duchowo · filozofia · myśli · Różne · Rozwój osobisty

Duchowość, sztuka dla sztuki czy do użytku…?

Symboliczny, ale i nie tylko wydźwięk pojęcia sztuki dla sztuki w odniesieniu do pojęcia duchowości jest szczególnym wyzwaniem, bo zarówno jedno jak i drugie trudno jest zdefiniować, nie wspominając o tym, aby znaleźć wspólny mianownik dla tych pojęć.

Sztukę dla sztuki można rozpatrywać w kategoriach sztuki użytkowej, bo o użyteczności nie ma mowy, a przynajmniej nie powinno być mowy, tak wynika z założeń czystość sztuki niesłużącej żadnym celom, a jedynie podziwianiu. Można by się było tutaj naturalnie sprzeczać o czystość takiego podejścia niesłużącego żadnym celom, bo jak wiadomo artyści w swojej twórczej wyobraźni posługując się symbolicznymi przesłaniami tworzonych przez nich obrazów, przekazywali światu, to, co właśnie się tliło w ich umysłach, posługując się taką formą przekazu artystycznego, jaki był im najbliższy. A forma symbolicznego przekazu nigdy nie jest neutralna, bądź czysta, a zazwyczaj niesie ze sobą określone przesłanie, jakkolwiek jest ten odbiór przez odbiorcę interpretowany. Nie biorąc pod uwagę ani twórcy, ani przesłania ukrywającego się pod artystycznymi dziełami, a ograniczając się do artystycznego aspektu podziwiania dzieła, pewnie można by rozważać istnienie pojęcia sztuki dla sztuki.

Duchowość o ile nie można jej jednoznacznie zdefiniować, to chyba można w długo i namiętnie filozofować, gdzie tu użytkowy jej charakter, a gdzie użyteczność….?

Dyskusje na tematy duchowe charakteryzują się efektywnym, a nawet widowiskowym językiem, im bardziej skomplikowane słownictwo, nazewnictwo, z którym przeciętny człowiek nie jest w stanie nic zaczynać, tym większe wrażenie robi. Nic dziwnego, że w zasadzie chodzi chyba o wrażenie, jakie należy wywołać na salonach intelektualnych (temat przekonywania do własnych duchowych idei i pozyskiwania nowych wyznawców pozostawię w tym wypadku w spokoju) . Przeciętny człowiek, który być może wpadnie na pomysł zainteresowania się tematem może  jedynie zawrotu głowy dostać i aby się nie splamić, nie wiedząc, o co chodzi, przytaknie tradycyjnie, bo przynajmniej na początku trudno jest stawiać opór w zawiłości przedstawianych teorii. Im bardziej zawiłe pojęcia, to tym bardziej skomplikowana sprawa(przynajmniej takie robi wrażenie), tym łatwiej przecież pozyskać  naiwnych zwolenników swoich idei niemających pojęcia o omawianych tekstach, bo nim zrozumieją, to wiele czasu upłynie.  No tak…, bo jak nazwać, bądź opisać zjawisko duchowości, coś, czego nikt wie widział, jak i chyba nie poczuł, no chyba, że to ja tylko nie czuję tego dziwnego zjawiska. Jak opisać coś, co istnieje tylko w iluzorycznym umyśle, w celach karmienia tegoż tymi iluzjami? A może  to pojęcie z religią włącznie  służy jedynie zneutralizowaniu strachu przed śmiercią…?

O ile dyskusja na temat duchowości nie wnosi moim zdaniem do sztuki użytecznej absolutnie nic, kompletnie nic, czyli można mówić o sztuce jak najbardziej użytkowej, bo czymże jest duchowości, której tak naprawdę nikt nie jest w stanie jednoznacznie zdefiniować, a jej zadaniem jest podziwianie tego jakże tajemniczego charakteru, jakkolwiek on wygląda w  swojej różnorodności pojęć.

Inaczej może być z rozwiązywaniem zagadki po tytułem:, „Co to jest duchowość…?”, a duchowości nadamy określony symboliczny charakter mającej na celu tworzenie własnych teorii, to  taki stan służy  jedynie celom  intelektualnym, aby wspomagać umysł i neurony w ich pracy.  Ponieważ neurony odżywiają się ciągłymi impulsami, a do intelektualnego  tworzenie nowych struktur  konieczna jest praca umysłu i elementów tego umysłu, to przy podaniu odpowiedniej dawki materiału w procesie kształtowania nowych form, bądź systemów duchowych można mówić  o sztuce użytecznej, ale jedynie dla twórcy tegoż sytemu.

Jedno jest pewne dyskusje tego typu o ile pobudzają pracę neuronów, to w użyteczny sposób nie pobudzają do tańca, a jeżeli już, to do intelektualnego tańca osoby rozeznającej się w temacie, nie są jednakże takie dyskusje w stanie porwać do wspólnych swawoli, tańca i tego wszystkiego, co można by nazwać przyjemnością, tak jak to jest np. w przypadku muzyków, grajków wszelkich maści, których to muzyka może się wręcz jednoznacznie podobać, albo i nie, można jej słuchać lub nie, można przy niej tańczyć lub nie.

Duchowość chyba tak z założenia wymaga pewnej powagi, bo nie widziałam jeszcze duchowego guru, (choć, kto ich wie, co robią, jak zamykają duchowe drzwi, po wyjściu swoich wyznawców), który by  rzeczywiście przeżywał szczerą radość podczas swojej duchowej mowy, dlatego nie jest ona sztuką użyteczną, przy której można nie tylko się czegoś nauczyć, mądrze pokiwać głową, ale i dobrze zabawić, pośmiać i zatańczyć w rytm propagowanych nutek  przez duchowych przewodników.

Nie mogę pojąć, mianowicie jak i kiedy odczuwa się duchowość…, jakkolwiek zmysłowo, czy pozazmysłowo, może tylko na poziomie myśli, wspomnień, fantazji wyobraźni, doświadczenia, ot tak prosto w praktyce. Znana mi jest odpowiedź, którą już  wiele razy słyszałam, że każdy odczuwa to indywidualnie… ? Niby tak, ale skoro istnieje zbiorowe pojęcie duchowości, to musi istnieć wspólny mianownik tego pojęcia…to tak z logicznego punktu widzenia. No chyba , że należy do tego pojęcia podejść z punktu widzenia pozazmysłowego…, to wtedy należy logikę jak najbardziej wykluczyć z rozważań… nie zmienia to faktu , że i w takich wypadkach chciałabym poczuć taki stan , choć na chwilę. Wiem, kiedy odczuwam miłość, a kiedy nienawiść, wiem, kiedy jestem wesoła, a kiedy zła, wiem, kiedy jestem dobrą wróżką, a kiedy wstrętną wiedźmą, ale kiedy odczuwam stan duchowości nie wiem, no chyba, że miłość i nienawiść, dobro i zło, prawda i fałsz, oraz inne podwójnej natury pojęcia razem wzięte charakteryzują duchowość.  A może duchowość, to stan balansowania miedzy tymi dualnymi pojęciami w imię zmian zachodzących w życiu.

Dla mnie duchowość jest chyba jedynie sztuką dla sztuki, bo nie dość, że absolutnie nie wiem, kiedy i gdzie ją usytuować, aby podziwiać różnorodność formy tego tajemniczego zjawiska, jaką tworzy ludzkość w tym wymiarze, aby może choć na chwile się z nią  identyfikować, to użyteczność jej objawia mi się tylko wtedy, jak uruchamiam moje neurony w celach czysto filozoficznych na tymi tematami, aby umysł miał dobrą pożywkę do rozwiązywania zagadek z tym tematem związanymi.

Ten czysto filozoficzny tekst był przynajmniej na chwilę tworzenia użyteczny, bo już dawno moim neuronom nie dałam pożywki (neuroplastyczność mózgu domaga się nowych bodźców) w tym temacie, choć chyba do żadnych efektownych wniosków nie doszłam.Niby sztuka pisania dla samego pisanie, a jednak umysł musiał intensywnie pracować, co sprawia, że sztuka dla sztuki może być sztuką użyteczną, ucząc się nowych rzeczy, a jeżeli duchowość jest takim podobnym procesem, to jest jak najbardziej sztuką użyteczną, w celach dawania pożywki intelektualnej, a co z tego wynika w życiu realnym, to już zupełnie inna sprawa.

Ostateczny wniosek jaki mi się nasuwa: tak długo jak nikt nie wie czym jest duchowość, a jej tajemniczy charakter służy celom podziwiania,  jest ona jedynie sztuką dla sztuki, o ile służy ona celom pobudzającym umysł i intelekt, to można ją zakwalifikować do rangi sztuki użytecznej.

Reklamy

7 thoughts on “Duchowość, sztuka dla sztuki czy do użytku…?

  1. Witam

    Mam zupełnie odmienne podejście do duchowości niż Ty.

    Moim zdaniem wszelka duchowość powinna być jak najbardziej praktyczna i użyteczna, całkowicie obdarta z wszelkiej nadbudowanej teorii.

    Duchowość jest dla mnie przede wszystkim jak najbardziej autentycznym doświadczeniem rzeczywistości. Doświadczeniem obdartym z wszelkich logicznych idei, form, przekonań, poglądów. Doświadczeniem w pełni poza słowami.

    Duchowość jest dla mnie również doświadczeniem mnie samego i mojej obecności w tym świecie. Mojej łączności z tym światem. Jedności.

    Słowa, których jest pełno w duchowości nie są prawdziwym doświadczeniem. Są jedynie kierunkowskazem do doświadczenia. I tyle. Palec wskazujący księżyc nie jest księżycem.

    W tym sensie duchowość jest dla mnie niesamowicie użyteczna. Jestem w stanie odbierać świat na luzie, koncentrować się na teraźniejszym momencie. Chłonąć każdą chwilę. Podziwiać piękno kwiatów, cieszyć się uśmiechem drugiej osoby, radować piosenką, czy w pełni smakować potrawy, którą akurat spożywam.

    To jest prawdziwie duchowe. Duchowość jest realizowaniem się Ciebie w teraźniejszości.

    Czy jest możliwe „czyste” odbieranie sztuki?

    Myślę, że absolutnie tak. Poprzez autentyczne spojrzenie, tak charakterystyczne dla zen. Patrzymy przykładowo na obraz, nie oceniając go. Po prostu go czujnie obserwujemy. Nie tworzymy na jego temat interpretacji. Pochłaniamy go.

    Piszesz, że duchowość jest lingwistycznie zawiła i skomplikowana. Nie do końca. Zen przykładowo oferuje ogromną prostotę.

    Piszesz, że nie spotkałaś się z pozytywnym i radosnym nauczycielem duchowym, który czerpie prawdziwą radość z tego co uczy.

    Jest to dla mnie dosyć dziwne.

    Pomijając kwestie roshi zen, którzy są niezwykle pogodnymi, uśmiechniętymi i szczerymi osobami, to najbardziej znani mistycy XX wieku byli bardzo radośni.

    Osho wielokrotnie śmiał się podczas swoich wykładów, opowiadał żarty i proponował czerpanie pełnej radości z życia.

    Anthony De Mello również emanuję wręcz czystą pozytywną energią.

    Eckhart Tolle nieco bardziej stonowany także dosyć często prezentuje swoje poczucie humoru.

    Jestem bardzo ciekaw Twojego zdania po przeczytaniu tego komentarza.

    Pozdrawiam serdecznie
    Rafał Cupiał

    1. Witaj Rafale :)
      Być może tak jest Rafale , że mamy zupełnie inne podejście do duchowości, w właściwie należałoby powiedziec i dzieki bogu , że tak jest , bo właśnie chaotyczna różnorodność jest twórcza. Czy tak jest na pewno nie wiem , bo na razie poznałam Cię z zaledwie dwóch komentarzy, więc trudno jest mi cokolwiek dokładniej oceniać i wartościować.
      Jak wspomniałam w notatce tekst ten jest czysto filozoficznym, pozwalający w zasadzie na pracę moich neuronów i jest daleki do stwierdzania jakichkolwiek aksjomatów szczególnie jeżeli chodzi o pojęcie duchowości.Ale…

      To jest prawdziwie duchowe. Duchowość jest realizowaniem się Ciebie w teraźniejszości

      Pięknie to napisałeś. Bardzo mi przypadło do gustu :) z tym mogłabym się rzeczywiście zgodzić i identyfikować :)

      A tak naprawdę, to nie wiem, czym jest duchowość, choć lubię sobie na jej temat pofilozofować, duchowość kojarzy mi się czysto symbolicznie z aureolą świętości, aczkolwiek jestem realistką i bardzo daleko mi do świętości. To co Ty nazywasz duchowością ja określam pasją(pomijając przy tym zupełnie normalne życie, choć pasja jest częscią składową codziennego życia) i pod tym względem sie rzeczywiście różnimy.
      Ale czyż praktyczne jej użytkowanie, w takim wydaniu jak ty to określiłeś, nie jest prawie tym, o czym ja w ostatnim zdaniu piszę
      …,o ile służy ona celom pobudzającym umysł i intelekt, to można ją zakwalifikować do rangi sztuki użytecznej.

      Mózg z jego funkcjami jest tak w skrócie odpowiedzialny jest za wszystkie funkcje związane z naszym przeżyciem…, tak, więc być może mózg, umysł jest duchowością… , a w takim wydaniu jest jak najbardziej sztuką użyteczną?

      Tak a propos czystego odbierania sztuki…? Czym jest czyste odbieranie sztuki, czy istnieje w ogóle coś takiego? Jeżeli subiektywny odbiór sztuki nazwiemy czystym, to tak istnieje czyste odbieranie sztuki …a jeżeli nie, to co ….w jakim stopniu odbieranie sztuki jest rzeczywiście czyste ? Na cokolwiek byś nie spojrzał , sztukę , ludzi, wydarzenie , własne myśli, naturę…itd , jeżeli to coś przykuło twoja uwagę , to pochłanianie tego będzie motywowało umysł do pracy, co w kolejności wiąże się z interpretacjami.

      Również serdecznie pozdrawiam :)

  2. Nie nazwałbym duchowości pasją, bo uważam, że jest ona poza pasją.

    Jest poza emocjami i uczuciami. Jest dla mnie czystym doświadczeniem teraźniejszości.

    Tak jak napisałem:

    „W tym sensie duchowość jest dla mnie niesamowicie użyteczna. Jestem w stanie odbierać świat na luzie, koncentrować się na teraźniejszym momencie. Chłonąć każdą chwilę. Podziwiać piękno kwiatów, cieszyć się uśmiechem drugiej osoby, radować piosenką, czy w pełni smakować potrawy, którą akurat spożywam.”

    Chodziło mi o doświadczenie poza intelektem. Przestajesz być sobą, być Dorotą, być kobietą, być przyjaciółką, być blogerką i po prostu jesteś. Jesteś tym momentem, który się dzieje, jesteś piciem herbaty i jesteś oglądaniem kwiatka. Jesteś całkowicie poza swoją głową. Na zewnątrz umysłu i przekonań. Twoje doświadczenie jest czyste, nieskażone myślami o przeszłości i marzeniami o przyszłości.

    Co do czystego pojmowania sztuki. Jeżeli będziemy coś obserwować autentycznie to w żaden sposób nie będzie to motywowało umysłu do pracy ani tworzenia interpretacji.

    Chodzi o to, żeby po prostu wyjść poza umysł, poza założenia, definicje, szufladki, przekonania, interpretacje. I patrzeć czysto bez oceniania. Po prostu patrzeć. I absorbować.

    Wtedy odbieramy sztukę, zachód słońca, uśmiech przyjaciela, czysto i bez zniekształceń. Z umysłem początkującego.

    Pozdrawiam

    1. Czy duchowość jest poza emocjami i uczuciami , nie wiem , bo nie wiem czym jest duchowość , więc raczej spekulowałam bym w kierunku współgrania tych komponentów , ale mogę sobie jedynie spekulować i filozofować, jak do tej pory nie znalazłam na to pytanie odpowiedzi , tak i nie spotkałam nikogo , kto byłby w stanie na ten temat jakieś pewniki ustanowić. Można się podejmować opisu istoty duchowości , ale jest to wytwór , do którego można sobie wiele , ale to bardzo wiele obrazów dopracować.
      Dla jednego są to opisy doświadczenia siebie poza intelektem, dla innego jest to coś co się wiąże z parapsychologią , bądź religią, lub działaniem sił nadnaturalnych, jeszcze inni ograniczają swoją duchowość do filozofowania, bądź mistycy , którzy są w stanie ponoć zmienić stan i poziom swojej świadomości , i chwała tym mistykom , którzy to potrafią , ja lubię realistycznie i na ziemi. Jedni twierdzą , że to nadnaturalna zdolność człowiek , inni , że naturalna . Jedni na duchowości zarabiają, a inni czerpią z tego tylko korzyści dla siebie. Dlaczego nie, dla każdego coś dobrego.

      I jakkolwiek by do tego tematu nie podejść , każda interpretacja tego będzie właściwa, tak jak twoja jest właściwa dla ciebie Rafale.
      Rafale jeżeli ty potrafisz doświadczyć siebie poza intelektem , jeżeli potrafisz przestać być Rafałem, mężczyzną, przyjacielem itd. , tutaj domyślam się że chodzi ci o krótkotrwały stan autohipnozy i choć jest on pewnie pociągający i relaksującym na krótką metę, to nie jest codziennym życiem , ani realiami codzienności. Nie interesuje mnie bujanie się w obłokach. Nie mam potrzeby przestawać być sobą , aby doświadczyć czegoś co określasz duchowością, bo jak stwierdziłeś różnie je pojmujemy. Tak masz rację , teraz mogę już z większą pewnością powiedzieć , że je różnie pojmujemy. Jeżeli potrafisz w swoim wieku , odbierać świat , ludzi , środowisko z umysłem początkującego( tak przy okazji nie wiem , co to jest obserwowanie autentyczne… i czy może być ono nieautentyczne,) , to nic tylko pogratulować takiej umiejętności , jednakże polecałabym ci się zapoznać ci się głębiej z niektórymi tajnikami psychologii i neurobiologii , na ile taki stan jest możliwy…., oczywiście bez ograniczania się do wypowiedzi jednego autorytetu , ale nieco więcej skonfrontować…, bo tam panuje również wielki zamęt.

      Masz prawo do pojmowania w ten sposób duchowości jak ją rozumiesz Rafale , ale ja pozostaje przy swojej. Amen :)

  3. :) :) :)

    Bardzo się cieszę, że mogę parę kwestii rozjaśnić.

    Po pierwsze dosyć obszernie interesuję się psychologią poznawczą, neurologią, neurobiologią, neurolingwistyką i ogólnie pojmowaną kognitywistyką i neurosience :)

    I nie absolutnie w żadnym wypadku nie chodzi o żaden stan autohipnozy. Wręcz przeciwnie. Bycie w swojej tożsamości i w swoich rolach społecznych jest mentalnym transem i hipnozą. To o czym piszę to czysty przejaw obecności i świadomości.

    Jest to stan neurologicznie określany jako stan świadomości zewnętrznej, w którym w pełni koncentrujemy się na zewnętrznych bodźcach zamiast na rozmyślaniach w swojej głowie.

    Czym jest „duchowość”? „Duchowość” jest słowem. Niczym więcej. Kierunkowskazem do jakiejś idei. Na poziomie lingwistycznym jest bardzo obszerną nominalizacją więc oczywistym jest, że każda osoba będzie miała swoją własną kategorię poznawczą i mentalne doświadczenie takiej idei.

    Ja piszę tylko jak ja interpretuję to słowo w moim, a jakże indywidualnym modelu świata.

    Ja cały czas doświadczam siebie poza tożsamościami. Jest to tak zwana obecność. Z tożsamości korzystam jak z narzędzi w dynamice socjalnej. Najzwyczajniej w świecie ułatwiają komunikację w określonych kontekstach. Jednak umiem się również komunikować autentycznie, bez masek.

    Powtarzam, obecność nie jest transem, wręcz przeciwnie – jest pełną świadomością.

    Zen jest Twoim codziennym umysłem. Umysł naturalny i autentyczny może być Twoją codziennością. Prawdą jest, że „bujaniem w obłokach” jak ty to nazywasz jest trans w jakim znajduję się większość społeczeństwa.

    Trans pod tytułem: przeszłość, przyszłość, obyczaje, tradycja, trzeba, należy, muszę, nie wypada, co ludzie pomyślą, nie przystoi. To jest jedna wielka halucynacja.

    Nie możesz przestać być sobą. Nigdy nie możesz nie być sobą. Zawsze sobą jesteś. Ja mówię, że możesz przestać być jakaś. Przestać być zdefiniowana. Przestać być swoim imieniem.

    Bo jako istota jesteś nieograniczenie bogatsza niż jakakolwiek próba zdefiniowania Ciebie.

    Zawsze będziesz kimś więcej niż Dorotą, więcej niż przyjaciółką, więcej niż pracownikiem, szefem czy jakiekolwiek role społeczne na siebie bierzesz.

    Nie ma czego gratulować. A wiek jest nierelewantny.

    Są osoby, które mając 55 lat siedzą zamknięte w swoich mentalnych, socjalnie narzuconych boksach i halucynują życia jakie chcieliby mieć

    Są też osoby, które doznają przebudzenia w wieku lat 20. I żyją w pełnej obecności.

    Pozdrawiam

    1. Rafale , powiedz pani sprzątającej , która się utrzymuje z jednej pracy , mając powiedzmy dwójkę dzieci na utrzymaniu , dołączmy do scenariusza albo brak męża wspierającego rodzinę , albo zarabiającego na tyle niewiele, że wystarcza zaledwie na utrzymanie rodziny. Powiedz takiej kobiecie, że żyje w transie i hipnozie, no i oczywiście , że jej życie nie jest przejawem obecności i świadomości . Czy możesz sobie wyobrazić reakcję takiej pani….. :D :D :D ? Tą panią interesuję , czy jej dzieci będą miały, co jeść , w co się ubrać i czy będzie mogła je wykształcić, oraz czy oboje z mężem przeżyją.

      Bzdurą jest to co piszesz i nie ma się w żaden sposób do realiów życia, to o czym piszesz to produkt dla bogatych, sfrustrowanych osób nie wiedzących co ze sobą zrobić, szukających przygód na arenie duchowo-mistyczno –rozwojowych. ale jak ktoś lubi , to dlaczego nie.

      To o czym piszesz , ma być podejrzewam pochwałą świadomości . Nie interesuje mnie to w formie pochwały istnienia cudu świadomości, a raczej interesuje mnie bardziej od strony funkcjonalności tegoż instrumentu.
      Stan świadomości zewnętrznej , a w zasadzie określenie tego stanu , to taka sama definicja pełna niewiadomych jak definicja duchowości.

      Gdzieś tam wyżej, pisałeś o pochwale jedności, jeżeli pochwalasz jedność , to spróbujmy pokusić się o zrewidowanie tych pojęć , czym jest jedność , w odniesieniu do świadomości zewnętrznej. Czy możliwa jest świadomość zewnętrzna, bez świadomości wewnętrznej. Aby się skoncentrować na bodźcach zewnętrznych , czyż w tym wypadku nie musi pracować wnętrze, jak się chcesz skoncentrować na zewnętrzu , bez swojego umysłu . Aby odbierać stan zewnętrzny muszą pracować zmysły , ale jak tu one mogły by pracować , gdyby nie były ściśle powiązanie z funkcjami biochemicznymi i elektrochemicznymi układu nerwowego, a ten z całą resztą organizmu…? To co na zewnątrz wpływa poprzez określaną przez ciebie świadomość zewnętrzną na stan wewnętrzny , ale jednocześnie stan wewnętrzny i jego fizjologia ma wpływ na to na co zwracamy uwagę na zewnątrz.
      Do reszty się nie odniosę , bo nie bardzo mam czas , ale być może kiedyś przy jakiejś okazji powrócę do tematu. Pozdrawiam.

  4. Moim zdaniem określanie tego o czym pisałem bzdurą wynika z bardzo silnej ignorancji i braku otwartości.

    Już spieszę z wyjaśnieniem.

    Praktykowanie Mindfulness, czyli na polskie uważności, jest techniką zaadaptowaną z buddyzmu zen do dzisiejszej psychologii klinicznej i ma wielokrotnie potwierdzony badaniami pozytywny wpływ na stres, emocje, radzenie sobie z trudnościami życia.

    I jest niesamowicie łatwo aplikowalne u każdej zdrowej sensorycznie osoby, niezależnie od jej sytuacji materialnej. Zarówno dla ubogich jak i dla bogatych. Bo bogactwo fizyczne a bogactwo duchowe to dwie różne kwestie. Czasem zupełnie niezależne od siebie a czasem spójne.

    Oczywiście z panią sprzątaczką rozmawiałbym inaczej. Użyłbym innych słów, dobrał inny komunikat, posłużył się metaforą. Dałem się ponieść złudzeniu, że rozmawiając z Tobą mogę sobie pozwolić na takie określenia jak trans i świadomość.

    Biorę na siebie odpowiedzialność za takie odebranie mojego komunikatu. To ja nieodpowiednio do Twojego zrozumienia dobrałem formę przekazu.

    Postaram się jaśniej.

    Stan świadomości zewnętrznej nie jest definicją pełną niewiadomych. Polecam udanie się w podróż po zakamarkach psychologii pozytywnej, można spotkać się tam z pojęciami takimi jak stan flow, czy też stan uptime.

    Jeżeli chodzi o fale mózgowe to spotkałem się z badaniami, które potwierdzają, że osoby praktykujące zazen utrzymują fale mózgowe na poziomie gamma, czyli poziomie odpowiedzialnym za ruch.

    Od strony funkcjonalnej, cóż więcej mogę powiedzieć niżeli odesłać Cię do badań na temat mindfulness. Niesamowicie skuteczne narzędzie, niesamowicie proste w użyciu, absolutnie zmieniające jakość każdego pojedynczego dnia. Dla każdej osoby, pani sprzątaczki, wykładowcy akademickiego, koszykarza, bloggera, ogrodnika.

    Ależ oczywiście – masz rację :) Jeżeli chodzi o ostatni akapit to zgadzam się.

    Twoje wnętrze cały czas funkcjonuje, jest receptywne i istnieje. Twoja uwaga jednak przeniesiona jest na świat zewnętrzny, więc nie zdajesz sobie z niego sprawy. Jesteś odcięta całkowicie od wewnętrznych bodźców.

    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s