Uncategorized

2. Dlaczego ten owoc miał być zakazany…?

odkrywca świętych tajemnic1 001Słowo ex cathedra brzmiało naprawdę bardzo absorbująco dopóki nie spojrzałam na formalne znaczenie tego słowa, a więc takie, do którego został z racji swego urzędu przeznaczony.

To słowo jest przeważnie związane z religią, z kościołem, z papieżem, a być może także z wiarą indywidualnych osób.

Papież to autorytet w sprawach wiary, mogłoby się zdawać …, przynajmniej dla tej większość związanej z aktywnym współudziałem w obrządkach kościoła katolickiego.

Moje próby uporządkowanie tej wiedzy w oparciu o kilka różnych notatek na temat dogmatów i związanej z tym nieomylności papieża błąkały się gdzieś w próżni z pytaniem: czy ja to muszę koniecznie wiedzieć….???

W zasadzie interesujące jest, kto ten dogmat o nieomylności papieża ustalił? Jakie wiązał z tym oczekiwania, nadzieje, potrzeby?  Co wynika z tego dla tych, którzy ten dogmat ustalili oraz dla tych, którzy się temu muszą podporządkować?

Pius IX był tą głową kościoła, który w roku 1870 przeforsował dogmat o nieograniczonej władzy w formie nieomylności papieża, czyli bezbłędności w sprawach wiary i obyczajów. Tego się doczytałam się w wikipedii.

Najpóźniej po tym zdaniu przestało mi się podobać oficjalne znaczenie tego słowa. Szczególnie w sprawach tak delikatnych jak wiara tworzenie niepodważalnego fundamentu opartego o ostateczne pewniki ustalone przez człowieka nie dopuszczając przy tym do dyskusji jest w moim odczuciu nie tylko mało wiarygodne, ale powinno być wręcz zakazane. To despotyzm pod sztandarem wiary.

Reasumując papież mówiąc ex cathedra wymaga całkowitego podporządkowania się wyznawców kościoła katolickiego…

Czy to ma coś wspólnego z wiarą, której się nie da wymusić…? Absolutnie. Kompletnie nic. To coś ma wiele wspólnego ma jedynie z władzą i panowaniem nad sytuacją.

Posłuszeństwo, podporządkowanie a być może także ofiarowanie to pojęcia, które tutaj w odniesieniu do tematu wysuwają się na plan pierwszy.

Próbowano mnie wychować w duchu wiary katolickiej. Będąc dzieckiem musiałam uczestniczyć w lekcjach religii, które z tego, co pamiętam oprócz tematyki nie wiele różniły się od tradycyjnych lekcji, a ponieważ odbywały się na plebani, więc dosyć sporą uwagę zwracano na obecność. Nie przypominam sobie mojego aktywnego zaangażowania w te lekcje. A jeśli jakiekolwiek zaangażowanie się pojawiało to, dlatego, że próbowałam sobie niektóre prawdy wytłumaczyć za pomocą mojej logiki, tylko w tym momencie najczęściej miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Wtedy nawet wmawiałam sobie, że pewnie jestem głupia, bo nie rozumiem, a wszyscy ponoć rozumieli i było dla nich zrozumiałe. Już wtedy powstawał narastający we mnie konflikt, bo komunikaty ze szkoły informowały mnie, że jestem zdolna, a ja nie byłam w stanie pojąć tego, za co dostawałam bardzo dobre stopnie na lekcji religii.

Być może właśnie ten wewnętrzny konflikt przyczynił się do uważniejszego przyglądania się sprawom wiary i religii. A ponieważ nie rozumiałam tego, co ponoć byó oczywiste i burzyło mój wewnętrzny porządek, więc już od najmłodszych lat podchodziłam do tematu krytycznie, aczkolwiek nigdy ten nie został skreślony z obszaru mojej uwagi.

Owszem w wieku dziecięcym brałam udział w mszach, bo chciało się być jak inni. Choć bunt we mnie wzrastał to gdzieś tam pojawiała się iskierka, która mówiła: idź do kościoła, abyś była normalna

Nigdy nie pamiętałam, co czym była mowa na kazaniu. Msza w tamtych czasach była dla mnie chwilą mojej medytacji. W tym czasie zajmowałam się tym, co było ważne i aktualne dla mnie i mojego ducha.odkrywca świętych tajemnic2 001

Lubiłam w kościele obserwować ludzi, jak się zachowywali, jak byli ubrani i szczególnie te ładne kożuchy i futerka. W tym czasie powstawało wiele ciekawskich i nie zrozumiałych pytań z mojej strony. Sam obrządek mszy burzył moje dumanie o sobie w kościele, bo ciągłe wstawanie, siadanie, głośne śpiewanie i modlenie a nawet klękanie wybudzało mnie z mojej medytacyjnej ciszy narzucając czasem intrygujące pytania.

No, bo jak to jest z tym klękaniem? Dlaczego i po co ci ludzie, co jakiś czas klękają? Czy oni klękają przed bogiem, czy przed kapłanem, który jest przecież człowiekiem?  A skoro kapłan jest człowiekiem, to, dlaczego oni klękają? A skoro oni klękają, a ja się przeciw takiemu obrządkowi bez logicznego sensu buntuję, to, dlaczego i ja to samo robię?

Reklamy