ezoteryka · Rozwój osobisty · Sugestia · uzależnienie

Duchowy biznes…cz.1

major_fragezeichenGabriela wystraszona i pełna lęku zwróciła się z prośbą: muszę się koniecznie z tobą spotkać – szlochała wręcz – to bardzo ważne.

A co się stało …? – pytam.

Mama parę listów, które otrzymałam i chciałabym abyś bardziej fachowym okiem spojrzała i mi powiedziała, co o tym sądzisz?

Niechętnie szperam w cudzych listach…! – stwierdzam nieco oburzona.

Wiem, ale tu nie chodzi o moje osobiste listy, bo i chyba nie są one osobiste, ale o te, które otrzymałam, a sama nie bardzo mogę sobie z tym poradzić. Z własnej głupoty wysłałam wycinki do gazet ezoterycznych, bo oferowali bezpłatne porady ezoteryczne – zdradza mi cichym prawie szlochającym głosem.

Co zrobiłaś ….? Zdajesz sobie chyba sprawę z tego, że te elaboraty, co ci przysłali, to tylko i wyłącznie wydruki z komputera, nie ma w tym ani trochę osobistej energii, nie wspominając już  o jakości tych wydruków. Depresji się można nabawić, wyrzuć to do kosza i nie zaprzątaj sobie głowy – prawię jej tak na szybko morały.

Nie bardzo rozumiem – opowiadała mi w swoje naiwności, ale moja mowa  nie docierała. Nadal chciała się koniecznie spotkać, aby  wszystko pokazać. Sprawa nie dała na siebie długo czekać, parę dni później podała mi do przeczytania masę wydruków komputerowych, opatrzonych skrzętnie fachową mową metafizycznych doradców życiowych, stwarzająca już w takim wydaniu wrażenie, że co by nie zrobiła, to za każdym razem coś jest z nią nie tak, jak być powinno. Strach i lęk można było odczytać z jej twarzy.

Czy ty wierzysz w te bzdury, co ci tutaj przysłali, przecież to  tylko i wyłącznie elektronika, która losowo właśnie dla ciebie została wybrana. Właśnie taki, a nie inny zestaw słów! Nie pozostało mi nic innego, jak zacząć tłumaczyć tekst z niemieckiego na niemiecki. Robiąc mój własny wykład nadal nie docierało do Gabrieli, że to nic innego jak nieco bardziej fachowo rozbudowane gazetowe bzdety, które mogą stanowić doskonałą zabawę i rozrywkę, ale to jest wszystko, nic więcej i  nie jest to z pewnością powodem do robienie sobie jeszcze więcej wyrzutów.

I już wszystko prawie wydawało się wyjaśnione, gdyby nie to małe gdyby. Gabriela w ciszy swojej spowiedzi wydukała, że te pozornie bezpłatne porady, okazały się prenumeratą na comiesięczne doradztwo życiowe, stąd aż tyle tych wydruków. Ha…, więcej głupoty na raz jeszcze nigdy nie widziałam – pomyślałam sobie, dlaczego wcześniej nie pytała?. Moja mowa okazała się jałowa, niepokój już zagościł u niej na dobre.

Abonament na doradztwo duchowo – życiowe…? Przecież ten masz za darmo w kościele i nie korzystasz – pytałam. Zdruzgotana naiwnością Gabrieli zaczęłyśmy szukać możliwości uwolnienia się od takich abonamentów, co na szczęście w tym wypadku nie było trudne. Gabriela wszystkie kopie dokumentów posiadała, i we własnym chosie życiowym, chociaż na tyle „rozsądna” była, że przez „przypadek” zapominała złożyć swój podpis na abonamencie, po czym bombardowano ją pocztą w celu zawarcia finalnej umowy.  Uff odetchnęłyśmy w końcu z ulgą, oficjalnie sprawa była już praktycznie załatwiona. Tylko nieoficjalnie sytuacja nie dawała jej jednak nadal spokoju.

Jak by nie było dosyć, parę dni późnij Gabriela wpadała na pomysł wybrania się na targi ezoteryczne, nie miałam nic  przeciwko, bo moje ostatnie odwiedziny na takich imprezach odbyły się już dobre parę lat wcześniej.

Skrzętnie przygotowałam wyjazd, tym razem do innego miasta, aby się nie nudzić, Frankfurt zaplanowałam(sytuacja prawdziwa, aczkolwiek już wiekowa)

Targi ezoteryczne, jak to na takich targach bywa. Wiele stoisk, kolorowe, mniej kolorowe, sprzedawcy prezentujący swoje czarodziejskie i magiczne przedmioty, cudownie działające środki o naturalnym i leczniczym charakterze, spory wybór książek i kart, i to jest zazwyczaj miejsce, w którym ja się najdłużej zatrzymuję, nie wspominając o sprzedawcach usług ezoterycznych, czasami wybieram się do jakiejś wróżki, ale częściej z czystej ciekawości, jaka techniką się posługują, niż jestem rzeczywiście zainteresowana wiedzą na temat mojej przyszłości.  Wszystko zadziała pod jednym warunkiem, że uwierzymy w moc i siłę tego, co kupujemy lub czym się posługujemy. W usługach ezoterycznych nie ma nic złego, są takimi samymi usługami jak każde inne, biznes jest biznesem. A ten ma jak zwykle swoich zwolenników i przeciwników, o ile sprzedający sprzedają narzędzia, które jeszcze może praktycznie przetestować, a te nie są tylko i wyłącznie niezniewalającymi i uzależniającymi frazesami.

Właśnie tego dnia Gabriela, pod wpływem jej elektronicznych wydruków, od których nie udało mi się jej odwieść, skoncentrowała się na temacie karmy. Moje próby wytłumaczenia jej, o co w tym temacie chodzi, nie bardzo docierały do niej, nie byłam w tym wypadku dla niej dobrą wróżką, nie byłam wiarygodna, ale jak tu być wiarygodną, skoro do mnie nigdy ten temat nie przemawiał. Temat karmy kojarzył mi się już wcześniej z odpokutowaniem za grzechy wieczności. Wiecznym wyzwalaniem, poczuciem winy i męczeństwa tylko…, z czego?

Gabriela namówiła mnie  na wykład o wyzwalaniu się z karmy – do dzisiaj nie wiem jak jej się udało, na takich targach, to zazwyczaj ja ton nadaję. Już samo słowo „wyzwalanie” kojarzy mi się bardzo negatywnie, a bezpodstawne poczucie winy jeszcze nigdy do niczego dobrego nie doprowadziło, co najwyżej do systematycznego upadku i uzależnienia, a nie wzrostu.

Niektórzy w tej branży jakby docelowo korzystali z wmawiania ludziom własnej słabości, zamiast pokazywać potencjał, który się posiada, aby ten budować i rozwijać.

Nie bardzo przekonana poszłam na ten wykład. Do sali weszła Karmiczna Dama (tak ją nazwijmy) w kremowo – białej sukni, jakoś skojarzyła się z zakonnicą bez okrycia głowy, ale za to brakowało jej aureoli świętości nad głową, czyżby zapomniała wziąć ze sobą. Dwie damy do towarzystwa sprawiały wrażenie, że jest bardzo ważną osobą i otaczały ją swoim anielskim wyglądem, bo jak wyczytałam, przyjechała specjalnie dla nas z odległej Szwajcarii. O święta naiwności pomyślałam sobie, gdzie ja to wylądowałam, ale z jednej strony sama byłam ciekawa, cóż nam ta niemalże święta osoba chcę przekazać, z drugiej strony Gabriela, której nie chciałam zostawić w tym, co najmniej dziwnym miejscu. Karmiczna Dama prowadząca wykład na początku wykładu nakreśliła jasne zasady. Ona mówi, a my słuchamy – zaczęłam się dusić. Spytałam od razu na początku bardzo cichym głosem, czy będzie można zadawać pytania. Oschłym tonem usłyszałam, że owszem, ale dopiero jak ona zakończy swój wykład. Nie bardzo mi taka sytuacja pasowała, bo stawiam pytania na gorąco podczas wykładu, ale na początku nie pozostało mi jednak nic innego jak się tylko podporządkować.

Pani zaczęła mówić, o wielu i różnych rzeczach, przyglądam się mojej znajomej i widzę, jak jej krew już prawie do głowy uderza, bo nadal ją komputerowe wydruki męczą(czyżby znalazła  jakieś prawdziwe ukryte dla siebie informacje, może to ten przypadek, który nie jest przypadkiem sprawił, że dotarły do niej wiadomości, których rzeczywiście się bała i z którymi nie chciała być konfrontowana), a Karmiczna  Dama podsyca jeszcze bardziej  swoimi bzdetami atmosferę, słyszę jak pan siedzący obok mnie wzdycha, sama się duszę i z ledwością powstrzymuje się od milczenia. Inni uczestnicy siedzą spokojnie na swoich krzesłach, z akceptacją przyjmują słowo mówione. Nikt zupełnie nie reaguje, cisza zapanowała.

Nie wytrzymałam stawiam pytanie,   Karmiczna Dama oburzona moją zuchwałością i brakiem posłuszeństwa próbuje mi się przeciwstawiać, tłumacząc, że pytania można dopiero na końcu zadawać.  Ja na to, że nie rozumiem, dlaczego nie chce teraz tak na gorąco  odpowiedzieć. Grupa była jednak zbyt duża, więc  Karmiczna Dama odpowiedziała z widoczną niechęcią na pytanie, ale to nie był koniec tematu, z pytania zrodziło się kolejne pytanie. Dyskusja się ożywia, Gabriela szturcha mnie w bok, abym się powstrzymała, a ja nie mogę powstrzymać, wręcz przeciwnie prowokuje mnie  bardziej.  Karmiczna  Dama w pewnym momencie wygrała, próbuje ze spokojem kontynuować swój wykład o wyzwalaniu się z karmy, po czym stawiam kulminacyjne pytanie:  czy takie wieczne na siłę wyzwalanie się z karmy nie jest przypadkiem wręcz szkodliwe, przecież wieczne męczeństwo, wyrzuty sumienia i bezpodstawne poczucie winy  są wręcz zgubne, czyż nie jest przypadkiem tak, że z przyczyny rodzą się skutki, a te automatycznie, są przyczyną do kolejnych w nieskończoność ciągnących się wydarzeń. Pan siedzący obok, zmotywowany moją aktywnością, nagle się odzywa, czuje się zdecydowanie lepiej, bo jakby wsparcie spadło mi z nieba, nie czuje się już taka osamotniona, tym bardziej, że z wypowiedzi pana wynika, że jest w temacie rozeznany. Sam nie mógł sie powstrzymać.  Karmiczna Dama zaczęła tracić panowanie, przyglądam się Gabrieli, uśmiech czaruje się na jej ustach. Czuje, że jest szczęśliwa, ale nie bardzo wiem jak mam reagować, mam się śmiać, czy mam się denerwować no i oczywiście, na kogo na siebie, Gabrielę czy  Karmiczną Damę.

W końcu Karmiczna Dama ponosi straty na wymalowanym przez siebie polu bitwy w walce o istoty nadające się do „Karmicznego Pałacu”  i ogłasza koniec wykładu, zdziwiona spoglądam na zegarek, właściwie organizatorzy zaplanowali dłuższy czas na wykład. Karmiczna Dama obrażona wstaje i ogłasza wyrok: ta grupa jest denna, w niej nie ma nikogo, kogo ona by z przyjemnością przyjęła do swojej wspólnoty. Oddycham w końcu z ulgą.

O jednej rzeczy zapomniała, zapomniała spytać, czy ktoś jest  zainteresowany wstępowaniem do wspólnoty. Takie osoby w swojej urojonej świętości zapominają, że każdy z nas ma prawo decydować za siebie z prawa wolnego wyboru do własnych decyzji. Jakże sugestywne wmawianie własnej ułomności, praca lękiem i strachem może mieć destruktywny wpływ na człowieka.

Zawsze mi się wydało, że w duchowym biznesie i to bez względu jakim: religii, ezoteryce, czy psychologii  ważniejsze od walki i wyzwalania jest tworzenie, budowanie i rozwijanie.

 

Czytaj również:  Duchowy biznes…cz.2

Reklamy

9 thoughts on “Duchowy biznes…cz.1

  1. Ciekawe czy Karmiczna Dama (super określenie :) ) należała do tych, którzy są głęboko przekonani o swoim posłannictwie, czy też w wyrafinowany, aczkolwiek chyba w nieco nieudolny sposób starała się zarabiać poprzez tak zwane duchowe nauczanie? Bardziej niebezpieczni bywają chyba nawiedzeńcy, ale jak nawiedzeniec uwierzy, że Bóg obdarowuje go dobrobytem za pozyskiwanie nowego narybku do wspólnoty to mamy do czynienia z nawiedzeniem++ :)

    1. Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, ponieważ nasza rozmowa w grupie trwała niecała godzinę, a było chyba pełne 60 min zaplanowane, a był to czas emocji i zdenerwowania. Ale moja tendencja raczej wskazywałaby na nieudolne zarabianie, przez duchowe nauczanie, gdyby była głęboko przekonana o tym, co robi, tym bardziej, że na takie targi mają tylko ci wstęp, którzy mają zarejestrowana działalność, potrafiła by w sensie duchowości, psychologii, lub w realistycznie odpowiedzieć na moje pytania. Moja wiara jest wprawdzie wielka, jak doświadczę cudu, jaki on by nie był, ale w praktycznym wydaniu, gdyż wiem, że mi pomogło, i nie musi nawet działać natychmiast, tego dobrobytu mogę nawet po czasie doznać :-), ale lubię , jak praktycznie zadziała.
      Posiadanie działalności i prezentowanie jej na targach ezoterycznych jeszcze z nikogo nie robi dobrego biznesmena, tym bardziej duchowego. Aby sprzedać produkt, musi sprzedawca być wiarygodny i przekonany o wspaniałości tego, co sprzedaje, tym bardziej w dziedzinie duchowości, która jest bardzo wrażliwą dziedziną, ale w niej również aż się roi od nawiedzeńców, a tych strach się bać ;-) Tylko jak odróżnić nawiedzeńca , od nieudanego zarabiania przez duchowe naucznie…?
      Czyżby na wyczucie… :-)

  2. O tą prawdę uświadamia sobie coraz więcej ludzi. Ezo sfera, to budowanie kasy i ego, a nie uwalnianie kogokolwiek, od czegokolwiek z wyjątkiem pozbawiania rozumu i kasy. Osobiście nie miałam „przyjemności” spotkania się z kimś aż tak arogancko chamskim. Na targach ezo byłam, może z 10 lat temu, wyłącznie z ciekawości jak na początku życia z tego samego powodu poszłam szukać boga w pobliskim kościele. Od tamtego czasu nie uczestniczyłam w żadnych warsztatach, wykładach, szkoleniach , a święta przybytki zwiedzam i delektuję się zapachem kadzideł.
    O ile dobrze pamiętam to i te 10 lat temu, przeważnie byłam traktowana jak „obiekt” do wyssania, ale nie przez każdego, bywały tam i osoby wyjątkowe ;)
    Cóż, samo życie, ludzie pobierają energię, wymieniają ją, mieszają itd.. Prawda stara jak ten świat. Mistyka włączając w to kościoły, to biznes, który wdziera się już nawet na daleki mistyczny wschód, przez stulecia uważany za oazę na pustyni.
    Każdy rodzaj fałszywego duchowego uzdrawiania polega na wzbudzaniu w „pacjencie” poczucia niepewności, strachu i utratą kontroli nad niewidzialnymi siłami. Po to żeby cię przeprowadzić przez te mroczne krainy istnieją właśnie „dojrzalsi” – duchowi prorocy, guru, kapłani i wróżki.
    Na tym polega całe show.
    Ale zdarzają się sytuacje wyjątkowe i osoby, perełki, kilka z nich spotkałam, w tym biskup jakiegoś żeńskiego kościoła w Stanach i katolickiego księdza – anioła, i wróżkę :) Wystarczy mi żeby kontynuować drogę …

    1. Byłam już parę razy na targach ezoterycznych, w sumie chyba ze cztery razy, ale moje ostatnie, były takim punktem kulminacyjnym, który okazał się tak nudny, że postanowiłam więcej nie jechać. Brałam udział w różnych wykładach, niestety na ostatnim, chyba jakiegoś uzdrowiciela, który za uzdrawianie na targach nie pobierał żadnych pieniędzy, mało nie usnęłam, a więc sprawa mówi sama za siebie. Pierwszy raz był bardzo ciekawy, dwa środkowe o charakterze przygodowo –pobudzającym, a ostatni nudny. I szczerze mówiąc chciałabym powiedzieć, że ludzie poszli po rozum do głowy, tym bardziej, że to jest tylko jeden przykład, ale wiele innych tego typu sytuacji kończy się inaczej. Pani, o której pisałam, tego dnia przeprowadziła chyba 5 takich samych wykładów, nie wiem jak inne się zakończyły, także szukała zdecydowanie ludzi, na których mogłaby kasę zarabiać, jak i ludzi od siebie uzależniać , bo jest dokładnie jak piszesz:

      Każdy rodzaj fałszywego duchowego uzdrawiania polega na wzbudzaniu w “pacjencie” poczucia niepewności, strachu i utratą kontroli nad niewidzialnymi siłami. Po to żeby cię przeprowadzić przez te mroczne krainy istnieją właśnie “dojrzalsi” – duchowi prorocy, guru, kapłani i wróżki.
      Na tym polega całe show.

      Choć to show i te skarajności w pewnych granicach zależą nie tylko od proroków, guru, kapłanów, czy wróżek, ale chyba trochę od potrzeb, przekonań i oczekiwań własnych ludzi.

      Pewien pan w niezamierzony sposób znalazł w rozmowie o wrózbirstwie, w której uczestniczyłam, a jest jego zdecydowanym przeciwnikiem, ponieważ przekonywał mnie o szkodliwości moich kart, które nieco w niełaskę popadły, dałam mu do potrzymania moje karty. Tak się wystraszył, że chyba miał wrażenie, że diabła zobaczył. Ja do niego, no weź do ręki, to tylko kawałek papieru, a on od razu, daj spokój, do czego ty mnie chcesz przekonać, to przecież zabronione zło. Ja na to, no, jakie zło i kto mi to może zabronić, to tylko przecież parę kolorowych kartoników, z który można wspaniałe bajki opowiadać. Rozmowę trzeba było zakończyć, bo nie wiadomo jak by się skończyła :-)

      Także skrajności są widoczne po obu stronach, a ja osobiście życzyłaby sobie zdecydowanie luźniejsze podejście do tematu zarówno od strony różnych doradców o charakterze duchowo, religijno , psychologicznym , jak i biorców tego typu usług , przy jednoczesnym przejęciu własnej odpowiedzialności , za potrzebę szperania w takich pokładach ;-)

  3. Z życia bloga na gorąco i w temacie. W internecie są identyczne, czyli wirtualne targi ezoteryczne.
    Życie to skrajności i wzajemnie się przenikające sprzeczności. Bywa że powodują wojny, a bywa że się uzupełniają i budują coś nowego. Dam ci przykład duchowego „guru” , choćby taki blog jak Antylicho, napisałam dwa komentarze, takie bez robienia w okół siebie duchowej otoczki, normalnie po ludzku, że w psie coś mi nie pasuje, bo temat był o zwierzakach, a mi fakt trafił mi się taki rasowy pies „osiołek” ( zdarza się), ale o wspaniałym kocie, że super, ani mru mru.
    Napomknęłam o domu, że stoi na skrzyżowaniu cieków, bo stoi. Chyba trafiłam pod odpowiedni adres. Pan Mazur zajmuje się przecież i ponoć tematem feng shu, miałam na uwadze otrzymanie podpowiedzi odnośnie aranżacji, a przeczytałam jaka jestem niestabilna emocjonalnie i dostałam po głowie niekompetencją, ale najlepsze że zamiast propozycji zbadania domu pod względem feng shu, ( ot fachowiec) przeczytałam że łatwiej mi będzie jak go pokocham i psa i siebie he he dobre sobie … czy na tym polega aranżacja feng shu pana Mazura, za takie pierdoły bierze się pieniądze, czy to tylko tak dla mnie za darmo, na odczepnego ? Antylicho z kimś mnie pomyliło, czy jak ? Czy pisałam że jestem „guru” wróżby, astrologii i lekarzem ? ;) I co ma piernik do wiatraka ? Jak ktoś jest guru feng shu , to niech się trzyma kompetencji i odpowie na moje pytania odnośnie położenia domu, bo o to pytam.
    Jak chodzi o pieniądze, rozumiem, nic za darmo, to niech wyśle mi na mail, ile za to chce ? Logiczne
    Nie wspomnę, że połowa mojego komentarza została wykasowana, poszczególne słowa wyrywane z kontekstu, a może i coś dopisane ? itd. itd.
    Najlepsze jest, że owa grupka ludzi tworząca witrynę, pyta na stronie, czy jest sektą ? I sami sobie pewnie guzik wciskają że nie są he he .

    I tak to właśnie jest z tymi co im kasa wyższe cele przesłoniła, „arystokratami ducha” ;)
    Ja tu ze szczerym sercem, a oni na mnie z widelcem.
    ps. a propos Antylicha, możliwość komentowania jest na zasadzie „dopasowalności” do własnej użytecznej filozofii, jak coś „zgrzyta”, kasują jednym słowem, wypraszają, czyli to co pasuje, czyli jedna i ta sama zasada., jak w przypadku twojej karmicznej damy :)
    Podaje link http://www.antylicho.pl/kreacja-zycia.html#comments

    1. Może warto by było sprawę nie przenosić na inne strony, tym bardziej że jest aktualna i jej upubliczniać, tylko z zainteresowanymi omówić i ewentualnie po prywatnej stronie wyjaśnić. Nie oczekujesz chyba ode mnie, że zajmę stanowisko w takiej sprawie publicznie, tym bardziej, że nie wiem dokładnie, o co chodzi. Przecież znasz moje podejście do takich sytuacji, ja przywykłam moje sprawy osobiście regulować, jeżeli się da i nawet wtedy, jeżeli szaleństwa dostaję, a jeżeli nie jest to możliwe to trudno, muszę to konsekwentnie zaakceptować.

  4. Nie, oczywiście że nie oczekuję tego od ciebie. Dzięki za opublikowanie, nie mam niestety takich możliwości, jak pisałam komentarze są otwierane i zamykane. Mamy siebie nawzajem w linkach, a i twój temat jest właśnie taki, wydaje mi się że nie nadpisałam nic ponad zgodność z tematem ? Wyraziłam jedynie swoją opinię, o skojarzeniu tematu z tym z najbliższego podwórka :)
    Pozdrawiam

  5. Byłam raz na targach ezoterycznych ale rozczarowały mnie. Wykład jednego pana, który jest guru astrologii i jest przekonany o istnieniu rady 300 i wielkim światowym spisku, pachniało klasyczną teorią spiskową, poza tym pan był bardzo napuszony i nieprzyjemny i bardzo się złościł na spóźnialskich, łącznie z głośnym wypraszaniem z sali.Ogólnie marzyłam, żeby się stamtąd jak najszybciej wydostać i walczyłam z chęcią wybuchnięcia śmiechem przy co bardziej zamaszystych teoriach wygłaszanych groźnym tonem, w którym szabelką pobrzękiwała retoryka ;) Stoiska jakoś mnie nie wciągnęły- zatrzymałam się na dłużej przy kamuszkach (nabywszy kwarc) i runach (wchodząc w posiadanie kenaz i dagaz :)), boksy z wróżkami zaś odstraszały mnie. Reasumując, odrobinę biznes ezoteryczny dofinansowałam, ale resztę potraktowałam jako stratę czasu. W internecie jest znacznie więcej materiałów w tej chwili wartych przejrzenia, jeśli chce się czegoś dowiedzieć :)
    Zgadzam się z Tobą Dorotko, że to gałąź biznesu jak każda inna, choć czasami przykre jest, kiedy żeruje na ludziach zagubionych i lękliwych. Można by powiedzieć, ludzie szukają różnych dróg, więc ci, co potrzebują mistrza, który im pokaże o jest dobre a co złe, co jest zagrożeniem i jak się przed nim uchronić (najlepiej opłacając samą osobę mistrza zsyłającego dobroczynny wpływ), ostatecznie znajdują to, czego szukali i wszyscy są zadowoleni. Z drugiej jednak strony, każda forma pomocy duchowej powinna być obwarowana zasadami, bo o nadużycia, jak wszędzie, nietrudno. Problem w tym, że takich zasad brak.
    Jeden astrolog klienta nastraszy, inny będzie enigmatyczny, jedna wróżka przepowie nieszczęście (lejąc młyn na wodę samospełniającej się przepowiedni), inna zachęci do samorozwoju, twierdząc, że nie istnieje determinizm, są tylko potencjalne możliwości, które można zrealizować. Jeden bioenergoterapeuta naprawdę pomoże, inny wyciągnie kasę. Niełatwo jest trafić pod dobry adres. Łatwo zaś dać się skołować.

    Osobiście daleka jestem od negowania ezoteryki, choć również nie szukam w niej odpowiedzi na swoje pytania, bo odpowiedzi były dla mnie niewystarczające i mgliste. Ale już Szekspir pisał, że wiele jest rzeczy na świecie, o których nie śniło się filozofom, zaś umysł jest potężnym narzędziem poznawczym i twórczym. Świadomość zwłaszcza tego ostatniego faktu, mnie osobiście, dystansuje względem ignorowania pewnych zjawisk tylko z tego powodu, że nie poddają się systematykom naukowym. Nauka w obecnym kształcie to tylko wycinek dziejów i bynajmniej nie odpowiedź wyczerpująca i ostateczna na temat świata.

    Wracając jednak do tematu – ludzie potrafią ze wszystkiego zrobić biznes ;)
    Czy jednak robiąc z „duchowości” biznes jednocześnie nie szufladkuje się i nie ogranicza swojej działalności? W końcu sprzedaż wymaga konkretów i dookreślenia, duchowość się temu zawsze wymyka.

    1. To fakt sprzedaż wymaga konkretów, a duchowość się temu wymyka. Można by powiedzieć, że pojęcie duchowości jest jak dla mnie pojęciem bardzo labilnym niemającym stałego gruntu. Z tym, że oczywiście to nie duchowość jest sprzedawana, a raczej sprzedaje się drogę do tej domniemanej duchowości, cokolwiek można by pod tym pojęciem rozumieć, i oczywiście w zależności, od tego co rozumieją sprzedawcy tej drogi, a co rozumieją kupujący. Dla kupującego ważny jest oczywiście efekt, co chce się osiągnąć, dla sprzedającego wiadomą sprawą, sprzedać produkt. I najpóżniej tutaj można by alarm podnieś, ponieważ podejrzewam każdy inaczej rozumie pojęcie duchowości, trudno jest znaleźć jest się na równoległej między sprzedawcą, a klientem. Ale duchowość nie ogranicza się tylko do ezoteryki, ale do wielu innych dziedzin w życiu, czy to jest rozwój osobisty, coaching, religia, psychologia i wszystkie pochodne tych dziedzin. Gdzieś trzeba w końcu szukać, aby sobie pomóc, ale jeżeli pomaga, to, dlaczego nie korzystać z pasującego dobrobytu ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s