zwierzęta nie posłują się oprócz własnego instynktu również rozumem?

Intuicja jest informacją bazującą o naturalne instynkty człowieka, pochodzi z podświadomości i jest rzadko kiedy przekazywana za pomocą dokładnych informacji, najczęściej przekazywana jest za pomocą symboli, na które reaguje nasza podświadomość.

Rozum jest informacja bazującą o zdolność do analitycznego myślenia i wyciągania wniosków z danych, co w rezultacie umożliwia korzystanie ze zdobytych doświadczeń i radzenia sobie w życiu.

A człowiek korzysta zarówno z intuicji często nieświadomie, jak i  z rozumu, a także z mieszaki intuicyjno –rozumowej.

Wychodząc z założenia, że intuicja jest niczym innym jak zwierzęcym instynktem, nad którym można by świadomie, a więc rozumowo zapanować, należy wyjść z założenia, że między osobnikami typu homo sapiens dojdzie, do jak najbladziej naturalnej walki o wyższość i o przetrwanie. I tak mogłoby się było dziać, jeżeli założymy, że człowiek jest tylko i wyłącznie obdarzoną instynktem zwierzęcym, w którego interesie jest dbać o przetrwanie gatunku. 

Ale najpóźniej tutaj pojawia się dodatkowy problem, a raczej chciałaby się powiedzieć udoskonalenie, jednym słowem umysł i rozum. Generalizując należałoby wyjść z założenia, że rozum powinien w każdej podbramkowej sytuacji zadziałaś, a jednak powstaje pytanie: Dlaczego tak  się nie dzieje?  Często silne emocje uniemożliwiają zapanowanie umysłu na ludzkim instynktem. Jedno jest pewne, po przeciwnej stronie barykady, stoi ktoś, kto jest dokładnie w takie same instrumenty wyposażony, jak każdy inny przystępujący do konfliktów, może często świadomie niezmierzonych. 

I bądź tu mądry, co jest lepsze:  intuicja czy rozum i jak zareagować, aby  konflikt zamienił się w sytuację budującą, a nie niszczącą.

 

Przypominam, te rozważania mają osobisty charakter i wyrażają moje osobiste opinie, stąd trudno jest je opierać o fakty, które może empirycznie udowodnić.

Reklamy

9 thoughts on “O wojenkach, konfliktach i sprzeczności interesów z intuicyjnego punktu widzenia

  1. Co najmniej dziwna reakcja na wiosenny ciepły komentarz, ale … są ludzie i odbiory. Może Dorotko wyjdź na spacer, albo najlepiej gdzieś wyjedź , gdzie brak karcianych konsultacji, „intuicji” oraz dostępu do internetu, uwierz to na prawdę pomaga :)

  2. no tak prawda lezy po srodku zwlaszcza wtedy kiedy ustala sie ofiare i kata w szeroki i uniwersalnym tego znaczeniu(przy morderstwie, przemocy, oszustwie, wykorzystywaniu kogos itd…) tragedia co tu sie wypisuje

    1. Nie bardzo rozumiem, o jaką tragedię ci chodzi? O jaką ofiarę, o jakiego kata? Ta notatka nie dotyczy przemocy, oszustwa ani temu podobnych, a zawiera rozważania na temat zwykłego procesu komunikacyjnego, w którym nie jest trudno o konflikty, które są nieodłączna częścią naszego bytu, a może znasz doskonały byt bezkonfliktowy….?

  3. Przeczytałam z uwagą, ponieważ temat komunikacji międzyludzkiej jest mi bliski i co tu dużo mówić, bolesny.
    Najtrudniej o ten złoty środek z bliskimi. Jest teoria o pomocnej, ćwiczebnej komunikacji niewerbalnej na poziomie duchowej, telepatycznej między nami a osobą, z którą chcemy porozumienia. Podobno dobrze przeprowadzona ‚rozmowa’ niewerbalna przygotowuje grunt do lepszego porozumienia już na poziomie werbalnym.
    Trzeba przy tym unikać perswazji, nacisku, pretensji a w zamian z ostrożnością inspirować, energią łagodną, miękką, z wyrażeniem chęci zrozumienia drugiej osoby i bycia zrozumianym. Ta wstępna rozmowa i ta zasadnicza nie może zawierać ‚trucizn’ z gatunku złości, żalów, bólu, cierpienia w zamian wyrażenie gotowości słuchania drugiej strony i siebie samego.
    Ocean spokoju to jedyne określenie jakie przychodzi mi na myśl. Zapanowanie nad ‚mębramą ‚własnego głosu i gestykulacji.
    Wydaje się prawie niemożliwe, szalenie trudne. Warto spróbować ??.

    1. Eliszko, to jest faktem, że najtrudniej jest o ten złoty środek z osobami bliskim z bardzo prostego powodu, fala emocji jak się przetacza przez bliskie osoby komunikujące ze sobą jest jakby zaporą, przeszkodą, bo te emocje, jakie one by nie były, są przesyłane przez obie strony, te mogą wspomagać lub hamować. Czy proces komunikacyjny jest za to łatwiejszy z osobami obcymi, z którymi nie jesteśmy związani emocjonalnie można by powiedzieć: tak i nie?

      Piszesz, że są techniki rozmowy niewerbalnej przygotowujące grunt do lepszego porozumienia, być może są. Może i są w jakimś stopniu korzystne w przypadku rozmowy X, do której należy się przygotować, ale ja osobiście twierdzę, że najtrudniejsze w życiu jest bycie kimś, kim się nie jest lub czego się musimy na siłę nauczyć, a z czym się nie identyfikujemy. Tylko, co z takich technik, jak trafi nam się rozmowa, do której nie mamy czasu się przygotować, która ot tak pojawiła się jak grom z jasnego nieba, a te pojawiają się chyba najczęściej.

      Myślę, że nie ma złotego środka, jak i nie w każdej rozmowie nie da się unikać perswazji, nacisku za wszelką cenę bycia zrozumianym, a co zrobić jak dokładnie takimi metodami posługuje się strona przeciwna. Nie chodzi mi tutaj o techniki oko za oko, ząb za ząb, ale o to jak rozwiązać taki układ, w które jedna strona ot tak po prostu korzysta z pewnych praw, a druga unika perswazji za cena ewentualnego bycia zrozumianym…? Myślę, że trudno tutaj o jakiekolwiek jasne nakreślenie granic, bo każda sytuacja jest inna, tym bardziej , że właśnie komunikacja, szczególnie z bliskimi osobami jest również wręcz uzdrawiającą siłą w kontaktach międzyludzkich, z której nie można zrezygnować.

      Osobiście preferuje metodę pójścia w miarę możliwości na kompromis, aby żadna ze stron nie musiała się czuć tylko zwycięzcą, lub tylko ofiarą. Choć muszę przyznać, nie jest zawsze łatwo o taki układ, ale warto przynamniej spróbować

  4. Doroto, przygotować się do rozmowy, stosując tę technikę niewerbalną można z osobami, z którymi narasta proces niezrozumienia, przemilczania i zamykania się w sobie i najczęściej dotyczy to właśnie najbliższych.
    Ta technika, o której piszę, a którą zamierzam sama dopiero zastosować, mam taką nadzieję, daje większą możliwość pokazania swojego wewnętrznego świata, ponieważ na fali emocji, staramy się przeforsować swój punkt widzenia i zagłuszamy nie tylko ‚ prawdę’ rozmówcy, ale również swoją własną.
    Każdy ma bowiem swoją własną prawdę.
    Ta technika ma potwierdzić siłę i skuteczność działania energii. Podobnie, jak działają na nas atak, agresja, złość, żale mogą przenikać energie łagodne, miękkie.
    To bardziej przenikanie na poziomie duchowym, intuicyjnym, świadomym.

    Wierzymy, że nasze modlitwy docierają, komunikują się z naszą Wyższą Jaźnią, jeżeli skupiamy się sercem, oczyszczając swoje pole jasnym, białym światłem.
    Na podobnej zasadzie można spróbować rozmawiać z bliskimi, przyjaciółmi.
    Bóg, dla mnie jest przyjacielem , najmądrzejszym, najsprawiedliwszym.
    W medytacji w modlitwie wsłuchujemy się się w ten głos mądrości wszechświata i w … siebie.
    Może warto spróbować inaczej, trochę w podobny sposób potraktować swoich, wyjątkowo ważnych w życiu rozmówców.
    Zapewniam, że sama zamierzam spróbować, znając siebie i rozmówców, których mam na myśli, wiem z góry, że to będzie szalenie trudne, ale chcę spróbować.

  5. Rozmowy biznesowe, o których wyżej wspominasz Doroto są przeprowadzane wg technik, które są wpajane, szkolone i trenowane. Najczęściej obie strony je znają i to jest swojego rodzaje walka na słowa i argumenty.
    Po ‚ takich’ rozmowach te małe zwycięstwa jakby coraz bardziej osłabiały naszą psychikę, nasze małe zwycięstwa mogą w perspektywie spowodować wyprucie energetyczne i coraz mniej siły zostaje na komunikację tę najważniejszą, z dziećmi, partnerem, przyjaciółmi. Przenosi się bowiem trochę te techniki na teren prywatny i koło może się zamykać.
    A może nie zaszkodziłoby spróbować tych technik łagodniejszych wypróbować choćby w niektórych kontaktach. Może nie tylko nam nie chce się tylko walczyć.
    Oczywiście Doroto, chodzi o kompromis, zawsze chodzi o wypracowanie kompromisu. To sztuka życia jest.

    1. Ad.1, Osobiście dla mnie jest ważniejsze w rozmowie, (jeżeli chodzi o konflikt), jaki cel ja chce osiągnąć, a do jakiego celu dąży strona przeciwna. Tutaj trzeba wypracować płaszczyznę porozumienia. Czy przeprowadzenia rozmowy można się nauczyć, nie wiem aż tak do końca, na podstawie mojego doświadczenia, mogę powiedzieć, owszem częściowo tak, nie można jednak zapominać, że komunikujemy się z osoba, która również jakieś cele w swojej rozmowie chce osiągnąć, stąd wyuczenie czegoś, czym się tylko jedna strona posługuje ma nieco wątpliwa rację bytu. Nie można zapominać, że komunikujemy się nie z martwym przedmiotem, ale z człowiekiem, który jest również wyposażony w emocje, lęk, własne potrzeby.
      Trudno jest mi się do twojej wypowiedzi ustosunkować, bo piszesz nieco tajemniczo i nie wiem, o jakie techniki ci chodzi.

      Ad. 2 Rozmowy biznesowe, tak zgadza się one są trenowane, ćwiczone, a jakże są. Miałam okazje ze względu na swoje realne zajęcie brać udział w wielu takich szkoleniach, gdzie walczy się o słowo, argumenty i najczęściej o klienta, ale czy klient te techniki zna…..? Chyba nie bardzo.

      Problem jednakże jest tego typu, że każda z tych technik jest bardzo różna, a co nauczyciel, czy książka, to te techniki są inne lub inaczej przekazywane. He i dobrze, że tak jest, bo każdy z tych trenerów intuicyjnie odkrył cos, co funkcjonuje, a jakże, ale zwyczaj w życiu autora tego przekazu, ale czy to funkcjonuje na skalę masy, nie wiem, ja mam zwyczaj sprawdzać funkcjonalność.

      Co by nie powiedzieć, konflikt jest wynikiem dążeniem do różnych celów, każda ze stron chcę osiągnąć swój cel i tu jest pies pogrzebany, zdecydowanie lepiej jest dążyć do takiego rozwiązania, aby konflikt nie był destrukcyjny, ale konstruktywny i wnoszący rozwiązania do realiów życiowych przeciwników.
      Ale czy to jest zawsze możliwe…? Możliwe owszem, o ile obie strony wykazują do tego gotowość , jak i obie strony są zainteresowane rozwiązaniem konfliktu, naturalnie także na tych poziomach , które nazwałaś : duchowym, intuicyjnym, świadomym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s