Natura · Różne · Rozwój osobisty · Szczęście

Od piekła do nieba bram…, czyli życiowy taniec

W życiu są dwa rodzaje dni: jeden dla ciebie, jeden przeciw tobie.

 Gdy nastaje dzień dla ciebie, daj się ponieść szczęściu;

 gdy nastaje dzień przeciw tobie, znieś go cierpliwie.

 

Zastanawiające, że za każdy razem, ja doznałam coś dobrego, co mnie zafascynowało swoim urokiem i na chwile zapomniałam zwykłą szarą codzienność, to pojawiło się coś, ktoś lub ja sama jakby niechcący zniszczyłam sobie dorobek tego dobrego, co się przytrafiło lub co sobie wypracowałam.

fairy_bubbles
http://www.josephinewall.co.uk/josephine.html

Jakby na krótko pojawiała się piękna kolorowa bańka mydlana, która zawirowała po wolnej przestani, poczuło się jej powabny i lekki charakter, po czym przysnęła, przekazując:

Czas powrócić do realizmu życiowego. Nic nie jest wiecznie piękne. Moje życie jest bardzo krótkotrwałe, ale przy odpowiedniej mieszance dobrych składników można mnie wyprodukować, kiedy się chce, ile się chce i do woli upajać moim krótkotrwałym pięknem. No oczywiście poza tymi chwilami, kiedy tracę swój urok i krótkotrwałe życie.

Życie to ciągły ruch, rytm, emocje, ale żadna pewna  duchowa lub  racjonalna definicja. Tak jak trudno jest zdefiniować pojęcie życia, tak trudno jest zdefiniować pojęcie niebytu.  Oprócz tego, że za pewnik można by przyjąć, iż życie stanowi jedną wielką wymianę materii i energii.

Czy zwykłe nawet małe wydarzenia, bądź transformacje naszego otocznia wywierają wpływ na nas i na nasze życie? Owszem i to olbrzymie często zupełnie nieświadomie, nawet, jeżeli jesteśmy przekonani, że nadal panujemy nad swoim życiem, to i tak tylko częściowo jesteśmy w stanie nad nim zapanować, a może również ta cząstka jest tylko i wyłącznie iluzją panowania nad nim.

Nasz wegetatywny układ nerwowy, który reguluję pracę narządów wewnętrznych i naszej przemiany materii jest takim podstawowym przykładem naszej słabości i niemocy. Czy panujesz nad pracą swojego serca, płuc, wszystkich organów wewnętrznych, czy panujesz nad produkcja własnych hormonów, nie z pewnością nie panujesz i nie sądzę, aby to kiedyś komuś to się udało? Chyba nie było by to zgodne z pewnymi prawami natury ,chyba, że zmutowana natura sama da temu przyzwolenie, ale to jest paradoksem i czystą fikcją.

Dla jednych ciągłe zmiany w życiu są czymś meczącym, a inni nie mogą się doczekać wręcz nowych przygód życiowych nawet, jeżeli są one opatrzone dreszczykiem niewiadomej. Ot taki taniec życia, w którym, wszystko stanowi całość, a nic nie jest w stanie bez podstawowych elementów przeżyć. Każdy człowiek, roślinka, zwierze, nawet najmniejszy robaczek, wszystko jest od siebie uzależnione, wszystko jest połączone w łańcuchy zależności i wywiera wzajemny na siebie wpływ. Wszyscy wspólnie poddają się nieświadomie wzajemnemu oddziaływaniu.

Życiowy taniec jest przygodą, ciągłym wyzwaniem ruchem w rytm muzyki natury: wody, ziemi, powietrza, ognia, w którym cierpienie i płynąca z niego mądrość stanowią jedność.

Jeżeli myślisz, że masz swoje życie pod całkowitą kontrolą, to się mylisz.

Nie ma znaczenia, czy jesteś przekonany tylko i wyłącznie o słuszności racjonalnego działania rozumu, czy może jesteś przekonany o wyższości ducha, który jest w stanie zapanować nad twoim ciałem.

Ciało i dusza ludzka stanowią całość. Nic ci ze zdrowego ciała, kiedy dusza twoja cierpi, bo w ten sposób prędzej czy później i ciało twoje zachoruje. Jak i nic ci ze zdrowego ducha, jeżeli ciało jest chore.

Człowiek i wraz z nim otaczająca natura to jedna wielka niewiadoma, stąd twierdzenie o wyższości ducha nad materią wywoływało u mnie zwątpienie.

Skąd się wzięło pojęcia wyższość ducha nad materią…?  Czy jest to tylko teoria, czy są do tego twierdzenia również dowody?  Przy tej okazji można by zwrócić się do pojęcia modlitwyi jej funkcjonalności. O ile modlitwa ma celu kontakt z istotą wyższą, można by spekulować nad istnieniem wyższości ducha nad materią, ale czy jest to wystarczający dowód. Nie wiem. Przecież nie wszystkie modlitwy działają, a te, które działają opatrzone są wewnętrznym potencjałem emocjonalnym, tylko czy można taki potencjał emocjonalny wyprodukować na zamówienie?

Nikt z nas nie jest w stanie obejść naturalnych cyklów życiowych, w których równowaga i zmiany w życiu na przemian ze sobą konkurują.

I nie ma to znaczenia jak wielka jest nasza rodzina, która wydawałaby się, że nas wspiera, nie ważne jest ilu mamy przyjaciół, ilu wrogów, nie ważne jest ile przeczytaliśmy książek, a może ile sami mądrości życiowych napisaliśmy, nie ważne, co posiadamy, czy jesteś bogaczem, czy biedakiem, zdrowym, czy chorym. Każdy z nas dochodzi w życiu do wielu punktów, w których zostaną zapoczątkowane zmiany, mniejsze lub większe.

Ciekawe jest w tej sytuacji, że u każdego zamanifestują się te zmiany w inny sposób. Wydawałoby się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, że nasze życie toczy się w najlepszym porządku, który znajduje się pod kontrolą, ale nie jest tak jak sobie to wyobrażamy. Nasza wyobraźnia nawet, jeżeli posiada olbrzymi potencjał tworzenia fantastycznych wizji, nie jest w stanie obejść praw natury, które są regulowane według zasad symbiozy, a także pasożytnictwa.

Każde doświadczenie, każde spotkanie z drugim człowiekiem lub związek jak z nim zawarliśmy, jest jakby szkoleniem i przygotowaniem do nowych wydarzeń. Nie ma nigdzie zapisanej granicy, że to już teraz lub za godzinę, za dzień, czy za rok, jedno jest pewne, że w każdej minucie zbliżamy się do momentu, kiedy otrzymamy okazję, aby udowodnić sobie własne mistrzostwo nad oszustwami życiowymi, problemami zdrowotnymi, straconym zaufaniem i wszystkim tym, co nas kiedyś zabolało i pozbawiło własnej mocy.

Nim czegokolwiek nauczyliśmy się z własnego doświadczenia te małe egzaminy mogły być wręcz niezauważalne, wydawałby się błahe, tak niewidoczne, że nie poświęcaliśmy im uwagi, przemykały jak mgiełka, która się pojawia i znika, która jednocześnie pobudzała do działalnie i jednocześnie zniewalała.

Dopiero jak dostrzeżemy, jakie przesłanie kryło się za wydarzeniami z przeszłości osiągniemy własna mądrość, mądrość pójścia do przodu, mądrość rozwijania własnego życia i uzdrawiania starych wzorców zachowań.

Ale czy tylko, czyż przypadkiem skutkiem ubocznym nie są także ukryte drzemiące talenty, których istnienia się nie widziało się, nie doszukiwało, a może się samemu w samozakłamaniu żyło.

 A może przeczuwaliśmy tą drzemiąca kopalnie talentów, ale do jej pokładów trzeba było się w żmudnym procesie dokopać, aby się z nim świadomie identyfikować i u siebie zaakceptować.

„Pewien człowiek zagadnął kiedyś Boga o niebo i piekło.
– Chodź, pokażę ci piekło – powiedział Bóg i zaprowadził go do sali, w której wielu ludzi siedziało wokół ogromnego kociołka z gulaszem. Wszyscy biesiadnicy wyglądali na wynędzniałych i zrozpaczonych i wydawali się głodni jak wilki. Każdy też trzymał łyżkę, jednak rączka tej łyżki była o wiele dłuższa od ramion biesiadników, toteż żaden z nich nie mógł trafić do swoich ust. Cierpienie wygłodzonych było straszliwe.
– A teraz – odezwał się Bóg po chwili – pokażę ci niebo.
Wkroczyli do drugiej sali, identycznej z pierwszą: był kociołek z gulaszem, byli i biesiadnicy, i te same łyżki z długachnymi rączkami… Lecz tutaj wszyscy byli szczęśliwi i dobrze odżywieni.
– Nie rozumiem – powiedział człowiek. – Skoro obie sale są identyczne, jak to możliwe, że tu każdy tryska radością, gdy tam wszyscy ledwo się trzymają?
– Ach, to proste – odrzekł Bóg, uśmiechając się. -Tutaj nauczyli się karmić nawzajem.” (znalezione w internecie)

Piekłem jest niemoc, niebem jest moc.

 

 

Reklamy

8 thoughts on “Od piekła do nieba bram…, czyli życiowy taniec

  1. Na początku widzę że zmieniłaś „ramówkę” programu :) Karty też już pewnie masz w swojej szkatułce. A propos twojego postu o zmianach, hmm.. tak się złożyło że najpierw poczyniłam wielkie zmiany, a potem dodając twój link do ulubionych weszłam … i …czytam. A jednak synchroniczność, działa :)
    Wkrótce dam znać jak moja mydlana bańka przeszła w inną bańkę a może dwie ? ( moje ja lubi zmiany i nowości jak nie wiem co)
    Postanowiłam zgodnie z jesienną tradycją zrobić żniwa i oddzielić „ziarno” od „plew” wedle mojego odczucia, oczywiście.
    ps. cieszę się że już wróciłaś i masz nowe natchnienie :)

    1. Witaj Agatko, czy zmieniałam ramówkę, tak zmieniłam, ta mi na razie odpowiada, ale jeszcze nie wiem, co dalej z tego wyjdzie. Tak robie coś przed siebie, co mi do głowy wpadnie i zobaczymy, jakie będą dalsze losy moich poczynań ;-) Zmiany są ważne, bo człowiek by utknął w czasami nudnej rzeczywistości, a tak czesto się dzieje. Czy wróciłam, pewnie tak, jednak będą musiała się ograniczać w przesiadywanie przed komputerem?
      Oczywiście nie zrezygnuje z nęcących i pełnych napięcia rozmów, bo dreszczyk przygody zawsze mnie korcił, ale z drugiej strony wiem, że przynajmniej połowę tego czasu muszę spędzić dodatkowo na siłowni. Wprawdzie jest to na razie przymus, ale sprawia mi to tak przy okazji przyjemność, więc nie jest męczące. Muszę styl życia zmienić, a co wyjdzie z tego dalej, czas pokaże :-)
      Właśnie wczoraj obserwowałam twoje jesienne zmiany, nawet chciałam parę zdań skreślić, ale chyba trzeba się tam logować, więc dałam sobie spokój, bo nie miałam za bardzo cierpliwości na rozwiązywanie zagadki. Ale dzisiaj…..coś sie znowu zmieniło…? Pozdrawiam serdecznie :-)

  2. A … ciekawe jak tam trafiłaś ;) wiem statystyki ci podpowiedziały, a ja myślałam żem anonimowa he. Już nie trzeba się logować, jedynie wpisać login mail i ewen. adres strony. I chyba już skończyłam i to jej ostateczny kształt :)

  3. Myślę, że Życie jest jedno objawiające się i przepływające przez nieskończoną liczbę istnień. Odczucie, które odczuwamy jako ludzie, ze nie panujemy nad życiem (którego przejawem wszak jesteśmy) bierze się z nieznjomości praw. Dusza, którą jest każdy nie ocenia, nie sądzi. Nie ma dla niej dobra czy zła. To Miłość. To umysł ocenia, sądzi. Ciało zaś podlega umysłowi. To on stwarza chorobę i on może z niej uleczyć. Myślę, że przyjście tu na Ziemię wiąże się z tym aby odczuć, przeżyć, doświadczyć emocji. Do tego potrzebne jest Zapomnienie. Dlatego coś co jest doskonałe-ciało i umysł, wydają się takimi nie być. To taka boska dychotmia. Dzięki niej można ewoluować, bo wszkak doskonalość nie mogłaby tego dokonać. A więc mamy możliwośc doświadczać. To jest sens życia. Bo w końcu duszy wszystko jest znane. Cały cel to doświadczać. Doświadczać Miłości, którą się w rzeczywistości jest. Ale żeby coś ocenić, trzeba mieć porównanie. Bo jak ocenię że coś jest zimne? Muszę doznać, że coś jest ciepłe. I jeżeli to zimne odczuwam jako niedobre, nazwe je złem. Mój umysł to zrobi. Ale to wszystko jest względne i dusza to wie. Bo w lecie, gdy termometr wskaże 14 stopni, powiem ale zimno. A w zimie-ale ciepło. To zględne, wszystko jest względne. To co dziś nazwę złem, jutro nazwę dobrem. W zależności od okoliczności. Od perspektywy czasowej.
    Wiesz Doroto, tematycznie coś podobnego kiedyś poruszłam u siebie. Ale warto było sobie przypomnieć:D Kocham synchroniczność.
    Ciekawiłoby mnie Twoje zdanie. Jak znajdziesz chwilę to przeczytaj u mnie posty pod datami: 12, 14 i 15 marca 2007. Za komentarz będę wdzięczna. Pozdrawiam ciepło:)))

    1. Myślę, że Życie jest jedno objawiające się i przepływające przez nieskończoną liczbę istnień. Odczucie, które odczuwamy, jako ludzie, ze nie panujemy nad życiem, (którego przejawem wszak jesteśmy) bierze się z nieznajomości praw.

      A ja myślę, że odczucie, że nie panujemy nad naszym życiem ma takie samo prawo bytu jak i odczucie, że panujemy nad naszym życiem. Podejrzewałabym, że stosunek jednego do drugiego zawiera się w granicach 1:1 . Czy w sytuacjach słabości pomoże ci znajomość praw, podejrzewam, że nie bardzo tym bardziej, jeżeli trafisz na sytuację, z która nigdy nie byłaś konfrontowana i nie wiesz, co ci dolega….? A jak nie wiesz, co ci dolega to i pewna znajomość praw, a które posiadasz ci nie pomoże, bo i tak nie wiesz, które zastosować, choćbyś nie wiem, jaką wiedzę praw posiadała. Czas pozwala na zaznajomienie się z sytuacja i na zastosowanie pewnych praw.

      Dusza, którą jest każdy nie ocenia, nie sądzi. Nie ma dla niej dobra czy zła. To Miłość. To umysł ocenia, sądzi. Ciało zaś podlega umysłowi. To on stwarza chorobę i on może z niej uleczyć.

      Być może, że tak jest, nie wiem??? Ale skąd ten pomysł, że umysł jest wyższością nad ciałem, dlaczego nie należy się obu równoległe stanowisko. Skąd pochodzi wiedza, że to umysł ma większą władzę nad ciałem …?A może to ciało ma większą władzę nad umysłem. Jedno jest pewno tak jak ciało ludzkie nie jest w stanie egzystować bez umysłu, tak i umysł byłby niczym bez ciała.

      Jest taka piosenka, która mi się w związku z tematem skojarzyła

  4. Mam wrażenie, że sprzeczasz się z sama sobą. Czy gdzieś napisałam, że jestem ponad ludźmi, ze znam wszelkie prawa? Że są mi nieznane uczucia pogubienia, poczucia że życie mnie przerasta? Nawet znajomość jakiegoś praw nie zawsze idzie w parze z umiejętnością go zastosowania. Ale jednak przyznasz, ze gdy popatrzy się globalnie na ludzi to ma się wrażenie że podstawową grą jaką prowadzą jako narody jest „kto ma większy młot, ten wygrywa”. I zgadzam się, że mamy prawa do wszelkich swoich uczuć. JAK I DO WYBORU tych uczuć. Jak i do czasu aby móc zorientować się co też chcemy wybrać (czytaj zaznajomić się dogłębnie z prawami i nauczyć się je stosować)
    NIE NAPISAŁAM, ŻE CIAŁO JEST NIŻEJ OD UMYSŁU. Ale najczęściej to ten ostatni kieruje, choć fakt, zdarza się, że ciało kieruje umysłem. Ciało, umysł i dusza są tak samo ważne. Ale to dusza decyduje o momencie śmierci. Napisałaś:
    „Jedno jest pewno tak jak ciało ludzkie nie jest w stanie egzystować bez umysłu, tak i umysł byłby niczym bez ciała. ”
    Czy bez ciała może działać umysł? Przekonałam się w swym życiu, że tak. Ty widać masz inne doświadczenia, które pozwalają ci głosić taką prawdę. Ale to nie oznacza, że ciało jest mniej ważne. To trochę tak jakbym napisała, że małe dziecko podlega matce. Ale to nie oznacza, że powiedzmy ona jest ważniejsza.
    Myślę, że posługiwanie się słowami czasem stwarza większe nieporozumienie niż porozumienie. Czasem milczenie zdaje mi się lepsze i porozumienie na poziomie dusz.:) Choć są tacy co przeżywają całe życie na poziomie li tylko ciała, albo ciała i umysłu i nigdy nie komunikuj się z własną duszą. Takich zaś co to robią wyśmiewają i nazywają ezoterykami.:)
    Szkoda, że nie przeczytałaś postu Palec Boży, tam na końcu jest jedno z praw, które przedstawia mi własne dziecko. Często o nim w ogólnym ferworze zapominam. Zaś wychodzi z niego, że jest tak naprawdę JEDNO ŻYCIE i JEDNA DUSZA. Uczą tego wszyscy Mistrzowie, oni nie tylko znają to prawo, ale też je na co dzień stosują. Mój ukłon w ich stronę. …
    Jest uśmiech i radość i poczucie, że panuje się nad własnym życiem, gdy znajomość praw życia i umiejętność ich zastosowania są razem.
    PS. Skojarzenie z piękną piosenką Grechuty świetne. Jak widać śpiewanie o prawach Życia i ich znajomość nie daje do końca gwarancji, że się według tych praw przeżyje zawsze tak własne życie
    PS. Napisałaś: „Zastanawiające, że za każdy razem, ja doznałam coś dobrego, co mnie zafascynowało swoim urokiem i na chwile zapomniałam zwykłą szarą codzienność, to pojawiło się coś, ktoś lub ja sama jakby niechcący zniszczyłam sobie dorobek tego dobrego, co się przytrafiło lub co sobie wypracowałam.”
    Wygląda to na pewien znany mi program autodestrukcji. Jest to stare, gdzieś z dzieciństwa. Coś na zasadzie; jak się polepszy to się popieprzy. Spróbuj Doroto się temu bliżej przyjrzeć. Umysł w to wpędza, ale i on może z tego wyciągnąć. Oczywiście jeśli chcesz. Piszę o tym na końcu, choć była to pierwsza rzecz jaka niejako uderzyła mnie przy czytaniu postu. Widzę tez to u siebie, jakbym miała zamontowany program do niszczenia radości życia. Pozdrawiam i milknę…:))

    1. Mam wrażenie, że sprzeczasz się z sama sobą.

      Być może, ponieważ nic w życiu nie jest wartością stałą, tak i moje zdanie się zmienia.

      Czy gdzieś napisałam, że jestem ponad ludźmi, ze znam wszelkie prawa? Że są mi nieznane uczucia pogubienia, poczucia że życie mnie przerasta

      A czy ja ci to ad persona zarzuciłam, skomentowałam merytorycznie twoje jedno zdanie i wyraziłam moje własne do tego właśnie zdania. Co nie znaczy, że jestem przeciwniczka znajomości pewnych praw, ale staram się dojrzeć pewne słabości w funkcjonalności pewnych lub mniej pewnych praw, w zależności od sytuacji. Wiedza jest ważnym elementem naszego bytu, ale nidy nie będzie nam gwarantowała doskonałego bytu, może nam po części poprawić jakość naszego życia szczególnie w sytuacjach, nad którymi panujemy….., choć trochę. Troche inaczej jest za to z własnym doświadczeniem, ale na ten temat mozna by rozprawę napisać.

      NIE NAPISAŁAM, ŻE CIAŁO JEST NIŻEJ OD UMYSŁU.

      Napisałaś, że ciało podlega umysłowi, jeżeli zaczynamy zwracać uwagę na drobnostki, być może ty to zdanie rozumiesz inaczej, ale ja właśnie tak odebrałam.

      Ale najczęściej to ten ostatni kieruje, choć fakt, zdarza się, że ciało kieruje umysłem. Ciało, umysł i dusza są tak samo ważne. Ale to dusza decyduje o momencie śmierci.

      Nie wiem czy tak jest na pewno, ale jeżeli ty tak uważasz, to oczywiście masz prawo reprezentować twoje własne zdanie.

      Napisałaś:
      “Jedno jest pewno tak jak ciało ludzkie nie jest w stanie egzystować bez umysłu, tak i umysł byłby niczym bez ciała. ”
      Czy bez ciała może działać umysł? Przekonałam się w swym życiu, że tak. Ty widać masz inne doświadczenia, które pozwalają ci głosić taką prawdę.

      Mirabelko, czy moje spostrzeżenia pozwalają mi na głoszenie prawdy…. Ech prawda była, jest i bedzie pojęciem relatywnym, co dla mnie jest prawda, nie musi być dla ciebie prawdą. Jeżeli weźmiemy pod uwagę ta moja własną prawdę, to, aby ją głosić musiałabym ją obejść dodatkowo z wielu różnych stron i z wielu różnych punktów potraktować, i na jeszcze mniejsze części pierwsze rozłożyć(ale na razie mi się nie chce) i uwierz mi nadal miałabym problem z wyjściem na ambonę, aby moją prawdę ogłosić. A tak na poważnie Mirabelko nie głoszę tutaj żadnej prawdy, ani mojej, ani twojej jak i nie prowadzę tutaj kącika nawracającego na drogę prawdy.
      Oczywiście nie musisz się ze mną zgadzać, bo gdybyś się ze mną zgadzała byłoby nudo, ale tak przy okazji może dojdziemy do jakiś konstruktywnych wniosków.

      Szkoda, że nie przeczytałaś postu Palec Boży, tam na końcu jest jedno z praw, które przedstawia mi własne dziecko.

      Mylisz się Mirabelko przeczytałam, choć wprawdzie synchroniczność jest nie do przeoczenia, jak myślisz, dlaczego nie zostawiłam tam komentarza…?

      Zaś wychodzi z niego, że jest tak naprawdę JEDNO ŻYCIE i JEDNA DUSZA. Uczą tego wszyscy Mistrzowie, oni nie tylko znają to prawo, ale też je, na co dzień stosują. Mój ukłon w ich stronę. …

      To zdanie pozostawię bez komentarza.

      PS. Napisałaś: “Zastanawiające, że za każdy razem, ja doznałam coś dobrego, co mnie zafascynowało swoim urokiem i na chwile zapomniałam zwykłą szarą codzienność, to pojawiło się coś, ktoś lub ja sama jakby niechcący zniszczyłam sobie dorobek tego dobrego, co się przytrafiło lub co sobie wypracowałam.”
      Wygląda to na pewien znany mi program autodestrukcji.

      Jeżli już….. to odwoływałabym się do programów destrukcyjnych i autodestrukcyjnych, a te należą do jak najbardziej normalnego toku życia, który jest zgodny z prawami natury, i których niestety nikt z nas nie jest pozbawiony, jak i nikt z nas nie będzie o minutę, godzinę, dzień, młodszy, tyko starszy, taka jest już nasza przypadłość ludzka. Moje zdanie uzupełnione o ważną w tym wpisie metaforę można jeszcze na wiele innych sposobów zinterpretować, jak z kartami, każdy może widzieć cos innego, coś, co dla niego jest w danym momencie ważne. Jak i można wyrwać sobie zdanie i je tak zinterpretować , jak ty to zrobiłaś. Ile zainteresowanych , tyle interpretacji i wszystkie będa właściwe, tylko dla kogo?
      Pisząc je miałam raczej na myśli zmienności życia w zachowaniu pewnej równowagi, ale być może masz rację słowo „zniszczyłam” może cos w tym stylu sugerować, choć nie jest nieadekwatne do tamtejszych przemyśleń. Gra słów nie zawsze jest łatwą grą.

      Jest to stare, gdzieś z dzieciństwa. Coś na zasadzie; jak się polepszy to się popieprzy. Spróbuj Doroto się temu bliżej przyjrzeć. Umysł w to wpędza, ale i on może z tego wyciągnąć. Oczywiście jeśli chcesz.

      Oczywiście, jeżeli chcę…, tylko nigdzie w notatce nie ma mojej prośby o pomoc, a wiec nie chcę. Amen.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s