ezoteryka · filozofia · Intuicja · Natura · Psychologia · Rozwój osobisty · Sugestia · Uncategorized

Klątwy, uroki, egzorcyzmy, albo o magicznej kontroli synonimów

Nie z tego świata jest to temat z pewnością dla mnie, ale zmuszona moimi ostatnimi wędrówkami, zaczęłam grzebać w tematach niekoniecznie ciekawych, ale takich, do których warto się odnieść, tym bardziej, że stawiano mi już parę razy pytanie, co ja sądzę na temat klątw, uroków i temu podobnych magicznych zjawisk. Po pierwsze, nie sądzę, aby te zjawisko same w sobie miały cokolwiek wspólnego z magiczna siłą. Magii w tym zjawisku jest tyle, co tych, którzy chętnie swoje siły wkładają w to zjawisko, aby klątwy zakładać lub ściągać, bo jak wiemy magia to nic innego jak wywieranie wpływu. Oczywiście nie ma tu znaczenia, biała czy czarna, magia jest magią, a więc wywieraniem wpływu, bez względu na to czy w jedną, czy drugą stronę. A ewentualne odczuwanie tego zjawiska, przez osoby dotknięte pewnie można zupełnie realistycznie wytłumaczyć – o ile nie są związane z zaburzeniami psychicznymi- złożonością i współzależnościami w życiu.

Nazywając rzecz po imieniu nigdy tego tematu nie brałam na poważnie i nie zamierzam się na poważnie konfrontować z tego typu tematami, jak i nie ma zamiaru zgłębiać tego tematu, bo właściwie szukanie przyjemności w życiu, jak i zgłebianie wiedzy w tym kierunku  jakoś mi bardziej leży. 

Ci, którzy chcą dobrowolnie swoje życie oddać w ręce tychże egzorcyzmujących osobistości, muszą sami podejmowac tego typu decyzje, ci którzy wierzą w tego typu przekazy duchowych oszustów i naiwność przekazów ich klientów, o słuszności ich nieograniczonej mocy wpływania na osoby, wydarzenia, emocje niech wydają pieniądze na rzucanie uroków i na zdejmowanie klątw.

Bez owijania w bawełnę często przyglądałam się nieco z przymrużeniem oka osobom, które mnie starały się przekonać, że taki problem istnieje. Bzdura… mówiłam i nadal mówię, ale rynek do tego typu interesów jest duży, aż za duży…! Skąd się biorą przekonania o tego typu działalności, co więcej skąd się bierze przekonanie, że jest się dotknięty tego typu „chorobą”? Dziwi mnie, że w dzisiejszych czasach coś takiego istnieje, a osoby trudniące się  tego typu usługami, a więc rzucaniem klątw, zdejmowaniem klątw, egzorcyzmowaniem i tu nie ma tu absolutnie znaczenia czy świeckim, czy katolickim, bądź jakiekolwiek inne egzorcyzmy są w pełni przekonani o swojej mocy wywierania wpływu.   Czyż nie jest podobna moc dana lekarzowi lub psychologowi…? Ale skoro istnieją tego typu usługi i jest zapotrzebowanie, oczywiście nie będę czegoś takiego zwalczała, bo ani mi w głowie przejmować odpowiedzialność za tych, którzy tego typu usługi oferują bez względu na to, w którym kierunku, ani za tych, którzy z tego typu usług korzystają. Jedynie , co mnie dziwi, że istnieje tego typu rynek, gdzie funkcjonują normalne prawa ekonomiczne, a więc podaży i popytu, moja nadzieja jest jednak, że zapotrzebowanie na tego typu usługi będzie malała, a świadomość w tym kierunku będzie rosła.

Niechcący ostatnio trafiłam na zapytania osób dotyczących tematyki egzorcyzmów, uroków i klątw, a szczególnie zapytanie pewnej anonimowej osoby o pewnego rodzaju praktyki związane z doładowaniem emocjonalnym…egzorcyzmowaniem …? Nie wspomną, że opisane techniki nie miały nic wspólnego z doładowaniem energetycznym i emocjonalnym, a raczej miały wiele wspólnego z molestowaniem seksualnym, przez tak zwanych egzorcyzmujących bioenergoterapeutów, którzy ot tak od siebie stawiają diagnozę, że ktoś na kogoś rzucił urok i przypadek nadaje się do egzorcyzmowania.

Zawsze zastanawiało mnie, jak „specjaliści” od egzorcyzmów, klątw i uroków stawiają diagnozę, że ktoś rzucił na kogoś urok i taki przypadek  jest nadającym się do egzorcyzmowania… hmmm…może jest tu ktoś mądrzejszy ode mnie w tej materii, a może jest to tylko i wyłącznie realizacja własnej potrzeby bycia kimś wyższym w „hierarchii duchowej” i utrzymania w cichym posłuszeństwie tych, którym stawia się taką diagnozę.  W takich przypadkach należałby zalecić krytyczne podejście do tematu i do osób trudniących się tego typu usługami. Nie jest mi znana do tej pory praktyczna technika, ani żadne mierniki, które by w doskonały sposób stwierdzały tego typu stany.

Czym jest klątwa – niepowodzeniem, przekleństwem, potępieniem? A może sugestią lub autosugestią…? Tak to w życiu bywa, że nie jesteśmy w stanie, przejść przez życie tylko i wyłącznie po usłanej ścieżce pełnej kwiatów. Nie ma w tym nic szczególnego, a niepowodzenia w życiu mają taką samą wartość w życiu jak powodzenia.

Czym są egzorcyzmy – uwalnianiem od złego ducha? Ciekawe…?

Czym są uroki – nie wiem, ale wyczytałam, że jest ponoć różnica między klątwą,  urokiem . Klątwa działa i otacza swoimi siłami człowieka, a urok działa bezpośrednio na umysł? Czyżby człowiek i umysł nie stanowili  jedności…? Brr strach się bać…, Czego to człowiek się dowie szperając tu i tam, a najciekawsze jest to, że każdy z tych usługodawców pilnie spisuje swoje definicje, oczywiście tak skrzętnie, aby pasowały do własnego duchowego biznesu. W końcu takie jest ich prawo…?!?

A może było zupełnie inaczej, może są to zwykłe reakcje naszego mózgu i układu nerwowego, na które nie zawsze mamy wpływ. Być może praca  naszego umysłu jest  tak skomplikowana i uwikłana w wiele zależności fizjologiczno-psychiczne, że nie jesteśmy w stanie częściowo panować nad tym i temu przeciwdziałać. Obserwacja naszego umysłu jest zaprawdę wielką i ciekawą przygodą, i to bez względu na to czy wierzymy w magię, astralne byty, czy wierzymy tylko i wyłącznie w funkcjonalność naszego układu nerwowego z mózgiem na czele. Nasz umysł kocha iluzje, to jest coś, co pozwala nam zanurzyć się w nieznany świat, świat magii, to coś, co powala rozwijać wyobraźnię, fantazję o materii prawdy i nieprawdy.

Jeszcze inaczej stan kryzysowy w życiu można przecież równie dobrze wykorzystać, bez zbędnej walki ze złymi duchami, demonami, jako szansę do dalszego rozwoju, bo przecież  każdy z nas może wytworzyć niszczycielską moc, ale i równie może wytworzyć moc twórczą. To jedna i ta sama moc o relatywnym charakterze działania.

Błędem jest twierdzić, ze tylko jednostki posiadają szczególne predyspozycje psychiczno-energetyczne, które są zdolne je wykorzystać je do ZŁYCH celów i obdarzyć określoną osobę problemami, a jeżeli jest to możliwe w pewnych określonych granicach. Bo strona przeciwna również dysponuje siłami obronnymi, no chyba , że chce się pozostać w roli ofiary .Takie predyspozycje posiada każdy z nas. Błędem jest stwarzanie magicznych synonimów sugerujących i wywierających wpływ, manipulując i stwarzając wrażenie, że się jest pod wpływem ZŁYCH sił, bo tych złych sił jest tyle samo, co i DOBRYCH.

MAGICZNA KONTROLA SYNONIMÓW

W pewnej rozmowie zwrócono mi uwagę na problem związanym z synonimami. Temat w zasadzie już mi od dawna świtał i nie jest żadnym super odkryciem, ale warto przyjrzeć się temu zagadnieniu w połączeniu z omawianą wyżej tematyką. Szczególnie warto w tym wypadku zwrócić uwagę na autosugestywną moc tychże zwrotów i ile szkody mogą narobić w zasięgu własnych przekonań.

Synonim (gr. synōnymos = ‚równoimienny’; za Kopalińskim) – wyraz lub dłuższe określenie równoważne znaczeniowo innemu, lub na tyle zbliżone, że można nim zastąpić to drugie w odpowiednim kontekście. Synonimia może dotyczyć konstrukcji składniowych (mówić wiersz – mówić wierszem), form morfologicznych (profesorowie – profesorzy) i leksemów(Wikipedia)

Tak, tak do każdego zjawiska można dopisać sobie pasującą ideologię, a jakże można ze zwykłego niepowodzenia, kryzysu zrobić klątwę, działającą i otaczającą człowieka powodującą różne zdarzenia i różne zjawiska, a może uroku, który to ponoć bezpośrednio działa na umysł wymuszając oczywiście w ten sposób zadziałania egzorcystów, którzy to uwalniają człowiek a od złych duchów. Ach, jaka straszna i magiczna wizja. Działanie synonimów może nadawać wielu  najprostszym zdarzeniom, emocjom jakże mistycznego charakteru.

W moich rozważaniach pomijam  przypadki z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, kiedy to szperanie w materii duchowo – magicznej prowadzi do jeszcze większych problemów.

 

Reklamy

8 thoughts on “Klątwy, uroki, egzorcyzmy, albo o magicznej kontroli synonimów

  1. Uroki, klątwy, pechy by może istnieją, na zasadzie czegoś podobnego do choroby umysłowej. Trudno powiedzieć w jakim stopniu, ktoś może wywołać w naszym życiu stan negatywny, a w jaki stopniu „zarażamy” się myślą, że jakaś ciotka, mam moc „zaciotowania” nam życia, i nie tylko przysłowiowa ciotka, ale całkiem nie żywe rekwizyty, jak; taroty, amulety itd.
    To że „ktoś” ma złe oko, znaczy źle nam życzy, choćby podświadomie, wiadomo nie od dziś. Sama doświadczyłam czegoś podobnego, to znaczy efektów swojej złości.
    Natomiast nie sądzę aby ktoś potrafił odczynić zadany „urok” poza zainteresowanym poszkodowanym na którego owy został „rzucony”. Polega to w dużej mierze na poziomie świadomości, na którym ta osoba się znajduje, częstotliwości na której nadaje i odbiera sygnały, nie koniecznie ta świadomość musi być „dobra” w sensie dobra, ale musi być tak silna jak w przypadku np. nazistów, których żadną miarą się klątwy i uroki nie imały, a przecież w obozach sporo było, nie tęgich „czarodziejów”, wróżek, cyganek itp, szeptunek. Inną sprawą jest skojarzenie pewnych osób, czy przedmiotów z pechem, albo z cudem, to też działa, jak program. Bo przecież nie wszyscy w świętych miejscach doświadczają uzdrowień, ale pojedyncze przypadki tak, albo niektórych „zabawa” tarotem wywiedzie na manowce, a innych zbawi. Przybywa pechowa ciotka i bach, pożar, zalanie mieszkania, kradzież, zawsze podczas jej wizyty! A co jak ciągle przy tej samej osobie zacina się komputer? Kto go zacina, my czy ona ? Może za bardzo się denerwujemy przy tej roznosicielu uroków, oczekujemy zawieszenia kompa i pach, mamy :)
    Czy wszystko byłoby jeno przypadkiem i zbiegiem okoliczności ? Wątpię. Są siły na świecie o których się królom i czarnoksiężnikom nie śniło, a jednak są, istnieją na razie nieodkryte i zwą się zabobonami, a „czarownicy” zwą je czarami, kapłani – bogami, ezoterycy – aniołami, a ateiści ? No właśnie, czy w ogóle zauważają że im kto urok zadał ? Czy jaki ateista był kiedy opętany, abo widział duchy ? Może to jest tak, że jak się włączyć do programu z wiarą w „coś”, to to „coś” działa :)

    1. Ktoś może wywołać w jakimś ograniczonym stopniu stan negatywny w naszym życiu… ?, Z pewnością jest to możliwe , co więcej powiedziałabym w określonych granicach pewnie normalne. Bo to, co dla nas może być negatywne, przez stronę przeciwna będzie widziane w świetle pozytywnym. Jak wspomniałam z rozważań wyłączyłam sytuacje skrajne typu choroby umysłowe, lub poważniejsze zaburzenia psychiczne?
      Dokładnie w takiej sytuacji powstaje problem, jaki poruszyłaś, na ile ktoś ma wpływ na takie negatywny stan, a na ile jesteśmy sami przekonani poprzez własną myśl, i wzrastające w związku z tym emocje i wiarę w zaistniałe zjawisko. Problem jak zwykle nie do rozwikłania.
      To, że ktoś nam źle życzy, nie jest niczym nowym, pewnie sami świadomie lub nieświadomie sięgamy do tego typu broni w myślach. Oczywiście nie mogę sobie wyobrazić, aby ktoś podniósł tutaj palec i powiedział, mi się coś takiego nie zdarzyło, jeszcze nigdy nikomu nie życzyłem nic złego. W końcu trudno, a właściwie chyba i niemożliwe, na cudze złorzeczenie, uśmiechem i przytaknięciem się odwdzięczyć. Raz można, ale prędzej czy później puszczą nerwy. A kto wie może i przyzwolenie na złorzeczenie mógłby być przyzwoleniem na zadziałanie „klątw, pecha i różnych nieszczęść” i takich jeszcze innych magicznych zaklęć . W końcu ma się prawo być złym, jeżeli się np. doznało złego, jak i każdy ma prawo zareagować na relatywne znaczenie pojęcia dobra i zła.
      Odczynianie” uroku”, a więc ewentualny rozwój osobisty polegałby na zmianie siebie poziomu swojej świadomości, swojej mentalności. Nie ma uzdrowienia sytuacji, bez własnej pracy. Wiara czyni cuda i nie ma znaczenia, jaka i w co, najważniejsze, że pomaga, o ile pomaga i to bez względy, czy w wydaniu ateistycznym, religijnym, ezoterycznym lub temu podobnych.
      Chciałoby się powiedzieć, po owocach ich poznacie, tylko po czyich owocach, owocach własnej wiary, czy własnego rozwoju, czy po owocach powstałych na wskutek wywierania wpływu( może i częściowo wzajemnego).A może mieszance tych możliwości. Własnego rozwoju nie da się na siłę przyspieszyć, ten funkcjonuje tylko i wyłącznie na zasadzie upadku i podniesienia się z upadku. Własną wiarę i przekonania również kształtuje na przestrzeni czasu. Wiedza jest ogólnie dostępna na dzień dzisiejszy, nie jest żadną wiedzą tajemną. Wzajemny wpływ jest możliwy i bardzo realny powiedziałbym nawet niezbędny do normalnego rozwoju. Nie da się go uniknąć :-)

      Ale „para i nadprzyrodzone wywieranie wpływu” stawia w obliczu dzisiejszej ogólnodostępnej wiedzy i to dla każdego, ten typ usług pod wątpliwym znakiem na pewno dla mnie, szczególnie jak się manipuluje w życiu innych osób bez ich przyzwolenia. To tak jak by mi ktoś szperał na odległość w mojej czerwonej torebce, bez pytania czy może :-). Nie mówiąc, że wpadłby na pomysł zmienic kolor moje torebki, nie pytając , czy mi sie podoba. Przy tej okazji powstaje pytanie , czy jest cos takiego mozliwe…? podejrzewam , że bez mojego przyzwolenia nie jest to mozliwe.Ale tu pewnie mozna by długo gdybać….?

  2. Właśnie, i trudno tu powiedzieć, czy moje problemy, jakieś złe samopoczucie było spowodowane, na przykład złymi życzeniami, bo kogoś tam wkurzyłam i życzył mi, ażeby tę babę pokręciło, a mnie przez cały dzień bolał kręgosłup, bez tej świadomości… Cholerka wie, czy jak mnie głowa boli i łupie w kręgosłupie to jakiś człek, akurat jest na mnie zły? Tego nie sprawdzę..
    Cud ze zmianą koloru he he, dobre, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, chyba konkurs ogłoszę. Temu czarodziejowi który magię zna i praktykuje a kolor mojej torebki zmieni , wynagrodzę sowicie ! Ciekawe czy jakiś zdolny mag by się znalazł? Wszyscy są tacy zdolni, uroki rzucają odczyniają a koloru zwyczajnej torebki nie potrafią zmienić, oczywiście zaraz odezwą się głosy, że prawdziwy magik nie chwali się cudami ;) i wciąż od nowa te same popłyną słowa. Ja tam uważam żeby ktoś był wiarygodnym, musi przynajmniej jak Jezus, wodę w wino zamienić :) A nie wodę lać …………….///////

    1. Dokładnie , po owocach ich lub swoich poznacie. Dlatego tak bardzo lubię pragmatyzm i wszysko co funcjonuje, po wczesniejszym zapoznaniu się z instrukcja obsługi. Albo tej którą gdzie tam przeczytałam , albo sama we własnych empirycznych działaniach wypróbowałam. :-)

  3. Czym jest klątwa – klątwa jest widoczna jako ciemna energia na aurze, płynąca od kogoś.
    Biegnie od góry (bo jest związana z duchowością). Jest w sumie tym samym co urok, tylko urok jest częściej związany z uczuciem zazdrości, toksyczną miłością etc.

    W razie pytań proszę pisać, chętnie odpowiem na pytania :)

    Zdejmowanie klątw i uroków

    1. Szczerze mówiąc nie jestem zwolenniczką takiego podejścia do życia, które za spotkane własne niepowodzenia innych winią , nadając temu rangę klątwy , czy też uroków. Jasne , że inni i środowisko w którym żyjemy wywiera na nas wpływ, ale szukanie przyczyn takiego a nie innego stanu należy zacząć od siebie . W sobie można znaleźć dodatkowo także rozwiązanie zagadki : Co zrobić , aby sobie pomóc? w jaki sposób sobie pomóc?

      Po pierwsze skąd wiadomo że to klątwa, bo niby , że co, o kimś się myśli ? Skąd wiadomo , że to czarna aura, skąd wiadomo , że biegnie od góry no i skąd wiadomo , że to duchowość? Tysiące pytań i na żadne z nich nie znajdzie się takiej ogólnej odpowiedzi.

      Aby niepowodzenie bądź powodzenie wyrosło niezbędne do tego w obu przypadkach żyzne podłoże. Bez żyznego podłoża żaden wzrost nie jest możliwy, w żadnym sensie , ani negatywnym ani pozytywnym.

      Niepowodzenie jest częścią życia, jest drugą stroną medalu powodzenie, stąd nie jest trudno się i o tą stronę otrzeć . Jest naturalną stroną życia z którą trzeba sobie w miarę własnych umiejętności radzić. I to jest tyle , albo aż tyle.

      1. Po pierwsze skąd wiadomo że to klątwa, bo niby , że co, o kimś się myśli ? Skąd wiadomo , że to czarna aura, skąd wiadomo , że biegnie od góry no i skąd wiadomo , że to duchowość?

        jedni to widzą inni nie.
        klątwa różni się od jakiś nie wiem, złych myśli z plotek, albo wzorców myślowych przekazywanych od rodziców – jest gęstsza, konkretniejsza, jest robiona z premedytacją by komuś zaszkodzić

        Aby niepowodzenie bądź powodzenie wyrosło niezbędne do tego w obu przypadkach żyzne podłoże. Bez żyznego podłoża żaden wzrost nie jest możliwy, w żadnym sensie , ani negatywnym ani pozytywnym.

        jest to oczywiście prawda, ale czasem bywa tak że do podłoża nie można się dostać, bo zarosło baobabami, i nie wszystkie te baobaby zasadziliśmy my :)
        To co mówisz ogólnie jednak o podłożu z tym sie zgadzam, dlatego to co proponuję ludziom to bardziej terapia energetyczna, niż jednorazowy rytuał hokus pokus problem znik :)

        1. Tak więc gęstość klątwy nie interesuje mnie… wcale , a wcale… Dlaczego, a z prostego faktu, bo się tym tematem nie mam zamiaru na poważniej zajmować. Nie ma możliwości zbadania tego zagadnienia , ani empirycznego potwierdzenia, choćby we własnym zakresie, nawet metodą prób i błędów. Lubię wiedzę pragmatyczną, czyli taką którą można praktycznie dla siebie wykorzystać , bo robienie czegoś komuś i to po to, żeby zaszkodzić jest co najmniej zastanawiające. Ale będąc przy tym temacie zastanówmy się tak krótko , co z tego wynika

          1. Manipulowanie innymi. O ile ci inni mają własny rozum nie pozwolą sobie na tego typu manipulacje, a ci którzy manipulują kierując własną energię i działanie na innych pozbawiają samego siebie możliwości samodzielnego myślenia.

          2. Strata własnego czasu na zajmowanie się innymi i to do tego niekorzystnie. Już takie podejście może człowiekowi popsuć dobre samopoczucie. W tym czasie mogli by np. zrobić coś pożytecznego i dobrego dla siebie , przy tej okazji zadowolenie tychże zajmujących się sobą skutkowało by zadowoleniem otoczenia. Coś w rodzaju przyjemnego z pożytecznym .

          Co do tych olbrzymich drzew. Jasne , że wiele z nich wyrosło i będzie wiecznie wyrastało. Takie jest prawo natury i cykliczności życia. Owszem na początku większość z nich nie my zasadziliśmy, ale bez nich nie przeżylibyśmy, choćby do momentu kiedy snujemy obecne rozważania na ich temat. Nawet jeśli ich nie zasadziliśmy sami, nie przeszkadza to, aby będąc dorosłym samemu zdecydować , czy te drzewa może dają bezpieczeństwo, chronią przed skwarem, chronią przed ulewą , a może rzeczywiście są przestarzałe dla nas i naszego życia niewygodne, wręcz stoją w drodze . A może czasy się zmieniły i nie odpowiadają potrzebom własnego życia, co nie przeszkadza aby je usunąć, dla chcącego nic trudnego .
          Tak na marginesie spojrzałam krótko na zastosowanie tego drzewa baobaba, ono jest naprawdę imponujące, nie tylko w przemyśle spożywczym, kosmetycznym meblowym czy do celów dekoracyjnych . A nawet wydrążone pnie służą do przechowywania wody, jako grób, więzienie, toaleta, lodówka czy nawet jako mieszkanie .
          Jednym słowem drzewo symbol życia zostaje nam podarowane, zastają nam przekazane pewne zasady do przeżycia, ale tylko w takiej formie jak nasi poprzednicy sami potrafili i w jaki sposób my ich nauki sobie wytłumaczyliśmy. Od nas zależy , czy później taki stan ślepo zaakceptujemy, czy też w ramach własnych marzeń, doświadczeń czy też potrzeb po swojemu zreformujemy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s