filozofia · Intuicja · Natura · Psychologia · Sugestia

Świadomość, nieświadomość i podświadomość, a uzdrowienia na drodze duchowej według nauki Bruno Groeninga

Świadomość to wiedza, nieświadomość to niewiedza, a czym jest podświadomość, czyżby ukrytą wiedzą…?

Wiedza służy między innymi kontroli instynktów, pozwala zapanować, nad niektórymi reakcjami, ale z pewnością nie za się zapanować nad wszystkimi, tylko nad tymi świadomie wybranymi.

Najlepsi terapeuci wiedzą, że wiedzę o życiu i o sobie najlepiej zdobywa, się przez doświadczenie i przeżycie, nie z suchej wiedzy i książek, ale przez blokady, przeszkody, ból, strach, upadek lub poprzez zwykłe świadome lub mniej świadome doświadczenie teraźniejszego stanu rzeczy.

Wiedzę książkową musi  również ktoś zbierać, aby tą  przekazać z pokolenie na pokolenia, ta jest jednakże  uzupełnieniem tego, co doświadczamy na żywo, jak i pozwala w swojej wyniosłości poszukiwań, znaleźć rozwiązania sytuacji lub problemów.

Ten, o którym chce dzisiaj dwa słowa napisać nie napisał nic, choć jego intuicyjna wiedza jest przekazywana ustnie dalej.

Chyba, że dwa dni temu byłam na wykładzie, na który się od  dwóch  lat wybierałam, a jakoś nie mogłam tam dotrzeć, a mianowicie, chodzi o wykład na temat samo uzdrawiania Buno Groeninga. Choć on nigdy nie uważał się za uzdrowiciela ( na drugim wykładzie była przekazywana inna teoria), a sam podkreślał, że chciał przekazać tylko metodę, którą intuicyjne odkrył, a która do dnia dzisiejszego funkcjonuje i fascynuje.

Nie powiem, że się dowiedziałam czegoś nowego, raczej nie, ale przyznam, że byłam zafascynowana bardzo prostą forma przekazu tej wiedzy na temat samo uzdrawiania. Prosta, tak prosta, ze każdy, kto nie jest w tej materii zorientowanym mógłby zrozumieć, o co chodzi.

Oczywiście, gdyby zebrać kilka książek, te wszystkie spójne elementy wykładu, są gdzieś tam porozrzucane w literaturze w różnej formie lub formach pochodnych.

Najprostszy element, o którym mówiono jest  uzyskanie stanu porządku w organizmie. Zdrowie jest zrównoważone z porządkiem w organizmie.

Inne warunki to pewne duchowe prawa, które mają uniwersalne zastosowanie, a więc wyższości ducha nad materią, przy czym materia sprowadza się również do energii według teorii fizyki kwantowej, chęci pozbycia się choroby, a więc wyrzucenia jej obrazowo do śmietnika, myśli, które kształtują nasze życie, i które można ponoć świadomie zmienić, choć, jak wykładowca sam zauważył 60 tys. myśli, z których cześć jest świadoma, nie świadoma lub może i podświadoma, a więc nie da się kontrolować, a może je nieco świadomie przeżyć na własnym ciele.

Sama dostałam szoku, wychodząc z sali wykładowej, bo się okazało, że przy wyjściu, nagle miałam problemy z chodzeniem, moja lewa noga, od kolana zaczęła strajkować, przy okazji dostałam, dziwnego bólu w prawej, z którymi do tej pory nigdy nie byłam konfrontowana. Nim doszłam do samochodu, dostałam wręcz szaleństwa, bo bóle były tak silne, że obawiałam się, że nie będę w stanie sama jechać samochodem, ale po jakichś tam dziwolągach gimnastycznych lekko mi przeszło, choć taki stan utrzymywał się do niedzieli rano. Do chwili obecnej zastanawiam się, co było przyczyną takiego stanu i nie znam odpowiedzi, a wszelkiego rodzaju bóle wykładowe mi przeszły :-)

Oczywiście, gdyby  było więcej osób zorientowanych trochę głębiej  w temacie, można by było, te wszystkie tezy poddać dyskusji i to  pewnie bardzo ciekawej. Ale, przyznam, że już dawno nie byłam na takim rzeczowym, sensownym wykładzie, gdzie nie tylko omawiano teorię, ale pozwolono przeżywać praktycznie proces własnego zdrowienia, zwracając i podkreślając uwagę, że to nie metoda, ani boska siła, jak ona by nie była, ale własne wewnętrzne nastawienie i kontakt z tą przez siebie uznaną za wyższą siłę, chociażby z naturą jest tym elementem porządkowania i zdrowienia własnego organizmu, co oczywiście  jest związane z chęcią pozbycia się dolegliwości, nie tylko świadomie, ale i podświadomie. Osoby, które same doświadczyły uzdrowienia aż się porywały, chcąc opowiedzieć historię z życia wziętą, czas jednak był ograniczony.  Ale szczególnie fascynująca była forma przekazu tej wiedzy prosto, logicznie, docierająca do każdego niezorientowanego w temacie, wiedza, która nie jest  przez  autora spisana, a więc mogłaby należeć do gatunku tak zwanej tajemnej wiedzy.

P.S Jutro wybieram się na dalszą część, sama jestem bardzo ciekawa, tym bardziej, że tym razem, ma być sama metoda zdecydowanie dokładniej omawiana, bez tematów pobocznych. Ciekawi mnie, co jest możliwe, a co jest niemożliwe…?

 

P.S 2 Choć metoda sama w sobie jest ciekawa(pewnie ją na sobie wypróbuję), to już kolejny tam raz nie pójdę!!! Dwa wykłady, dwóch różnych wykładowców i jak bardzo różnorodne podejście do tematu. Przekazywanie „wiedzy tajemnej ;-) ” z pokolenia na pokolenia ma to do siebie, że każdy stara się nie tylko cytować słowa twórcy tej teorii, ale i dopisuje swoją własną  interpretacją( nie ma w tym nic złego, tylko ten element nieomylności mi lekko przeszkadzał).

Aaa.., jacy oni wszyscy tam są dobrzy, wprawdzie pozwalają sobie na błędy, ale natychmiast je wyrzucają i sobie wybaczają, coś na zasadzie, jak sobie wyczyściłeś kartę, to można ją przecież i  pobrudzić lub coś podobnego, chyba …? Ta zasada w takiej formie przekazu tylko częściowo przemawiała do mnie…?

Wymknęło mi sie w jednej początkowej rozmowie powiedzonko  „do diabła”, od razu zostałam skarcona, bo tu mowa, o bogu, nie o diable. Hm, a reszta mojego pobytu była kontynuacją początku. Nie wolno dyskutować, trzeba się podporządkować, jak coś nie wiesz, to cię poinstruują, ale tylko tak jak jest właściwie, a właściwie, jest to jak instruuje instruktor, najlepiej żeby człowiek doznał od razu uzdrowienia i o tym od razu wszystkich poinformował.

No znowu się nie podporządkowałam, ale co pozytywne pani pod koniec jej wykładu zauważyła, że nim mi coś wciśnie na siłę musi spytać, czy chcę i czy się na taki stan rzeczy zgadzam. Brawo!

Ciekawostka: prowadząca chciała mi pod koniec „podarować” portret Bruno Groeninga, ale zauważyła moje minki i szybko spytała, co ja na to, a ja na to, że nie chcę. Swoją drogą, po co im te portrety, czyżby wieszali je sobie w domach…? Acha prosiła, żeby nie wkładać do portfela, bo to jakąś inna energia…? Jaka energia, jaka inna, nie rozumiem…?  Wiele pytań i wiele możliwych do tego odpowiedzi.

Reasumując metoda sama w sobie mi się bardzo podobała, forma, jakość i zawartość  przekazu na podstawie dwóch wykładów jak zwykle budzi moje kontrowersje, resztę doczytam z podarowanych mi dodatków, to może się jeszcze czegoś ciekawego dowiem.

Czytaj także: Jak się pani czuje…?

Reklamy

5 thoughts on “Świadomość, nieświadomość i podświadomość, a uzdrowienia na drodze duchowej według nauki Bruno Groeninga

  1. Dorota, a co ty się przejmujesz tymi paniami i panami? Przecież wiadomo, że ludzie ze wszystkiego zrobią jakąś sektę albo inny cyrk. Zasada jest prosta jak drut: chcesz wyzdrowieć, więc sobie mówisz, że wierzysz w wyzdrowienie i nic więcej nie kombinujesz, bo jak zaczniesz za dużo myśleć, to wszystko zepsujesz. Możesz przyjąć „na rozum”, że Bóg istnieje – to chyba jest możliwe? A skoro istnieje, to się Mu oddajesz i reszta cię nie obchodzi, ma się dziać sama.

    Praktykuję tę metodę od paru lat i powiem ci, że im mniej masz oczekiwań co do tego, co ma być uzdrowione i w jakiej kolejności tym lepiej, bo tam w Niebie wiedzą najlepiej, czego ci potrzeba. Ty masz się tylko z pełną ufnością nastawić na odbiór energii i to wszystko. No, prawie. Myślenie o chorobach, konfliktach, kłopotach nie pomaga, więc po prostu o nich zapomnij. Możesz na początku wyrzucić (w wyobraźni) choroby i kłopoty do wora na śmieci, a ten wór wysłać do jakiejś czarnej dziury. Dobrze jest też słuchać swojej ukochanej muzyki, bo im masz lepszy nastrój, tym lepiej. Reszta dzieje się sama.

    Ja nie chodzę na żadne spotkania. Praktykuję w swoim własnym domu, zupełnie sama i jest OK. Jak masz pytania, to sie nie krępuj i wal, a wszystko ci wyjaśnię. Powodzenia!

    1. Jest mi znana zasada, że człowiek ma niepochowaną chęć, szczególnie w grupie i to bez względu na środki do podkreślania swojej wyższości i posiadania władzy nad drugim, malutkim lub słabszym – jak mu się na pierwszy rzut oka zdaje. Ale tylko trochę byłam zła sama na siebie, tym bardziej, że przy tym drugim razie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to żeby nie iść na spotkanie, ale ciekawość jest jak to się mówi pierwszym stopniem do piekła, nie na darmo wymsknęło mi się na początku powiedzonko ”do diabła” na przywitanie z panią prowadzącą.

      Wkurzyło mnie nieco to „religijne show” na podobieństwo mszy, powiem więcej, ja rozumiem, jaką funkcję odgrywają rytuały w życiu i że są koniczne, aby zrytualizowane akcje dotarły do człowieka i realizacji jego potrzeb. Żałowałam tylko, że na tym drugim przedstawieniu byłam sama i pod naporem bardzo dużej grupy „zwolenników” nie bardzo miałam szansę na odezwanie się, ale z drugiej strony nie chciałam psuć zabawy „przywódcom i zwolennikom”, choć chyba i tak, jeżeli nie popsułam do, to moimi krótkimi wstawkami dosypałam sporo pieprzu do potrawy.

      Metoda przedstawiana jest z pewnością interesująca i jak najbardziej sensowna, wszystko układa się w logiczną całość, aczkolwiek pewne uniwersalne prawa można by poddać dyskusji, nawet chyba gdzieś tam w mojej porywczości, coś zaczęłam na ten temat pisać muszę się temu ponownie w nadchodzących dniach przyjrzeć. A najważniejsze jest, że funkcjonuje, choć przyznam, że nie zaglądałam ponownie do podarowanych mi dodatków, w których jest ta metoda dokładnie opisana, ale pewnie spojrzę i może z perspektywy czasu postaram się jeszcze raz cos napisać

  2. Stosuję metodę Bruno Groeninga od 7 grudnia 2009 roku i musze powiedzieć że coś w tym jest.To znaczy w moim przypadku następuje poprawa zdrowia ale nie w tej kolejność w której bym chciał.Są osoby które doznają spontanicznego uzdrowienia u mnie to trochę trwało zanim dosnałem pierwszego uzdrowienia.Ale muszę wszystkim powiedzieć że napewno warto to robić bo to działa.

    1. Waldku jestem zwolenniczką empiryzmu, lubię sprawdzać wszelkiego rodzaju metody i testować je na funkcjonalność. Jeżeli coś funkcjonuje zaczynam używać, albo i nie, to jak z ulubioną potrawą, jeżeli smakuję to i z chęcią ją ponownie gotuje, a nawet staram się w sprawdzony dla mnie sposób wzbogacić.

      Metoda Bruno Groeninga, z pewnością funkcjonuję, choć ja nie jestem jej zwolenniczką, może nie tyle tej metody, co tego ugrupowania, właśnie wróciłam z urlopu, choć zdecydowanie i głośno oświadczyłam, że nie życzę sobie żadnej poczty od nich na temat szkolenia i temu podobnych, jestem zasypywana pocztą i materiałami do szkolenia. Także, co innego metoda, a co innego struktury z tymi metodami związane, choć przyznam, że takie narzucające mi swoje wolę ugrupowanie zniechęca mnie do czegoś, co jest wartościowe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s