duchowo · filozofia · myśli · Natura · Rytuały

Rozważania o życiu, śmierci, transformacji…

Wszystkich świętych to dzień, który mi się zawsze kojarzył ze śmiercią, ze smutkiem, z rodzinnymi spotkaniami, z chwilą zatrzymania się nad pamięcią tych, którzy odeszli. Na wspominaniu, opowiadaniu, zaglądaniu w zakamarki przeszłości, jakby na corocznym odprawianiu rytuału żałoby. Jakiś taki mrok przesuwa się podczas tego dnia i to, co roku..

Nie jest to dzień, który lubię, jeszcze wczoraj wychodząc z pracy opowiadałam, że mi coś tam w stosunku do tego dnia nie pasuje. Snułam, jak co roku plany pt.” Jak starać się jutro żyć, jakby tego dnia nie było..?”, Ale pewne prawa i reguły życia nie pozwalają na zniknięcie w niebycie czegoś, co jest ogólnodostępne. Czegoś, co jest częścią życia, czy się tego chce czy też nie, a mianowicie śmierci.

Ten dzień Wszystkich świętych jest, istnieje i choćby nie wiem jak człowiek chciał go wykreślić z własnej pamięci, zamieść pod dywan, to jest jeszcze świat zewnętrzny i jego rytuały, które jakby nakazują wejść w tą sferę życia, aby pożegnać to, co było i przygotować się na to nastąpi jutro, pojutrze, a może dopiero w wkrótce. Tysiące myśli mi tego dnia przemykają przez umysł, jakby brały udział w wyścigu o to, która jest najważniejsza.

Dobrze, że tak jest, bo w ten sposób poprzez rytualne świętowanie tego dnia (chyba trochę odgórnie), jakkolwiek go dla siebie  doświadczymy i jakkolwiek go dla siebie zinterpretujemy, reguluje każdy własny świat wewnętrzny, w którym ukryte są fragmenty ważnej przeszłość. To dzień, w którym odzywa się,  jak co roku żałoba, smutek za tym, kto lub co odeszło na zawsze, bezpowrotnie. Ale i pozawala na refleksję nad tym, co jest jeszcze do zrobienia, jakie cele, zamierzenia bądź pragnienia są do zrealizowania. Jedni odchodzą, inni przychodzą, ale są nadal ci, którzy mają jeszcze prawo żyć na tej planecie tworząc, ciesząc się swoim dojrzałym życiem i czerpać z niego radość

Transformacja życia to zarówno bolesny jak i radosny moment, to chwila, kiedy tracimy, ale i zyskamy, to chwila smutku, bez której nie bylibyśmy w stanie się radować. To coś, co boli, ale poprzez ten ból daje szansę na poczucie i rozróżnianie chwil rozkoszy. Bez smutku nie ma radości, bez śmierci i z nią związanej żałoby nie ma życia, bez żalu nie ma miłości.

Dziś obchodzony jest Dzień Wszystkich Świętych. Zgodnie z nauką Kościoła katolickiego jest to „uroczystość tych, którzy są zbawieni i cieszą się wieczną szczęśliwością w niebie”. Należą do nich nie tylko kanonizowani i błogosławieni, ale także święci bezimienni, którym Kościół w sposób szczególny chce oddać hołd.Czytaj dalej…

Od zawsze nurtowała mnie kwestia zbawienia, z kim lub z czym jest związane zbawienie, jak i czym ono jest…? Czy jest ktoś, kto tego doznał? Czy jest ktoś na tej ziemi, kto ot swobodnie mógłby tutaj zdać choćby krótka relację o tam, jak to jest być zbawionym? Czy mógłby tutaj w sposób taki zupełnie prosty przedstawić obraz zbawienia, jak on tego doświadcza i jak to dla siebie samego interpretuje?

Nie umie sobie wcale tego wyobrazić, ba… nie chcę sobie tego wyobrazić.

Czyżby zbawienie to był tylko środek wychowawczy kościoła? Nie potrafię sobie przedstawić stanu zjednoczenia z bogiem, a tym jednoczenia się z życiem wiecznym. Choć mogę sobie wyobrazić życie w zgodzie z naturą i jej prawami.

O ile przemawia do mnie tekst: „z  prochu powstałeś i w proch się obrócisz” w takim wręcz łopatologicznym wydaniu, to chyba mam problem z symboliczną interpretacją tych słów, ot tak na szybko. Ja wiem, że kościół insynuuje w tym krótkim tekście nawrócenie się na nauki ewangeliczne kościoła w obliczu śmierci, zbawienia i życia wiecznego, ale…

Życie wieczne raczej kojarzy mi się z pamięcią oraz ze wspominaniem, o tym, co było w przeszłości, czy też o tym, co się tworzy w życiu, a to coś lub ktoś  zachowuje wartość dla ludzkości. Namalowanie sobie  tego życia wiecznego moją fantazją na przysłowiowej chmurce w niebie graniczy utopii i to w sensie realistycznym, jak i  symbolicznym.

I ja się pytam jak odróżnić tego zbawionego od  niezbawionego. Jak odróżnić świętego, od nie świętego? Kto ma takie prawo kanonizować, błogosławić, zbawiać…? Kto komu daje takie prawo do takich działań?

Mogę sobie wyobrazić bycie zbawionym od sytuacji, która jest męcząca, dręcząca, dokuczająca o działaniu destrukcyjny, ale daleko mi od zgadzania się z nauką kościoła i grzecznego przytakiwania bez dozy krytycyzmu zmuszającego do myślenia na temat zbawienia o wątpliwym aspekcie istnienia. I choć zdaję sobie sprawę, że istnieje wiele rzeczy na tym świecie, których nie można w sposób racjonalny udowodnić, to można ich istnienie doświadczyć na własnej skórze, tak trudno jest mi  uwierzyć w istnienie zjawiska zbawienia w sensie kościoła i jego nauk, jak i  nie bardzo mam ochotę na doświadczanie tego zjawiska w takim wydaniu.

Zbawienie siebie od niekorzystnej sytuacji  jest  jak najbardziej realne i korzystne, szczególnie, jeżeli chodzi o te sprzyjające i owocne  aspekty w imię obowiązku dbania o siebie i własne życie…

Reklamy

14 thoughts on “Rozważania o życiu, śmierci, transformacji…

  1. muszę przyznać, że mnie ten dzień nie kojarzy się ze smutkiem, wręcz odwronie – to radość z możliwości „spotkania się” z tymi, którzy byli i choć nie ma ich już tak fizycznie to wciąż są w Naszych sercach :).

  2. Tak Varrioro, jesteśmy różni i to bardzo, ale jeszcze bardziej zadziwiła mnie można by powiedzieć kwintesencja tego o czym pisałam, a co się wydarzyło w Polsce w krótko po opublikowaniu mojej notatki

    to było jak życie , śmierć i zbawienie w tym samym czasie :)

  3. Przyznam szczerzę, ze nigdy się nie zastanawiałam nad zbawieniem, może dlatego, że jestem jeszcze młoda i wieku w którym prawdziwe życie dopiero się zaczyna, więc pewnie nie czas mi na takie refleksje.
    Pozdrawiam serdecznie :)

      1. Obecnie badam na co chorowali starożytni Palestyńczycy w czasach Chrystusa, trochę trudna robota, bo muszę się też jakoś ustosunkować do tych cudów, ale mam nadzieję, że dam radę znaleźć jakieś alternatywne i mądre wnioski ;)

        1. A, że tak spytam, komu i do czego potrzebne są takie rozważania ….jak dla mnie to trudna, chyba bardzo nuda i dołująca robota…? Pewnie ciekawsze byłoby poznanie rozrywek i przyjemności z tamtych czasów. Nie mam najmniejszego pojęcia, na co chorowali Palestyńczycy w czasach Chrystusa, choć tak zdroworozsądkowo pewnie ich choróbska nie wiele różniły się od obecnych na tym terenie(pomijając słynne choroby cywilizacyjne), z tą różnicą, że obecnie są zdecydowanie lepsze możliwości leczenia… :) , i jestem pewna, że dasz radę znaleźć w tym temacie mądre wnioski :)

        2. :) Pisze prace proseminaryjną na ten temat. Mnie ciekawią takie tematy, bowiem mam zamiar zajmować się w swej niedalekiej przyszłości historią medycyny. A skoro profesorowie już teraz mi na to pozwalają to chwytam byka za roki i korzystam z nadarzających się okazji. Serdeczności! :)))

        3. Aaaa…. to zrozumiałe :) to nic tylko odwagi i powodzenia pozostaje mi życzyć. Powodzenia w realizacji zamierzonych tematów, a odwagi na drodze poszukiwań. Takie średniowieczne poszukiwania pewnie otoczone są tu i tam niewiadomą, w ten sposób można na przygody , jak i tajemnice się napatoczyć. Przygody i tajemnice lubię :)

  4. W zeszłym semestrze bawiłam się w średniowiecze i zastanawiałam się m.in. na co zmarła Judyta a jak przyszło mi czytać jakie to mieli wówczas sposoby leczenia to już łapki mi same opadały… :D Teraz przyszedł czas na starożytność, a to jest dopiero wezwanie! Tyle zagadek a racjonalnych dowodów jak nie było tak nie ma… :)
    Dziękuję za życzenia, słynę ze swej odwagi :)
    Pozdrawiam :)

    1. A to może ode mnie jeszcze jedno pytanie z cyklu : a, że tak spytam…? jak zapatrują się dzisiejsi profesorowie na takie podejście….„Tyle zagadek a racjonalnych dowodów jak nie było tak nie ma… :)” , szczególnie jeżeli chodzi o tak odległe czasy. Z tego co mi wiadomo nauka nie chętnie podpiera się takimi z nieba, bądź rodem z piekła przypuszczeniami , mitami , zagadkami , tezami…jakkolwiek by to określić…?A ta Judyta , to co to za jedna, święta, czy czarownica ….a może jedno i drugie….bo nie znam :)

      1. Witaj, :)
        mój profesor sam zaproponował mi ten temat. Ostatnio jak z nim rozmawiałam to mówił mi, że jest ciekawy mojej pracy (sama również jestem ciekawa co mi z tego za cuda i wianki wyjdą). Po za tym nic jeszcze nie umiem powiedzieć, zobaczymy jaka będzie reakcja po mojej pracy.
        Zapomniałam dodać. Judyta czeska, mama Bolesława Krzywoustego, ale świętą to ona raczej nie była :)

  5. Bardzo przyjemny blog. Miło spędziłam dzisiejsze popołudnie czytając go. Życzę Ci Dorotko energii, aby podołać wyzwaniom. Pozdrawiam gorąco.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s