filozofia · Intuicja · myśli · Natura · Psychologia · Rozwój osobisty · Szczęście

Ścieranie się wewnętrznych wartości, czyli pochwała niedoskonałości

Życie kojarzy mi się niekiedy z kostką Rubika. Jest albo bardzo skomplikowane, albo zupełnie proste, a może inaczej pozornie proste, a jednak  tak  bardzo wielowymiarowe. Tak długo jak się nie zna obsługi siebie samego, przynajmniej w zarysie, jest ono bardzo chaotyczne, zawikłane i zupełnie niepoukładane. Natomiast jak się nieco ze sobą samym zapoznamy i coś z własnej osoby zrozumiemy, to może być, co pewien czas  łatwe, ciekawe, zaskakujące, przepełnione dobrą zabawą, no chyba, że trafimy na sytuację, z którymi sobie nie radzimy, bo są nowe i jak grom z jasnego nieba zawitały w naszym życiu, a które nie jest przecież linią prostą.

Pisałam już kiedyś o tym, że są sytuacje, z którymi sobie nie radzimy, przynajmniej w pierwszej chwili konfrontacji, a które są jak fatum gdyż pojawiają się nagle i niespodziewanie, najczęściej w momencie, kiedy nie liczyliśmy się z taką sytuacją. Czy to dobrze, czy źle…? Chyba normalne, bo wynikające z naszej niedoskonałości.

Wiadomą sprawą jest, że każda dziedzina życia systematyzuje swoją wiedzę za pomocą pewnych praw, a znajomość tych praw jest wspaniałą sprawą ułatwiająca nam życie, pod warunkiem, że znajdziemy się w sytuacjach, nad którymi możemy z zamkniętymi oczami zapanować. W sytuacjach dla nas obcych(np. zupełnie nowe wyzwania życiowe), znajomość tychże praw nam nie wiele pomoże, przynajmniej do chwili, kiedy nie zostaliśmy na żywo z  sytuacją skonfrontowani , nie wiemy, jakie prawa wobec siebie lub sytuacji zastosować, choćbyśmy nie wiem, jaką znajomość praw z różnych dziedzin życia posiadali.

Czy niedoskonałość jest podstawą zdrowia psychicznego…?

Owszem, ważyłabym się to zdanie potwierdzić ze zdecydowanym tak, mamy prawo do własnych słabości, są one wręcz czymś bardzo kosztownym, gorzej jest jednak jak sytuacje nad nami zapanują i nie potrafimy wyjść z takich sytuacji, taki złotym środkiem jest doświadczenie, a z doświadczenia rodzi się moc do podjęcia decyzji i działania.

I choć najczęściej szuka się wzoru na doskonałe życie, należałaby sobie zadać pytanie, czy właśnie szukanie tego wzoru na doskonałe życie nadaje jakikolwiek sens…? Sensu można się doszukiwać w samym szukaniu, gdyż potrzeba zmusza nas do rozwiązania, ale krótkotrwała ulga na wskutek doznania stanu doskonałego, nie daje jeszcze gwarancji na równie dalsze doskonałe doznania, a porównywalnie gorsze lub lepsze.

Doskonałość nie zna wad, przerażająca wizja. Perfekcjonizm ograniczający życie, jest raczej hamulcem życiowym.

Niedoskonałość zna wady. A może to niedoskonałość jest tą doskonałością, bo pozwala szukać, walczyć, budować, tworzyć, poddać się przygodom życiowym, jakby były czymś szczególnym i wartościowym.

I co zrobić z tym pakietem wad. Pozostawić tam gdzie są nadając  goryczkowatego i pieprzykowatego posmaku życia, czy jednak dążyć do wszelkiej doskonałość, pozbycia się ich i świadomego przerobienia, o ile taka jest możliwa lub niemożliwa.  Czy może zaakceptować powstające w wyniku tego procesu możliwości jak i niemożliwości? Bo najpóźniej tutaj można się zastanowić nad faktem, czy eliminacja własnych słabości nie zostanie zastąpiona porównywalnie innymi…?

Wchodząc w kontakt  emocjonalny z osobami bez względu na to, z kim, kiedy, w jakim celu,  ten nadaje barwy, smaku, sobie charakterystycznego rodzaju przeżycia, jakie one by nie były. Nawet, jeżeli kontakt z taką osobą się urwie, to emocje  z przeszłości pozostają swego rodzaju zapisem, gdzieś tam w głębi duszy, serca, rozumu,  tak długo jak są nam one ważne, bez względu na to czy doświadczenia były neutralne, szczególnie negatywne , szczególnie przyjemne,  ale zawsze były z pewnością kosztownym wkładem w nasze życie  i to bez względu na to czy  bardziej  wady, czy zalety tego pamiętamy? I czy jesteśmy czerpać z tego naukę, a w szczególności inspirację do tworzenia nowego we własnym życiu?

Pewnie może by na ten temat następną rozprawę napisać. Analitycy, kochają porządek i zaszufladkowanie wszystkiego na swoim miejscu, ale czy taka segregacja ma jakikolwiek sens…?  Choć czasem lubię analizować , to najczęściej  pociągająca jest dla mnie wizja totalnego chaosu, który chętnie w moim życiu pielęgnuje, aby go móc przy nadarzającej się okazji uporządkować. Z tym porządkowaniem powstaje jednak również problem, bo im dłużej się porządkuje, tym więcej niedociągnięć się spotyka.

Pewna dama ostatnio zawracała mi głowę tematem, który z mojego punktu widzenia nie był ważny. Po czym krótko i węzłowato skwitowałam, czy nie widzisz, że ten temat jest mało ważny, więc nie warto sobie głowy tym zaprzątać. Przystanęła popatrzyła na mnie i  dodając: w sumie masz rację, mój perfekcjonizm mnie bardzo męczy. Dwa dni później sytuacja się dokładnie odwróciła. Bieg wydarzeń zmusił mnie do powrotu, do tego samego tematu, więc zaczęłam sytuację analizować z różnych punktów widzenia. Hm…, gdyby nie ta sama osóbka, która podeszła do mnie, przyjrzała mi się i krótko stwierdziła. Czy nie widzisz, że ten temat jest bardzo mało ważny, bo zakończył się dokładnie dwie godziny temu…?  Stanęłam przyglądam się jej, a ona krótko i węzłowato: tego się od ciebie nauczyłam! No brawo – pomyślałam sobie i głośno dodałam.  Oczywiście, że miała rację i mnie strasznie rozbroiła takim szybkim uczeniem się, nie zmienia to faktu jednakże, że tego dnia mogłam tak zupełnie świadomie w praktyce dostrzec jak ważne są emocje, podczas dążenia do rozwiązania zagadki,  stwarzając obraz napięcia w organizmie, których to nie można ot z minuty na minutę u nikogo wyeliminować.

Naturalnie powstaje problem z tego typu analizą, gdyż im bardziej pracuje się nad stworzeniem własnego doskonałego obrazu sytuacji, szukając odpowiedzi na pytania, napotykamy na drodze coraz to nowe drogowskazy, które zazwyczaj kryją za sobą nowe tajemnice, w ten sposób można się bawić w nieskończoność. Wydawałoby się ze rozwiązanie jednej zagadki pozwoli nam na rozsupłanie węzła, tylko najpóźniej tam pojawiają się kolejne, które trzeba rozsupłać.

Im więcej pytań, na które szukamy odpowiedzi, tym jeszcze więcej powstaje dylematów, niewiadomych.  Czy warto szukać odpowiedzi, czy zdecydowanie łatwiej jest żyć w nieświadomości…? Pozornie wydawałby się, że nie ma sensu tego robić, gdyż nie da się zgłębić, wszystkich relacji międzyludzkich, które to kształtują nasze życie. Tyle ile ludzi, tyle różnych zdań, opinii, tyle różnych wizji rzeczywistości, z każdym można długo dyskutować na te tematy i albo się dojść, albo nigdy nie dojść do porozumienia.

Rozwój jest dobrym doradcą, ale złym panem, wyczytałam kiedyś na jakiejś stronie, nie pamiętam jednak, na której i mogę się w 100% procentach podpisać pod tym stwierdzeniem.

Homeostaza życiowa.

Mówi się, że homeostaza w organizmie potrzebna jest do prawidłowego funkcjonowania organizmu, a co się z tym wiąże zdrowia organizmu, należałoby się jednakże zastanowić, czy egzystuje coś takiego jak doskonały stan zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Tym bardziej, że struktura naszego organizmu się praktycznie codziennie zmienia i nie jest wartością stałą, stąd osiągnięcie stanu homeostazy jest w zasadzie tylko częściowo możliwe. Jak i ciekawą sprawą jest na ile homeostaza gwarantuje nam na dłuższą metę postępy w życiu…? Ja mam raczej wątpliwości, jeżeli chodzi o postępy życiowe na wskutek równowagi w organizmie, co nie znaczy, że organizm nie potrzebuje spokoju. Relaks jest przeciwieństwem działania, jak i równowaga jest przeciwieństwem napięć, jakie powstają w życiu, pod warunkiem, że je zaakceptujemy, że są i za wszelka cenę nie będziemy się strać ich pozbyć, zniszczyć lub udawać w imię pozornego spokoju, że ich nie ma.

“Podstawą zdrowia psychicznego jest pewien stopień napięcia – rozdźwięk pomiędzy tym, co już osiągnęliśmy, i tym, co jeszcze musimy osiągnąć, albo tym, kim jesteśmy, a kim być powinniśmy. W kwestii higieny psychicznej za wysoce błędne i niebezpieczne uważam przekonanie, jakoby człowiek potrzebował przede wszystkim równowagi lub, jak to się określa w biologii “homeostazy” rozumianej, jako stan pozbawiony wszelkich napięć. Tym, czego człowiek naprawdę potrzebuje jest raczej wewnętrzna walka, dążenie do osiągnięcia wartościowego dlań celu czy realizacji swobodnie wybranego zadania. Tym, czego potrzebuje, nie jest rozładowanie za wszelką cenę wewnętrznych napięć, lecz wezwanie do wypełnienia potencjalnego sensu. Sens zaś zmienia się nie tylko z dnia na dzień i z godziny na godzinę, lecz także od człowieka do człowieka. Dlatego liczy się przede wszystkim to, co w danym momencie ma znaczenie w życiu konkretnej jednostki. Każdy z nas ma do wykonania wyjątkowe zadanie, nie dostaniemy drugiej szansy, więc jest wyjątkowa okazja, aby je wykonać.”

Ten cytat,  pochodzący  z: Viktor E. Frankl, “Człowiek w poszukiwaniu sensu”, z którym mogłabym się identyfikować zapożyczyłam sobie ze strony Porcelanki.

Życie jest po to, aby z niego korzystać w pełni, na ile się da, na ile posiada się możliwości i chęci do własnego działania, do realizacji własnych zamiarów, talentów. Pozwolić sobie na błędy, porażki własne słabości, przy jednoczesnym korzystaniu z życia, którego, na co dzień trzeba aktywnie posmakować, powąchać, usłyszeć, dostrzec, czuć w pełni swojej niedoskonałości i doskonałości.

Reklamy

14 thoughts on “Ścieranie się wewnętrznych wartości, czyli pochwała niedoskonałości

  1. Czy perfekcja może się znudzić ? Może trzeba coś zepsuć żeby stworzyć lepszą perfekcję, wtedy nawet burzenie jest perfekcyjne. Przecież nie można perfekcji pozbawić perfekcji.
    I tak sobie myślę jeśli coś jest perfekcyjne nigdy nie przestanie, nawet gdy pozornie przestanie wzbudzać uwagę.
    Z drugiej strony, to co w kanonach dzisiejszego pojmowania ideału jest perfekcyjne, za jakiś czas może być nie modną tandetą.
    Wyobrażasz sobie Dorotko, że kiedyś namalowanie pejzażu z jelonkami pod lasem było perfekcją ? Oj, nie jest łatwo takiego jelenia namalować, las i wodę w źródełku. A dziś ? Hmm, okrzyknięto takie malowanie kiczowatym. Natomiast kilka kresek, oplute czymś płótno z przyklejonym na gumę do żucia sznurkiem, perfekcyjnym arcydziełem. To się nazywa głębszą sztuką – ” co artysta miał na myśli”? A nie tam jelenie na rykowisku, wiadomo co robią, a że pięknie oddał artysta muskulaturę zwierzęcia, jego ruch, cień – e taaam nie ważne. Zwyczajnie kicz,” każdy tak potrafi”
    Pozdrowionka :)

    1. Czy perfekcja może się znudzić ? Może trzeba coś zepsuć żeby stworzyć lepszą perfekcję, wtedy nawet burzenie jest perfekcyjne. Przecież nie można perfekcji pozbawić perfekcji.
      I tak sobie myślę jeśli coś jest perfekcyjne nigdy nie przestanie, nawet gdy pozornie przestanie wzbudzać uwagę.

      To, co jest perfekcyjne, czy doskonałe, jest tylko na chwile doskonałe. Te chwile mogą być bardzo ulotne, niezauważalne. Jeżeli taki stan zdecydowanie dłużej trwa, to myślę, że może się znudzić lub inaczej będzie wołał o zachwianie równowagi. Choć osobiście wprawdzie mam sporadycznie ciągotki do wykonywania niektórych zadań perfekcyjnej, to w przewadze zdecydowanie preferuję kreatywny chaos, perfekcja przynajmniej w moim życiu ma znikomą racji bycia. Chaos i porządkowanie chaosu muszą się gdzieś tam na granicy pewnej równowagi znajdować. Jeżeli weźmiemy pod uwagę czas trwania stanu perfekcyjnego w stosunku do czasu tworzenia tego stanu, to podejrzewam, że nie trzyma się to jakiś sensownych granic. Perfekcjoniści zajmują się zbyt długo detalami, na co potrzebują zbyt dużo energii, prowadzących do uzyskanie tego perfekcyjnego stanu. Stąd perfekcyjne burzenie może mieć także swój szczególny urok.
      Czy można perfekcję pozbawić perfekcji…? A czy istnieje perfekcja …? Perfekcją jest to, co sami uznamy za perfekcyjne. Możemy jakieś zadanie uznać za perfekcyjnej wykonane i nie ma w tym właściwie nic złego, w końcu każdemu z nas sprawia satysfakcję, jeżeli jakieś zadanie, przedsięwzięcie jest od początku do końca perfekcyjnie rozwiązanie. Jak z zagadką, nad którą pracujemy i w końcu dochodzimy do sensu poszukiwań. Wtedy rzeczywiście, nie można perfekcji pozbawić perfekcji. Problem zaczyna się jak wszystko zamierzamy wręcz patologicznie perfekcyjnie regulować w życiu. W ten sposób z pewnością nie osiągnie się stawianych celów, szczególnie wtedy, jeżeli perfekcjoniści dążą do zniwelowania za wszelką cenę własnych błędów, aby ich własny obraz ”zobacz, jaki jestem perfekcyjny” nie utracił na swojej ważności i wartości, i to nie tylko dla innych, ale w pierwszej kolejności dla siebie samego.

  2. Z perfekcją jest jak z prawdą, co można o niej powiedzieć na pewno ? Ale jeśli nie filozofować to są ludzie perfekcyjnie chaotyczni co niby zaprzecza sobie wzajemnie, a jednak nie. Są firmy takie jak Mercedes, Chanel których „perfekcja” trwa trochę więcej niż chwilę. Firma Mercedes rzeczywiście dba o detale i szczegóły ale to nie zmniejsza ich towarów i od lat nie nudzi kierowców.
    Oczywiście jeśli wziąć pod uwagę że perfekcjonizm może się kojarzyć z kimś zawsze, odtąd dotąd i zawsze w takich samych ramach i kolorach, byle by było perfect to się zgodzę. Innym przykładem jest branża przemysłowo-konstrukcyjna, ona nie może nie być perfekcyjna. Natomiast perfekcja w dziedzinach takich jak sztuka, mistyka, psychologia, religia itd. jest nie do zniesienia, ale już perfekcja przy operacji na otwartym sercu czy przeszczepie zawsze jest pożądana.

    1. Zgodzę się, że perfekcjonizm wykonywanych czynności w niektórych dziedzinach życia, jak np. skomplikowane operacje chirurgiczne jest nieodzowny.

      Należałoby jednakże w niektórych dziedzinach życia zacząć może od dokładniejszej definicji perfekcjonizmu, bo ten stawia sobie za najwyższy cel dokładność wykonywanych czynności, to są często ludzie bardzo skrupulatni, którzy żyją wedle określonych zasad, bardzo wymagający wobec siebie i innych, niedopuszczający możliwości błędu – tak ja bym to określiła. A więc samo dokładne wykonywanie jest najwyższym celem, a nie sam cel w sobie.

      Jeżeli chodzi o firmy tego typu jak Chanel, czy Mercedes, nie określałaby tego, co te firmy sprzedają, jako perfekcjonizm, ale raczej integralność, w którym zharmonizowane są wszystkie składniki, a więc w odpowiednim czasie harmonizują ze sobą twórcy produktu, sam produkt, jako rodzaj przedsięwzięcia oraz pasujący do tego modelu klienci. Ostatnio wyczytałam, że właśnie w tego typu firmach przewaga perfekcjonistów w załodze może być nieefektowna, bezproduktywna, tam się liczy cel, na który się pracuje, zresztą bardzo podobnie jest u mnie w pracy.

      Myślę, że jest zdecydowana różnica między tym, czy skrupulatne wykonywanie czynności jest najwyższym celem, gdzie się żyje praktycznie od początku do końca pod niesamowitym napięciem, z bólem głowy w obawie, aby nie popełnić błędu zwracając na szczegóły uwagę, co zajmuje sporo czasu, czy też cel sam w sobie jest najwyższym celem, gdzie napięcie jest koniecznym motorem napędowym wahającym się; wzrastając i opadając, aby doprowadzić do celu. Gdzie się idzie po drodze trochę z naiwnością głupca, który gotów jest ryzykując podjąć nowych wyzwań, bez zwracania uwagi na to czy się uda, czy też nie. W najgorszym wypadku może się nie udać, ale nie będzie to tragedią, bo się szybko podniesie, stwierdzi „nic się nie stało” i będzie gotów z odrobiną ryzyka dalej stąpać.

  3. I tu się całkowicie z tobą zgadzam, chodzi o ludzi „maszyny”, choć i ta się czasem zacina, ale jak już się zatnie, to stoi, a perfekcjonista zawsze musi i działa według jakiś norm i priorytetów.
    Jestem zdania, że nie można bez bólu głowy stać się perfekcjonistą, ale można nim być z urodzenia. Tak jak pisałam wcześniej, tacy ludzie robią czasem wrażenie głupców ale w ostatecznym rezultacie ich pomieszanie z poplątaniem było perfekcyjne choć nie planowane.
    My tu mówimy o potrzebie bycia perfekcjonistą, stawiania sobie tego za cel. Niestety pojawia się coraz częstsza presja społeczna dla takiego rodzaju zachowania.
    Czy Cesarz w tarocie jest perfekcjonistą ? Czy może Mag ? albo Diabeł ? A może ich trzech ;)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    1. Czy Cesarz w tarocie jest perfekcjonistą ? Czy może Mag ? albo Diabeł ? A może ich trzech

      …być może.
      Choć jak dla mnie osobiście i tak krótko bez zbędnego filozofowania to żaden z nich nie jest perfekcjonistą.

  4. Pewnie że nie pojedynczo. Miałam na myśli zgrabny zespół tych trzech archetypów w jednym ? Albo jaki układ kart w tarocie ( według twej oceny może na taką postawę wskazywać?)

  5. Wszystko zależy od sytuacji, ewentualnie osób, pytania które jest z sytuacją lub osobą związane, oraz co najważniejsze osoby interpretującej te karty, co ona widzi. Jak wspomniałam ja osobiście nie widzę w tych kartach tak czysto teoretycznie , ani pojedynczo , ani jako trio perfekcjonizmu.

  6. Rozumiem, w przypadku w wróżby że wszystko zależy od konkretnej osoby, całości rozkładu, ja to rozumiem, w moim przypadku jest identycznie, ale pytam tak zwyczajnie o archetyp, w tym przypadku – perfekcjonisty w kartach tarota, jego symbol, przecież tarot przynajmniej zbiór jego 22 dużych wtajemniczeń to przede wszystkim archetypy cechy wspólnej wszystkim ludziom cechy na tej planecie, a perfekcjonizm jest jedną z nich, czasem wadą a czasem zaletą.
    A może inaczej na to popatrz ( bez związku z konkretną osobistą relacją, wróżka – klient) dlaczego te trzy karty ani osobno ani jako trio, ani przez chwilę nie kojarzą ci się z perfekcjonizmem ( nie bardzo pojmuję). Jeszcze z Magiem mogę się zgodzić bo jest w fasie eksperymentu, ale z Cesarzem i numerologiczną wibracją liczby 4 …. ? Wow. Czy Diabeł w tarocie to nie cień i pęd do „doskonałości” i przesady ?
    Cały czas próbuję ci wyjaśnić, że nie sprawdzam twoich umiejętności interpretacyjnych karty tarota, tylko zwyczajnie chcę się z tobą wymienić poglądami na temat archetypów zawartych w tarocie w tym przypadku dotyczących perfekcjonizmu.
    A więc jaka kombinacja była by dla ciebie najbliższa dla przesadnej perfekcji (archetypowo w tarocie)?

  7. Jeszcze mała ciekawostka odnośnie tego co piszesz o pozornie błogosławionym stanie harmonii.
    Ostatnio oglądałam razem z córką taki cykl programowy discovery „Fakty i mity” w tym programie zaprezentowano serię eksperymentów które jednoznacznie potwierdziły że adrenalina i niezbyt długotrwały stres powoduję że mózg człowieka staje się bardziej dotleniony , wydajny, świadomy i pracuje zdecydowanie efektywniej niż u człowieka w pełni zharmonizowanego i w stanie relaksu.

    1. Cały czas próbuję ci wyjaśnić, że nie sprawdzam twoich umiejętności interpretacyjnych karty tarota, tylko zwyczajnie chcę się z tobą wymienić poglądami na temat archetypów zawartych w tarocie w tym przypadku dotyczących perfekcjonizmu.

      Wprawdzie nie wiem, kiedy było lub jest to „cały czas”, że próbujesz mi tutaj coś wyjaśnić, czy tez sprawdzać, a raczej starałaś mi się narzucić swoją wolę, ale nie ma to w sumie dla mnie większego znaczenia. Wyjaśniaj i sprawdzaj, rób jak uważasz. Jedna rzecz mnie tutaj zastanawia, do czego zdążasz, czy jest rzeczywiście dla ciebie ważniejszy cel, bo chcesz się czegoś dowiedzieć, czy robisz to z czystej przyjemności do filozofowania …? Który by nie był, pewnie oba są równie interesujące… przynajmniej dla mnie!

      A więc jaka kombinacja była by dla ciebie najbliższa dla przesadnej perfekcji (archetypowo w tarocie)?

      Nie lubię jak się ze mną rozmawia już w kolejnym komentarzu wyczuwalnej formie nakazującej. Ja nie mam obowiązku tutaj wyjaśniać i reagować na żądania, a jak robię to na zasadzie przyjemności i dobrowolności. Już w mojej pierwszej wypowiedzi bardzo świadomie zasugerowałam ci, że nie mam ochoty na dyskusję o karcianych archetypach, bo i nie o tym notatka była, ale drążysz i drążysz próbując mnie pchać w tym kierunku, na którym tobie zależy, ale… ja jakoś nie mam ochoty. I po co…? A skoro ci już w pierwszej wypowiedzi dałam do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana karcianym tematem, to mi nie wciskaj na siłę czegoś, czego nie chcę. Jak bym miała ochotę do filozofowania na ten temat, to z pewnością bym się ustosunkowała…już w pierwszej wypowiedzi.

      Jeszcze mała ciekawostka odnośnie tego, co piszesz o pozornie błogosławionym stanie harmonii.

      Wprawdzie nie wiem, w którym miejscu w notatce pisałam o pozornie błogosławionym stanie harmonii, bo z tego, co sobie przypominam i jeszcze raz przejrzałam, nie znalazłam nic takiego, a wstawione cytaty o czymś innym świadczą. Temat notatki jest również inny, ale może czegoś nie dostrzegłam, to i cóż niech pozostanie jak piszesz, a ja się nacieszę moją niedoskonałością.
      I to jest na tyle, co miałam z tobą na temat filozofowania, doskonałości i niedoskonałości do omówienia.

  8. ” W kwestii higieny psychicznej za wysoce błędne i niebezpieczne uważam przekonanie, jakoby człowiek potrzebował przede wszystkim równowagi lub, jak to się określa w biologii “homeostazy” rozumianej, jako stan pozbawiony wszelkich napięć”
    Wikipedia. Homeostaza (gr. homoíos – podobny, równy; stásis – trwanie) – zdolność do utrzymania stanu równowagi
    ps. Rzeczywiście ; harmonia, a równowaga to dwa zupełnie różne zagadnienia!.

    A tak na marginesie. Gratuluję potrzeby rozładowania na mnie jakiegoś okresu swoich napięć !
    ps. wystarczy poprostu skasować komentarz, jest bardziej wymowne od takiego tekstu, chyba że ma się inne cele ?

    1. Jak już coś cytujesz, to polecałbym ci jeszcze raz dokładnie przeczytanie tego fragmentu ze zrozumieniem, najlepiej w kontekście całości , bo dokładnie w tym cytacie chodzi o to , że ten stan harmonii nie jest błogosławiony.

  9. I o tym piszę , kurde co ci się stało ? Wstawiam jeszcze raz ;Jeszcze mała ciekawostka odnośnie tego co piszesz o pozornie błogosławionym stanie harmonii.
    Ostatnio oglądałam razem z córką taki cykl programowy discovery “Fakty i mity” w tym programie zaprezentowano serię eksperymentów które jednoznacznie potwierdziły że adrenalina i niezbyt długotrwały stres powoduję że mózg człowieka staje się bardziej dotleniony , wydajny, świadomy i pracuje zdecydowanie efektywniej niż u człowieka w pełni zharmonizowanego i w stanie relaksu.

    ps. Chyba zaakceptowałaś ten komentarz, ale nie zauważyłaś, co w nim jest ? Przynajmniej nie do końca ! Dorota przecież o tym wlaśnie pisze, właśnie o tym że czasem takie bycie w nierównowadze jest korzystne !!!
    Zapomniałam w rozbiegu, wziąć słowo błogosławiony w cudzysłów. to błąd i brak perfekcji ( jedynie). ale cala reszta przykładu, jej treść właśnie traktuje o tym o czym piszesz ! U licha , przecież nie przeczytałaś chyba tylko pierwszego zdania ?
    Dorotko, ja chciałam jedynie z tobą podyskutować, bo lubię się z tobą wymieniać poglądami, nie miałam zamiaru ani cię denerwować ani do niczego zmuszać. Zapytałam cię o karty bo się na nich znasz, wielokrotnie o tym rozmawiałyśmy, chciałam pogadać poszerzyć temat o nowe jakości i spostrzeżenia itd.
    A ty ze mną właśnie tak jak ten przysłowiowy perfekcjonista, czepiasz się strasznie i to szczegółu i braku cudzysłowu, bo cała reszta komentarza jest jak najbardziej prawidłowa !
    Weź jeszcze raz ze spokojem rzuć okiem, jak znajdziesz czas
    Mimo wszystko pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s