duchowo · ezoteryka · Intuicja · Natura · Różne

Jak się pani czuje…?

To pytanie w tytule było skierowane do mnie w liście od towarzystwa, o którym tutaj pisałam i nie przypadło mi już wtedy do gustu, a kolejny list zaczyna mnie drażnić i to bardzo. Zaraz po pierwszym przeczytaniu jakieś  mnie nudności dopadły…? W złości podarłam i wyrzuciłam go do śmietnika. Szybko mnie jednak olśniło, tak więc wyciągnęłam go ze śmietnika i posklejałam taśmą klejącą, no bo kto wie, do czego on mi będzie jeszcze potrzebny.

Jako opiekunka wspólnoty Bruno Groeninga miasta… leży mi na sercu, żeby pani swój cel osiągnęła? W końcu przyszła pani do nas z konkretnymi życzeniami.

Oczywiście, że przyszłam z konkretnymi życzeniami. Tak się zastanawiam, czyż niezbyt głośno i jasno skonkretyzowałam swoje życzenia, dając do zrozumienia, że jedynie moja ciekawość zawiodła mnie w progi tego towarzystwa i nic poza tym. Czyż mój dobrowolny datek, za dwie godziny spędzone w grupie w celach czysto informacyjnych, nie był wystarczający…? Hm… za może zbyt wysoki i woła się o więcej …?

 Największą pomocą na drodze do zdrowia są jednak godziny spędzone we wspólnocie, na które po raz kolejny panią serdecznie zapraszam. Aktualne terminy podaję pani w aneksie.

Bez wątpienia jest tak, że największą pomocą mogą być godziny spędzone we wspólnocie, grupa nadaje zawsze większego znaczenia ideologii, jaka ona by nie była. Tylko, co tu zrobić jak ja nie jestem zainteresowana, ani godzinami w tejże wspólnocie, która mi absolutnie nie pasuje, ani nie jestem przekonana o skuteczności tego, co tam się robi.  Nie wspominając, że jestem uczulona na widok ołtarzy głównego guru tej grupy, a także mam problem z podporządkowaniem się, szczególnie w grupach duchowych. Pani Renatka doświadczyła mojego protestu przeciw publicznym metodom, uzewnętrzniania wręcz intymnych detali z własnego życia , w miejscu gdzie wszyscy opisywali swoje choroby ja nie napisałam nic, jedynie, że mnie taka forma i treść uzdrawiania nie interesuje, za co zostałam skarcona w obliczu całej grupy, a gdyby miała kijek pani Renatka dałaby mi wtedy po łapkach…, za niepodporządkowanie się…, naszło mnie takie skojarzenie …

Czy jest pani zainteresowana materiałem do szkoleń? Proszę dać mi znać.

Od początku zakończenia, czyli po drugiej wizycie, która miała być uzupełnieniem do pierwszej wizyty dałam wyraźnie do zrozumienia, że to, czego chciałam się dowiedzieć, wystarczyło mi na tych niby dwóch wykładach, a materiałów dodatkowych żadnych nie potrzebuję, za pierwsze zapłaciłam i tyle…

Pani może się do mnie odezwać pod wyżej podanym adresem lub numerem telefonu.  Jednakże, jeżeli pani się nie odezwie w ciągu kolejnych 3 tygodni, skreślę panią z listy moich adresów, co oczywiście nie oznacza, że pani już do nas nie może ponownie przyjść.  Wystarczy tylko jeden telefon, a my przyjmiemy panią z powrotem.

Moja bujna fantazja zaprowadziła mnie do chwili i miejsca, kiedy na kolanach błagam o ponowne przyjęcie w szeregi wspólnoty. I to był punkt, kiedy poczułam odruch wymiotny, bo taką fałszywą dobroduszność czuję na odległość. Oczywiście grzecznie tym razem się podporządkuję i przez trzy tygodnie się nie odezwę w nadziei, że mnie w końcu skreśli z tej przeklętej listy.

Już obecnie cieszę się na ponowne spotkanie z panią i życzę naturalnie wszystkiego dobrego, zdrowia i radości na drodze życia

Z poważaniem pani Renata… (tłumaczenie własne z j. niemieckiego)

 

Na próżno się pani raduje, od początku zaznaczyłam, że moja wizyta była wybrykiem mojej ciekawskiej natury, ale nie chęcią dobrowolnego oddania i podporządkowania się strukturom, które mi nie odpowiadają. Nie lubię jak się mnie szantażuje i stawia mi warunki, nie wspominając, że się nie respektuje od początku mojej woli, wskazując na mnie palcem podczas drugiej wizyty jak na czarną owcę, bo nie współdziała, jak się tego oczekuje ( tak mi jakoś to wydarzenie dosyć dobrze utkwiło w pamięci…?). Warunki jak dla mnie były jasne, ja zapłaciłam (chyba zbyt sowicie) za dwie godziny spędzone na waszych wykładach i materiały informacyjne zaznaczając, że nie jestem zainteresowana przynależnością do grupy, ani kolejnym przesyłkami. Na tym miała się w zasadzie nasza znajomość zakończyć. Ale te warunki  były niewątpliwie oczywiste tylko dla mnie, bo nadal jestem systematycznie zaopatrywana w skrypty informacyjne, które mi są przysyłane co parę miesięcy, domagając się jednocześnie ode mnie mojej historii cudownego uzdrowienia…, nie wspominając  nawoływania o dobrowolne datki za te skrypty…,?

PS. Miałam ochotę wysłać pani Reni pisemnie mniej więcej taką odpowiedź jak ta powyższa, ale boję się, że wpadnie jeszcze na pomysł chęci dalszej dyskusji ze mną, starając się mnie przekonać o słuszności swojej racji. Niech ją zachowa dla siebie i wiernych swojego guru.

Tak, więc zamieszczam moją odpowiedź na blogu w formie ciekawostki  jak  i odreagowania się za fałszywą dobroduszność.

Ale kto wie, co się wydarzy za pół roku może będę miała to szczęście i nie dostanę kolejnych „materiałów do szkoleń”, być może  na wieki wieków usunie pani Renia mnie z listy swoich adresów, a jak nie to trzeba będzie sięgnąć do radykalniejszych sposobów.

Może, dlatego jest mi forma duchowego biznesu, w którym płaci się za pracę bądź usługę konkretną sumę pieniędzy decydowanie bliższa, niż taka forma w której przedstawiciele poświęcają się za darmo w imię nie wiadomo jakich celów, bądź domagają się dobrowolnych datków, a swoich klientów pacjentami, bądź wiernymi określają.

Ale jak to się mówi, ponoć nic nie jest droższe, niż to co się za darmo dostaje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s