Fotografia · Intuicja · przygoda

Dorwałam płochliwego złodzieja… :)

Od wczesnej wiosny, pojawiał się ktoś bardzo tajemniczy koło domu. Nowy to znajmy musiał być, bo nie znałam jego zwyczajów.

Ślady po sobie zostawiał, które w miarę upływu czasu drażniły niezmiernie, bo nie dość, że tegoroczne uprawy kwiatowe, w zasadzie z założenia miały być uboższe, uboższe w sensie braku czasu, aby troszczyć się o nowe i wyszukane sadzonki kwiatowe, uboższe – nie oznaczało, że nie życzyłam sobie, aby wyrosło to, co w piwnicy zimowało, czekało na kolejną wiosenną odsłonę i które w kolejności pieczołowicie pielęgnowałam.

Tak więc mój przybysz, systematycznie przychodził sobie do mnie w odstępie 3-4 tygodni, jak pojawiały się nowe pączki kwiatowe i zjadał ze smakiem to, co świeżego wyrosło. Nie dość, że zuchwale drapnął, co koło domu rosło, to nie zjadał byle czego, tylko najsmaczniejsze kąski kwiatowe, ale cóż można o złodzieju innego powiedzieć. Złodzieje mają to do siebie, że biorą co najlepsze i nie dziękują, nie pytają o to, czy mogą, a może zapłacić przystoi … nie, oni się sami obsługują, bo to im się należy … ? Co nie oznacza, że mogą tak do woli, pewnego dnia przychodzi zazwyczaj kryska na Matyska.

Najsmaczniejsze były kąski w postaci kwiatów nagietka i pelargonii, tylko te najpiękniejsze, najbardziej kwitnące, pachnące i dojrzałe.  A jak się porcja kwiatów skończyła, ukradkiem umykał do lasu, do swojego domku leśnego pozostawiając wszystko w pozornym porządku, tylko te łodygi święcące pustkami … i tak do kolejnych kwiatowych zbiorów. Doprawdy dziwne to maniery…, najsmaczniejsze były tylko te dwa rodzaje, ciekawe, co w nich było szczególnego…,inne także kwitnące  z przewagą zieleni, jakoś nie przypadły przybyszowi do gustu, ale nic dziwnego, w lesie pod dostatkiem zieleni, więc bierze się to, co najsmaczniejsze, wyszukane i wolno dostępne. Kolejne wizyty z czasem wołały o pomstę do nieba, bo sytuacja się powtarzała, po pojawieniu się nowych świeżych już tuż, tuż rozkwitających pączków kwiatowych, a te znikały po wizycie nieznajomego gościa. Aż do dnia dzisiejszego, kiedy z samego rana jakieś przeczucie poniosło mnie przed drzwi domu i pomyśleć, że ku mojego zdziwieniu siedziała sobie zaczajona sarna jakby czekała na tą chwilkę, kiedy może dopaść swojej ofiary kwiatowej, być może marzyły jej się ponownie smakołyki kwiatowe, które w końcu po kolejnych tygodniach rozrosły się w całej swojej okazałości. Rozsiadła się i czekała jak kocica polująca na myszki i myślałby kto, że płochliwa…? Moje gadanie – hej Mała spadaj, nie ze mną dzisiaj te numery, jak już, to musisz się ponowie pod moją nieobecność pojawić – a ona nic, zero reakcji, tylko się przygląda – jakaś oswojona, czy co… – pomyślałam. Nie pozostało mi nic innego jak pójść do domu po aparat fotograficzny. Podniosła się z gracją, odwróciła się, chyba nie dowierzała, że na próżno się tym razem na kwiatowe łowy wybrała,  a to przyglądała, jakby chciała powiedzieć w końcu zrezygnowana – no teraz jest już czas na zdjęcie, właśnie ci pozuję, tak, więc korzystaj z okazji, jak mnie już dorwałaś – po czym po pierwszym zdjęciu pomknęła w sobie znanym kierunku…

Reklamy

6 thoughts on “Dorwałam płochliwego złodzieja… :)

  1. Sarenka i kwiatki? Zawsze myślałam, że tylko trawy i runo leśne, czasem sianko jest w kręgu zainteresowań sarenek. To niespodzianka!
    Pozdrawiam gorąco Dorotko!

    1. Też tak od zawsze myślałam , tym bardziej , że ode mnie do lasu jakiś dobry kilometr, a w lesie pod dostatkiem pysznego leśnego jedzenia , więc nie bardzo rozumiem… , te dalekie wyprawy pod dom…czyżby tylko po smakołyki :)

  2. Tak myślę! Ludzie też czasem robią całe kilometry, by „upolować” jakiś przysmak . Dobrze, że całego stada ze sobą nie przyprowadziła, bo wtedy Twój ogród miałby marne szanse na przetrwanie /szok*/:)

    1. No nie jeszcze tego by brakowało, ale mimo wszystko miła była :) , chyba mi się jej nawet szkoda zrobiło , bo tak dziwnie patrzyła, jak załapała , że na próżno sie taki kawał drogi trudziła. Nie zrozumiałam , co miało to do siebie , że tylko te dwa rodzaje kwiatów zjadała. dziwne…? ale od ostatniej wizyty jej nie było , bo kwiaty w całości przynajmniej do tej pory :)

  3. Prawdopodobnie nagietek i pelargonia zawierają jakiś składnik, którego w diecie sarenki brakowało. Może tylko okresowo go potrzebowała i teraz już funkcjonuje bez potrzeby podjadania Twoich kwiatków. Nie martw się , dzikie zwierzęta działają instynktownie- gdyby potrzebowała odnalazłaby drogę do Twojego ogródka :)

    1. tak okresowo :), dokładnie , co 3-4 tygodni…dziwne :), na szczęście zarówno nagietek jak i pelargonie regenerują się szybko i kwitną jak szlag :) to jedyne pocieszenie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s