Intuicja · Psychologia · Różne · symbole · Szczęście

Z słownika wyrazów obcych …

Przed świętami szperając w księgarni w jednej książek natrafiłam na pojęcie, które nie było mi do te j pory znane. Przynajmniej tak świadomie. Być może o nim słyszałam, ale nigdy się nim nie zajmowałam. Prawdopodobnie nigdy nie wydawało mi się ważne. Sama nie wiem, dlaczego grzebiąc w różnych materiałach nigdy na nie, nie trafiłam. Lubię obce i mi nieznane słowa, to jedne z ciekawszych i bardzo interesujących zagadek. Szczególnie takie, które brzmią intrygująco  i zapraszają w nieznane.

Eudajmonia – to pojęcie, które po przeczytaniu spodobało mi się i to na tyle, że od tej chwili zaczęło jak upiór krążyć mi po umyśle, znikając i pojawiając w chwili, kiedy sobie najmniej tego życzyłam. Czasem zatruwało mi to życie, a innym czasem pojawiło się pięknie brzmiąc mi w uszach jakby było swego rodzaju wyjątkową przyjemnością.

Jak w większości pojęć filozoficznych definicja tego pojęcia w zależności od czasów ewoluowała i różni filozofowie termin ten wiązali w różny sposób z odczuciem szczęścia, dobrym samopoczuciem, ze wzrostem i sukcesem. To już jest coś –  pomyślałam –  czytając po raz pierwszy, co nieco na temat znaczenia tego słowa.

Dla jednych poczucie szczęścia ogranicza się jedynie do odczuwania efektów końcowych i zyskach, szczególnie hedoniści, którzy za najwyższe dobro uważają rozkosz i przyjemność. Tu liczy się efekt końcowy.

Dla innych poczucie szczęścia związane  jest z drogą, którą dochodzili do szczęścia.  Eudajmoniści różnili się wprawdzie w definicji pojęcia, na którym rozprawiali, jedno mieli wspólne, w swoich rozważaniach brali pod uwagę drogę, po której dążyli do szczęścia. Każdy z nich proponował inną drogę do szczęścia. Oni wiedzieli, że tylko i wyłącznie właściwe postępowanie zaprowadzi ich do satysfakcji i zadowolenia.

O ile szczęście jest najwyższą wartością i celem w życiu człowiek, eudajmonia jest rozumiana, jako stan zadowolenia i satysfakcji z własnego życia, ale poprzez pewien wysiłek, starania, poszukiwanie i dążenie do określonego celu.

Cóż mnie tak bardzo zauroczyło w tym pojęciu, chyba ten niezbędny wysiłek, który najczęściej związany jest z własnym i wyjątkowym dla każdego potencjałem, który pozwala marzyć, uruchamiając w ten sposób pragnienia, cele i działania w dążeniu do realizacji własnych potrzeb. Człowiek czuje się najlepiej wtedy, kiedy w pełni wykorzystuje swoje zdolności, nie tylko w chwili osiągnięcia efektów ostatecznych, ale w chwili przebywania w stanie flow (przepływu) zapominając o czasie wykorzystując w maksymalnie możliwie skomplikowany sposób swoje talenty, czyli to, co kocha i lubi, z czym się czuje dobrze jakby to było jego druga naturalną skórą.

I choć moje filozofowanie na ten temat pojęcia eudajmonii nieco odbiega od zróżnicowanych definicji filozofów, podoba mi się przyłączenie stanu, „flow“, jako jednej z możliwych dróg do osiągnięcia stanu szczęścia. I z pewnością nie chodzi mi tu o doznanie szczęścia i ocenę jego z perspektywy czasu, jak na nie patrzyli Platon i Sokrates, ale jak najbardziej chodzi mi tutaj o odczuwanie szczęścia z małych powodów, być może pozornie niewiele znaczących…, a  najlepiej każdego dnia.

Reklamy

6 thoughts on “Z słownika wyrazów obcych …

  1. Najbliższe mi jest rozumienie eudajmonii, jakie reprezentowali Sokrates i Platon, gdyż zakładało spełnienie absolutne u kresu drogi. U innych miało to walor wyłącznie chwilowy.

    1. Mam nieco problem z pojęciem „spełnienie absolutne”…no bo co ono może oznaczać …nie chce mi się czekać aż tak długo , abym mogła stwierdzić czy jestem absolutnie spełniona , czy też nie :) Chyba bardziej spodobałaby mi się teoria , która zakłada, że spełnienie absolutne , cokolwiek ono oznacza …, to suma walorów chwilowych.

  2. Tak z pewnością , ale zsumowane ulotne elementy dają z czasem jakąś wartość …a wartość do wartości, daje coś cennego… , jeszcze bardziej wartościowego niż jednostkowe wartości… , coś co się docenia nie tylko pod względem zysku, ale także te małe ulotne chwile szczęścia, zaspokojenia własnych potrzeb i własnego dobrego samopoczucia. Tym sposobem można by skorzystać podwójnie, po drodze , a także pod koniec określonej drogi podziwiając to co osiągnęliśmy.

  3. Zgadzam się z Dorotą w 100 procentach, dążenie do jakiegoś szczęścia absolutnego jest tym samym co czekanie na nie wiem co … To co chwilowe bywa absolutne, a to co absolutne bywa chwilowe. Jeśli coś jest naszym prawdziwym szczęściem, choćby chwilowym, zawsze prowadzi do absolutnego spełnienia u kresu drogi, i nigdy nie będzie ulotne. To co ulotne nie jest prawdziwe.
    Ale co filozof to interpretacja. Każdy ma prawo myśleć i pojmować w zgodzie ze sobą.
    Pewien człowiek wykształcony i autorytet, chyba nawet dr filozofii, tuż przed „końcem świata” 21.12.12 r, w jakimś programie telewizyjnym, zapytany przez dziennikarza, jakby spędził te ostanie godziny życia gdyby z całą pewnością wiedział że nastąpi koniec świata? Odpowiedział, że spędził bym je w burdelu, bo po co miałbym robić cokolwiek innego …niż sobie ostatecznie dogodzić ;)
    – Umierając chciałbym doświadczać tego co najbardziej lubiłem robić przez całe życie… i umarłbym szczęśliwy.
    To był jego absolut, co robił codziennie, ulotnie, tego chciał u kresu życia. Moim skromnym zdaniem nie da się zjeść upieczonego ciasta, za nim się go nie przygotuje – etapami. Upieczone ciasto jest wynikiem końcowym. Jeśli ulotności były do bani, to u kresu wyjmiemy z piekarnika zakalcowatą bryłę. Absolutnie dobry wypiek zawiera w sobie setkę małych chwilowych absolucików.
    Tak sądzę :)

    1. Dosyć dawno temu jak stawiałam swoje pierwsze kroki na arenie internetowej miałam okazje dyskutować z pewną starszą damą. To co miała dopowiedzenia pod względem merytorycznym budziło mój sprzeciw , ale to co i jak pisała ujmowała u przepiękne słowa . Przyznam , że bardziej lubiłam to jak ubierała w słowa to o czym pisała i to budziło zachwyt we mnie.
      Pewnego dnia się z jakiegoś powodu się na mnie obraziła , twierdząc , że nie może ze mną utrzymywać kontaktu , bo ja jestem osobą ”absolutnie spełnioną”, a jej daleko do mnie . Kurczę wystraszyłam się na poważnie , obróciłam się za siebie sprawdzając , czy to co za mną, ze mną i we mnie to jest ten absolut i do tego spełniony, moja odpowiedź brzmiałam – nie w żadnym wypadku . No nic tylko umierać , jak już wszystko spełnione -pomyślałam sobie. Nasza znajomość się od tego czasu kompletnie urwała , umarła w dosłownym tego słowa znaczeniu. Przestało mi się jedynie podobać to w jaki sposób ujmowała to co chciała przekazać , a i wartość merytoryczna zaczynała mieć także większe znaczenie, to był moment opuszczenia miejsca w którym bywałam i wybrać się na inne poletko, bardziej odpowiadające moim zainteresowaniom , potrzebom .
      Dzisiaj mogę powiedzieć , tamten absolut był rzeczywiście spełniony , dokładnie w chwili kiedy wypowiedziała te słowa , w symbolicznym przekazie rzeczywiście umierał , co nie oznaczało , że nie było dalszego etapu w pieczeniu ciasta :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s