filozofia · Intuicja · Natura · Wróżbiarstwo

Przeznaczenie …? cz.1

Koło fortuny
Koło fortuny-Shadowscapes tarot

A fortuna kołem się toczy…..

Los człowiek podlega ciągłym przemianom, tylko zmienność życia jest wartością stałą, a wszystko odbywa się w pewnej równowadze na przemian: pozytywne z negatywnym, dobro ze złem, szczęście z nieszczęściem, bogactwo z biedą, zdrowie z chorobą i pewnie można by jeszcze wiele różnych wzajemnie się uzupełniających czynników wymieniać. Los człowieka jest wartością zmienną, bo i jego ciało się praktycznie codziennie zmienia, wymieniają się komórki, umierają stare i zużyte, a na ich miejsce powstają nowe, może inne nieco zmienione pod wpływem naszych doświadczeń, przeżyć, nauki.  A skoro nasze komórki umierają i zostają zamienione nowymi, można by wysunąć odważną tezę o zmienności losu, a wskutek naszej ciągłej fizycznej zmienności organizmu, dlaczego na wskutek tego nie miałby się i nasz los zmienić, a obraz naszego losu można by potraktować, jako obraz wyrywkowy naszego jestestwa.

Czy jest coś takiego jak przeznaczenie, a jeżeli tak to, czym jest przeznaczenie?

Życie na ziemi było, jest i pozostanie tajemnicą. Nikt tak naprawdę nie wie jak powstała ziemia i jak powstało na niej życie. Nikt nie wie, gdzie był początek, a gdzie się zakończy.

Już całą wieczność ludzkość się zastanawiała nad sensem własnego istnienia i nad jego tokiem życia.  I o ile poznaliśmy częściowo zależności i warunki, jakie muszą być spełnione, aby człowiek przeżył, nie poznaliśmy przyczyn powstawania takich, a nie innych wydarzeń w życiu człowieka.

Człowiek chcąc uzasadnić sobie różnorodność kolei jego losu, być może swoją bezradność wobec sił natury, mające wpływ na los człowieka i aby zdjąć nieco odpowiedzialności za bieg wydarzeń w życiu wymyślił pojęcie losu i przeznaczenia. Pojęcie przeznaczenia zakłada, że los człowieka jest z góry określony. Taka konstrukcja tego pojęcia działała jednak bardzo deprymująco, a więc próbowano poznać przyszłość, za pomocą wróżek, astrologów, jasnowidzów, proroków. Znając przyszłość przepowiedzianą przez wróżki, próbowano przechytrzyć los lub wpływać na niego, chcąc go sobie polepszyć za pomocą czynów bazujących o zasadę karmy, czyli relacji przyczyny i skutku, lub też za pomocą magii. Uff … ciekawa jestem, czy komuś się udało? Nawet, jeżeli by się udało, to i tak nigdy do końca się nie dowie, czy taka zmiana odbyła się rzeczywiście za pomocą wywierania wpływu na podstawie przepowiedni wróżki, czy taki zbieg wydarzeń był definitywnie wynikiem działania przeznaczenia. Nie zmienia to faktu, że człowiek do dnia dzisiejszego szuka wytłumaczenia na takie, a nie inne wydarzenia w swoim życiu starając się go sobie w miarę swoich możliwości polepszyć, a może oczekuje cudu…?

Pamiętam jeszcze bardzo dokładnie czasy, jak sama chadzałam do wróżek. Moja ulubiona pani Siła (tak się nazywała z tłumaczenia) miała bardzo dziwny zwyczaj rozmawiania ze mną. Jak nie potrafiła czegoś w miarę racjonalnie uzasadnić, to posługiwała się zwrotem „przeznaczenie mówi…”, co u licha miała na myśli? Sama nie byłam wówczas na tyle w tej materii biegła, więc nie bardzo mogłam się sprzeciwiać, tylko, dlatego, że coś do mnie nie dotarło, tak jak mi się to marzyło. Po dwóch wizytach postanowiłam wziąć do niej magnetofon i nagrać całą rozmowę, aby mogła sobie sekwencje jej przepowiedni dokładniej przetłumaczyć z jej języka na mój.  Niestety na próżno marzył mi się fakt, że czegoś nie zrozumiałam, a ona nadal z lubością posługiwała się w niewytłumaczalnych sekwencjach czytania z kart tekstem „przeznaczenie mówi…”.

I tak zaczęły się moje poszukiwania zrozumienia standardowego teksty pani Siły „przeznaczenie mówi…”. A co do diabła może to przeznaczenie mówić, jak to pojęcie bezosobowe i dlaczego to przeznaczenie miało mówić, a nie ona wróżka, przecież to z jej ust wydobywały się te słowa. Czyżby już od zawsze towarzystwo ezoteryczne traktowało siebie, jako kogoś, kto magiczną siłą jest połączony z wszechświatem, bogiem, przeznaczeniem, losem i jakby to jeszcze inaczej nie nazwać. Czyżby już wtedy moja ulubiona pani Siła myślała, że jest, kimś pochodzącym od boga i ma prawo przekazywać mi takie nader ważne informacje dotyczące mojego przeznaczenia. Przecież ona tylko interpretowała symbole z kart, więc skąd brało się to tajemnicze „przeznaczenia mówi…”

 

11889988125l7c6SNa ile nasze życie sami kształtujemy, a na ile NIE jesteśmy panami naszego losu?

 

Narodziny

To, w jakim czasie i w jakich warunkach przyszliśmy na świat z pewnością nie daje nam możliwości wyboru i podejmowania własnych decyzji. Jesteśmy w połowie tym, co odziedziczyliśmy po matce i w połowie tym, co odziedziczyliśmy po ojcu. I tego nie da się wymazać, umniejszyć, skłamać lub wyprzeć z pamięci, a nawet z pokładów podświadomości. Nawet, jeżeli będziemy świadomie i starannie pracowali nad zapomnieniem własnego pochodzenie, to natura jest bezlitosna, prędzej czy później zaprowadzi nas do naszych korzeni i przypomni nam, kim jesteśmy.

Niestety w takim wypadku nie da się skłamać, czy zniwelować, że nasz los nie jest uzależniony od uwarunkowania genetycznego. Jak i nie da się zniwelować dnia, miejsca i warunków urodzenie, które z mojego punktu wdziania odgrywają ważną rolę na późniejsze losy. Ważyłabym się nawet twierdzić, że okres ciąży matki, jak i warunki, w jakich rósł płód odgrywa zdecydowanie większą rolę. Dziecko już w łonie matki czuje za pomocą swoich zmysłów (jako pierwszy rozwija się zmysł dotyku), czy będzie serdecznie przywitane w życiu.

Dzieciństwo.

Wartości, które nam są przekazywane w procesie wychowania przez rodziców i opiekunów mają radykalny wpływ na nasz los. Jednakże biorąc pod uwagę np. rodziny wielodzietne, wydawałoby się, że ci sami rodzice, podobnie stworzone warunki do życia, stąd można by wysnuć wniosek, że dzieci w swoim zachowaniu i wynikającym z tego charakteru powinny mieć podobny los, przeznaczenie, a jednak jak bardzo się często różnią.

Dlaczego, czyżby jednak zachodziły zmiany w wychowaniu różnych dzieci, czy jednak podświadomość dziecka wyszukuje i rejestruje te bodźce, które są dla dziecka ważne, z punktu widzenia jego przeżycia? Czyżby i tutaj odzywało się nie tylko wychowanie i wpływ środowiska, ale zdecydowanie natura i system genetyczny. Talenty, potencjał wychowawczy rodziców, zmagania z przciwnościami życiowymi, ale i własny potencjał genetyczny pozwalający na zakodowanie tych zachowań, które w obliczu zagrożenia, będzie gwarantowało przeżycie.  A może potencjalne zmiany organizmu rodziców z wiekiem miało również wpływ na inne wychowanie kolejnych dzieci, nie zapominając  o ich doświadczeniu.

 

Czytaj: Przeznaczenie…? cz.2 

Cdn.

 

 

Reklamy

4 thoughts on “Przeznaczenie …? cz.1

  1. Potencjał genetyczny nie jest moim skromnym zdaniem tak bardzo istotny jak potencjał psychologiczny. Geny są tylko pewną wykreślną, przykładowo- mając geny po ojcu i matce, oraz dziadkach- mamy wyznaczone maksimum swojego wzrostu. Czy je osiągniemy, będzie zależało od odżywiania, zrównoważonego rozwoju fizycznego oraz ew. urazów, które mogłyby proces wzrostu przyhamować.
    Możemy mieć skłonności do konkretnych chorób, a jednak (pomijając przypadki chorób genetycznych) wielu ludzi nie choruje. Być może dlatego, iż wiedząc o zagrożeniu bardziej dbają o siebie, może inaczej się odżywiają, a może po prostu mają spokojniejsze, mniej stresujący tryb życia.
    Znacznie bardziej dla mnie istotne w kwestii „przeznaczenia” są dla mnie współrzędne: wypadkowa miejsca urodzenia, rodziny, w której przyszliśmy na świat, środowiska, które nas otacza – to wszystko mniej lub bardziej determinuje to, kim się staniemy, z całym naszym potencjałem :) Możemy oczywiście wyjść poza nasze otoczenie, wybrać sami inne miejsce do życia, ale dzieje się to najczęściej już po osiągnięciu dorosłości, a zatem po podstawowym ukształtowaniu.
    W pewnym sensie nasze przeżycia, wzorce kulturowe i środowiskowe, wyrobione nawyki i reakcje są naszym przeznaczeniem- jeśli nie nauczymy się działać inaczej, jak np. z negatywnym przekonaniem, że „coś mi się zawsze przytrafia”, to schemat- „spotykają mnie niemiłe rzeczy” może stać się dominujący.
    Dlatego właśnie sądzę, że psychologiczne determinanty są znacznie bardziej istotne niż genetyka.

    1. Twierdzenie, że determinanty psychologiczne wywierają ważną role jest słuszne, ale zacznijmy rozważania, skąd biorą się takie, a nie inne determinanty psychologiczne. Co jest przyczyna takich a nie innych zachowań? Na ile wychowanie, wzorce kulturowe, środowiskowe i religijne odgrywają rolę, a na ile fizyczność i przed wszystkim fizjologia, a jeżeli i te odgrywają rolę, to skąd taka a nie inne fizyczność i fizjologia. Tutaj sie chyba jednak geny kłaniają ;-)

      W pewnym sensie nasze przeżycia, wzorce kulturowe i środowiskowe, wyrobione nawyki i reakcje są naszym przeznaczeniem- jeśli nie nauczymy się działać inaczej, jak np. z negatywnym przekonaniem, że “coś mi się zawsze przytrafia”, to schemat- “spotykają mnie niemiłe rzeczy” może stać się dominujący.

      To jest łatwiej powiedziane, niż można wdrożyć w praktykę, skłonna jestem twierdzić, właściwie jest to moim bardzo osobistym życzeniem, że jest możliwe uczenie się w dorosłym wieku na podstawie własnych doświadczeń i jest możliwe zmienić swoje zachowania, choć przyznam, że czasami mam poważne wątpliwości.
      Przykładem z ostatnich dni jest pewna moja znajoma, której historie życiową znam zbyt dobrze i wydawałoby się, że sporo się nauczyła na podstawie swoich doświadczeń. Jeszcze jakieś dwa tygodnie temu siedziałyśmy przy kawie i opowiadała mi o swoich planach kupna samochodu i przyznam, że jej opowieści wskazywały na duży rozsądek i na rzeczywista naukę. Hej myślę sobie w końcu coś zrozumiała. Pech, przeznaczenie lub wolna wola chciało, że jak poszła ten samochód kupować, to trafiła dokładnie na ludzi, którzy ją sobie tak o palec owinęli, że wskoczyła w swój stereotyp zachowań z przeszłość, i zachowała się dokładnie tak jak nie chciała, a jak się w przeszłości zachowywała. Można by się do różnych praw odwołać :przyciągania, magnetyzmu i podświadomych potrzeb i czego tam jeszcze , tylko, co się stało z ta rozmową między nami i gdzie poszła ta nauka. Czyżby jednak w las ;-) ?
      Oczywiście to jest tylko jeden przykład i nie można w tego większych wniosków wysnuwać, ale jednak jest i egzystuje. Choć niech się zastanowię, że swojego życia, mogłaby parę takich przykładów przytoczyć, w którym scenariusze życiowe się powtarzają, ale owszem i są małe lub większe różnice w tych standardach postępowań.

      W gruncie rzeczy trudno jest o jednoznaczne rozważania, dlatego , że każda sytuacja jest zróznicowana i różne faktory mają na nią wpływ.

  2. Fizyczność- w sensie wizerunek? Rzeczywiście może być istotny. Co do fizjologii to wydaje mi się, że większość z nas dostaje na starcie w miarę sprawny organizm. Można go wzmocnić, można też zaniedbać, można wyleczyć niektóre usterki genetyczne i żyć całkiem znośnie, choć z pewnością z większą troską o ciało.

    Wiem, że łatwiej powiedzieć niż zrobić i nie jest to droga pozbawiona trudności i porażek. :) Ale też, uleganie wyuczonym reakcjom, o których mamy świadomość, że prowadzą donikąd, jest pójściem na łatwiznę. Twoja znajoma być może jeszcze nie potrafiła w odpowiednim momencie powiedzieć sobie ‚stop’ i popełniła błąd, to rzecz ludzka, choć bolesna. Wciąż jednak widzę szansę nie powracania do błędnego koła. Szczera analiza sytuacji, uświadomienie sobie swoich słabości i próba podparcia ich. Niech to będzie wsparcie kogoś zaufanego, doradcy, obserwatora- który może pomóc ochłodzić zbyt szybkie finalizowanie decyzji..Przecież sama wiedza o słabości nie gwarantuje bycia ponad nimi, to wymaga ciężkiej pracy i czujności.
    Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
    Jeśli jednak- warto- to wmawianie sobie „już taki mój los”, jest moim skromnym zdaniem pójściem na łatwiznę, niewiarą we własne siły, unikaniem trudności, jakie wiążą się ze zmianą siebie. To zresztą nic złego, jesteśmy słabi. Ale nie ma co zwalać własnego lenistwa na los ;)

    1. Fizyczność jest bardzo ważna, daje nam poczucie własnego piękna, oczywiście piękno jest tutaj wartością względną, a bardziej chodzi o zaakceptowanie siebie, przez między innymi pryzmat własnej fizyczności, bo choć jak wiadomo, nie daje ona nam gwarantu na szczęśliwe życie( tym bardziej, że szczęście jest raczej produktem ubocznym podczas realizacji własnych celów życiowych) , to jednak ważne jest spojrzenie w lustro i stwierdzenie, jestem taka , a nie inna i dlatego siebie w takim wymiarze akceptuję.

      Fizjologia, oczywiście ograniczę się tutaj do twojej wypowiedzi i do sytuacji zupełnie przeciętnej, w której dostajemy w miarę sprawny organizm ;-)
      Fizjologia jest chyba z mojego punktu widzenia najważniejszym elementem, bo zajmującym się wszystkimi procesami życiowymi człowieka, a więc chodzi o sprawne funkcjonowanie, komórek, tkanek, narządów. Chodzi o utrzymanie pewnej równowagi w organizmie, aby ja utrzyma muszą wszystkie komórki, tkanki, płyny komórkowe i narządy ze sobą bezwzględnie współpracować. Wyobraź sobie, że nasz organizm jest jak olbrzymia fabryka produkująca energię do dalszego przeżycia, chyba nie trudno sobie wyobrazić, że w każdej fabryce mogą i zachodzą różnego rodzaju wahania, powstające przez niedobory, nadmiary lub po prostu naturalne potrzeby związane z rozwojem gatunku człowieka. Wahania hormonalne mogą do różnych przedziwnych sytuacji prowadzić, nad którymi czasami trudno jest zapanować itd.

      Najbardziej podoba mi się twoje zdanie :-)

      Przecież sama wiedza o słabości nie gwarantuje bycia ponad nimi, to wymaga ciężkiej pracy i czujności. Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

      Co do mojej znajomej, to pięknie napisałaś o szukaniu wsparcia, pewnie byłoby to wskazane, bo nie jest tak, że nie ma wsparcia, ale właśnie na ten dzień wybrała sobie wsparcie, ale to, które sama wcześniej kwalifikowała, jako niewłaściwe ? Skąd taka nagła i nieoczekiwana zmiana stanowiska…? Tak za tym kryją się ukryte potrzeby, a przyglądanie się ukrytym własnym potrzebom jest jednym z najtrudniejszych zajęć. Nie każdy jest na tyle silny i odważny, aby się sobie otwarcie przyjrzeć i powiedzieć, cooooo….to jestem właśnie ja i ja mogą mieć tez bardzo dziwne upodobania lub mogę się kwalifikować na kogoś, kogo określilibyśmy potocznie mianem „dobry i zły ”, Ale temat ukrytych potrzeb zakończmy, bo to jest tylko i wyłącznie parafrazowanie, a realna rzeczywistość jest zupełnie inna, bo bardzo każdego z nas boląca i oczywiście wymaga bardzo indywidualnej analizy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s