
A mówiłam Kropeczko, życie trzeba troszkę na wesoło brać. Wszyscy myślą jak wróżka to nic tylko grobowe minki włączyć, najlepiej czarnego kota na ramie, olbrzymi czarodziejski kapelusz i z czarodziejskim wywarem. Z tyłu chatka z piernika, zła wiedźma strasząca Jasia i Małgosię.
Życie nie jest tylko na różowo malowane. A to, co na ciemne kolory namalowane, to trzeba samemu przefarbować na kolory tęczy dające radość i miłość.
Dobrze powiedziane, tylko skąd wziąć farby na to malowanie?
Farby…? O w sklepie jest tego wystarczająco….!
A tak na poważnie farby tkwią w nas, to my malujemy nasze życie.
Czasami jest to trudne do pojęcia, ale tak jest. To nasza tęczowa podświadomość nam podpowiada, co jest dla nas dobre, co jest dla nas złe, a z których wydarzeń musimy się czegoś nauczyć. Porażki życiowe, które tak często bardzo bolą są wprawdzie czasami wielkim emocjonalnym polem walki, ale w nich jest nasza moc do odnajdywania siebie. To po nich możemy sie podnieć i docenić to, co przez to pole walki sobie wywalczyliśmy.
A teraz mój nałóg kawowy mnie woła :-)
Znowu kawa………!!!!! Toć to już więcej niż nałóg.
Ale podobno picie kawy ma nawet swoje zalety. Jeśli nie słodzimy jej za dużo to może pomagać w odchudzaniu. Przeczytałam to w jakimś “babskim piśmidle”, a poza tym odrobina luksusu w życiu też jest potrzebna.
Ach.. życzę Ci miłego dnia, i dziękuję za duchowe wsparcie. Jest bardzo wiele mądrości w tym, co piszesz Twoja dobra energia, którą mi przekazujesz w swoich wiadomościach jest mi teraz bardzo…, Bardzo… Potrzebna. Bo jak na pewno sama wiesz ja wciąż mam doła i niestety ma on swoją realną przyczynę.
Ale nic to, muszę się jakoś pozbierać. Na pewno się uda. Zaraz sięgam po te farby, żebym tylko w swoim archiwum znalazła jakieś trwalsze, bo te wodne to zmywa każdy smuteczek.
No właśnie używaj lepiej tych wodnych, bo te zmywają smuteczek, a te trwałe mogłyby smuteczek utrwalić.
A więc sięgaj lepiej po te wodne, co były smuteczek zmyły i uśmiech utrwaliły.
No, to zawijam kiece i lecę po te farby. Jeszcze mi tylko pędzelka brakuje. Ale może uda się jakoś ręką pomazać, przynajmniej na razie. Tylko jak myślisz kochana ACH…… Czy od razu mazać na czerwono, czy powoli zmieniać kolor, z czarnego, najpierw na pastelowy z odcieniem zieleni, a dopiero później ruszyć do boju? Bo przyznam szczerze z zielenią to u mnie kiepsko.
Wojowniczej czerwieni gdzieś może jeszcze trochę znajdę. Niestety czerni mam najwięcej. Czy sądzisz, że powinnam ją w ogóle wylać na śmietnik, czy jednak trochę zostawić?
O,oooo…Już próbuje zamazać ten czarny, kremowym, ale co z nim zrobić, kiedy wciąż wyłazi spod spodu. A może jednak olejne?
Paleta barw jest szeroka i głęboka.
Ach zieleń jest piękna, taka hojna i żywa, to przecież się sama natura odzywa.
Czerwień nie codziennie, choć dodaję siły wojowniku przemiły.
Niebieski to taka życiodajna woda spokojna.
Biały aż harmonią tryska.
Żółty wzbudza optymizm i dodaje słońca.
Pomarańczowy pobudza i wzmacnia stracone siły.
Różowy to miłości niezmącona i tak bardzo upragniona.
Brązowy jest kolorem chlebodajnej ziemi.
Fioletowy, ale ten pastelowy zachęca spojrzeć w siebie, w swe wnętrze wrażliwe.
A czarny to smutek doskonały.
Zgaduj zgadula, w której farbie leży złota kula.

Mag z talii Instant Ideas Tarot
Pojęcia duchowego biznesu użyłam w moich pierwszych rozważaniach do nakreślenia sytuacji, która jest wprawdzie wiekowa, ale chyba jak najbardziej aktualna. Proszę wziąć pod uwagę, że używając tego określenia nie miałam na myśli tylko i wyłącznie ezoteryki w szerokim jej wydaniu, gdyż spektrum duchowego biznesu jest zdecydowanie szersze. Moje pierwsze rozważania, choć odbyły się w oparciu o przykład z życia wzięty w branży ezoterycznej jest jak najbardziej aktualny dla całego „przemysłu” zarabiającego na psychice ludzkiej, a tutaj nie można pominąć szeroko pojętej religii bądź psychologii i jej pochodnych. Te branże również zarabiają na psychice ludzkiej.
Jaki ma cel duchowy biznes, chyba najprostszy, jaki można sobie wyobrazić; szukający pomocy w duchowej branży chcą poprawić sobie, jakość życia, czasami oczekują może cudów, ale taki fakt jest raczej rzadkością…?
Na ile to jest możliwe, na ile nie jest to możliwe, przynajmniej w tych dywagacjach nie będę rozważała. Jak pewnie niektórzy moi czytelnicy wiedzą, jestem cichą zwolenniczką pragmatyzmu i lubię to, co w praktycznym wydaniu zadziała, bez względu czy racjonalnie czy magicznie. Obie dziedziny są dla mnie równie ważne.
Ezoteryka wyróżnia się przynajmniej z mojego punktu widzenia tym, gdyż oferuje nie tylko możliwą pomoc, ale także piękną magiczną otoczkę tajemnicy, której prawie nikt nie może się oprzeć, nawet racjonaliści, którzy, to chętnie chcą dowodów i podania źródeł wywodów, a wszystko, co tajemnicze poddaliby naukowej analizie pozbawiając tajemnicy jej tajemniczego uroku. Prawda jest taka, że wszyscy bez wyjątku szukają wzoru na doskonałe życie. Czy ktoś taki wzór znalazł, mało prawdopodobne, a jak znalazł to zazwyczaj dla siebie.
Ezoteryka, jako biznes była jest i będzie, od zarania wieków mocarze i władcy tej ziemi korzystali z porad astrologów, alchemików, wróżek. Każdy chętnie od czasu do czasu zagląda w swoją przyszłość nawet i nie ma znacznie ilu jeszcze krytyków tej branży się na tej ziemi pojawi, każdy z chęci, potrzeby bądź dla siebie niosących korzyści będzie z niej nadal korzystał.
Korzyści płynące z wiedzy tajemnej, czy jak kto woli, wiedzy o przyszłości, bądź o własnych potencjałach stawiane są przez wielu krytyków pod znakiem zapytania. Czy ta wiedza jest rzeczywiście tylko i wyłącznie wiedzą, którą można wykorzystać praktycznie poprzez pokazanie potencjału, który można rozwijać? Jak wszystko i ta wiedza ma dwie strony medalu.
I choć zdaję sobie sprawę, z wspierających pozytywów płynących z sugestywnych przekazów, jak i uzależniające działanie przekazów doradców duchowych jest jak najbardziej aktualnym problemem, należy jednakże zauważyć, że zwrócenie się do tych konsultantów życiowych(ksiądz, wróżka, lekarz czy psycholog) jest aktem wolnej woli. Każdy z nas ma prawo wybierać, co chce, jak chce i do kogo się zwróci o ewentualną pomoc. Zarówno prawo wybierania jak i konsekwencję płynące z tego są związane z odpowiedzialnością nie tylko po stronie doradców duchowych, ale również po stronie decydujących się na takie a nie inne doradztwo. Oczywiście łatwo jest w takiej sytuacji odsunąć odpowiedzialność, co również często jest praktykowane i przełożyć odpowiedzialność tylko i wyłącznie na autorytety, u których szuka się pomocy, ale czy to jest właściwe podejście? Wolny wybór gwarantuje nam, że tego wyboru dokonujemy sami, a więc i odpowiedzialność z wolego wyboru musimy ponieść sami.
Gdyby wszystko było jasne bez komplikacji życiowych pewnie byłoby zbyt proste i nie wymagałby wkładania, jakiegokolwiek wysiłku, ale także nie byłoby jakiegokolwiek rozwoju i postępu. Błędy i niechęć w stosunku do ponoszenia odpowiedzialności z własnych decyzji często dużo kosztują nie zawsze w sensie finansowym, ale i emocjonalnym, ale zdawanie się tylko i wyłącznie na autorytety jest zbyt łatwym rozwiązaniem nie tylko dla szukającego pomocy, ale również dla autorytetów w danej branży duchowego doradztwa.
Brak zaufania jak i zbyt dużo zaufania może być niebezpieczne, oraz prowadzące do absurdów życiowych. Bezwzględne podążanie za autorytetem jest wyrzeczeniem się własnej woli, własnego myślenia i dobrowolną rezygnacją odpowiedzialności za decyzje i wybory. Oczywiście, że łatwiej jest winę zrzucić na innych, niż można ewentualnie u siebie szukać przyczyn takich a nie innych decyzji. Szukanie winowajcy popełnionych błędów jest tak samo powszechne jak zjadanie chleba. Jest wygodne i jednocześnie niezmuszające do zastanowienia się nad samym sobą, a więc niezmuszające do samodzielnego myślenia, podejmowania własnych wyborów, jak i przejęcie odpowiedzialności za własne decyzje.
W życiu można się od wszystkiego uzależnić, nie ma wyjątków. Tak jak można się od alkoholu, jedzenia, papierosów, leków czy narkotyków uzależnić, jest podobnie z tematem duchowości w szerokim jego znaczeniu. I w tej branży jest sporo czynników uzależniających, ale one egzystują oraz rozwijają się tylko i wyłącznie wtedy, jeżeli podstawy dla takiego uzależnienia już w człowieku egzystują, a odpowiednie działania duchowych doradców mogą wywołać właśnie ten odpowiednio ukryty obraz, innej możliwości nie ma. Celowe manipulacyjne wywieranie wpływu, aby przyciągnąć sobie owieczki do własnego stada, ma tylko wtedy rację bytu, jeżeli egzystują ku temu podstawy w nas i oddamy kontrolę nad własnym życiem w zamian za to, że właśnie ci doradcy powiedzą nam, co jest dla nas właściwie, a co nie. Tylko samodzielne myślenie i pojmowanie decyzji pozwoli nam samemu wyważyć, co jest dla nas dobre, a co nie, a w zamian nie ominie nas ponoszenie konsekwencji za własne decyzje zarówno w negatywnym, ale także pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Ale jest jak ze wszystkim, w ramach zdrowego rozsądku można dobrze siebie wspomagać każdą dziedziną duchowego doradztwa życiowego. Ekstremalne zachowania, postępowania można spotkać w każdej dziedzinie życia, a także w ramach duchowego biznesu, która jest tak bardzo wrażliwa i nie jest od tego typu skrajności wolna.
I bez względu na tego typu skrajności, które są możliwe, ale w żadnym wypadku przymusowe, korzystnie z usług duchowego biznesu reguluje jak w każdym innym wypadku prawo popytu i podaży.
O ile w funkcjonalności prawa popytu i podaży odgrywa dużą rolę cena produktu bądź usługi, to warto również zauważyć, że w przypadku duchowego biznesu zdecydowanie większą rolę odgrywa, poczucie komfortu i dobrego samopoczucia. Oczywiście czasami obiecanki cacanki o wiecznej miłości i wspomaganiu może zmydlić oczy, ale nikt nie oddaje bezmyślnie swojego własnego życia w ręce doradców duchowych polegając tylko i wyłącznie na ich nieomylności. Nikt się nie wybierze do doradcy duchowego, o ile będzie takową traktował na poważnie, jeżeli nie będzie się właśnie tam dobrze i komfortowo czuł. Cena podejrzewam będzie odgrywała drugorzędną rolę, no chyba, że porady duchowe będą się odbywały tylko i wyłącznie dla celów rozrywki i końcowy efekt nie jest w gruncie rzeczy ważny, tam pewnie będzie cena odgrywała duża rolę.
W duchowym biznesie działa również mechanizm rynkowy, to tak gwoli przypomnienie dla przeciwników duchowego biznesu, bez popytu nie ma podaży, oczywiście szczegóły funkcjonalności tych praw pozostawiam ekonomistom. Faktem jest, gdyby nie zainteresowanie, oczekiwanie własne przekonania i potrzeby, nie byłoby potrzeby rozwijania duchowego biznesu.
Potrzeba duchowego wsparcia jest jak najbardziej naturalną potrzebą, nawet, jeżeli jesteśmy przekonani o własnej mocy i sile, od czasu do czasu zapasy nagromadzonej energii się wyczerpują. Niż energetyczny, słabość w życiu, problemy, z którymi sobie nie radzimy zmuszają nas do szukania pomocy. Ta pomoc może odbywać się na wielu różnych poziomach i nie ważne jest na jakich poziomach, czy w obrębie przyjaciół, rodziny, znajomych, czy u zupełnie obcych nieznanych sobie osób, bądź czy w formie korzystania z usług duchowego biznesu. I każdy korzysta w ramach swoich możliwości z tego, co uważa dla siebie za najbardziej korzystne, jednak nie należy zapominać, że podjęcie decyzji udania się do duchowego doradcy a więc księdza, psychologa, lekarza, wróżki wiąże się z przyjęciem odpowiedzialności za własne decyzje, co oczywiście nie zwalnia tych profesji z przejęcia odpowiedzialności.
Odpowiedzialność jest przynajmniej z mojego punktu wiedzenia ważnym elementem i dotyczącym obu stron, zarówno oferującym usługi jak i biorców tego typu usług.
P.S. Czy jest może ktoś ciekawy, co się stało z Gabrielą? Gabriela otrzymała wówczas chyba to, czego właśnie w takim, a nie innym stadium własnego rozwoju szukała. Jak wcześniej wierzyła głęboko w cuda nie widy, wierzyła na słowo, co jej inni w słowie pisanym przekazywali, jak i ja sama mówiłam, tak po tej sytuacji jej literatura, która wcześniej się ograniczała tylko i wyłącznie do romansów i kryminałów, bez większego wglądania do wnętrza wydarzeń, się zupełnie zmieniła. O dziwo, niektóre książki czyta, parę razy, do skutku aż zrozumie, o co chodzi. Owszem korzysta z usług ezoterycznych w granicach normy, ale nauczyła się również krytycznie podchodzić do tematu, bez dostawania wypieków na twarzy i drżenia rąk na widok np. moich kart, a także przestała oczekiwać również ode mnie jasnej i zobowiązującej odpowiedzi na pytanie: tak lub nie. A moja częsta instrukcja „ostateczną decyzję musisz podjąć sama” chyba zaczęła jej sprawiać frajdę nie zastanawiając się wielce czy, będzie dobrze, czy źle. Dreszczyk przygody czasmi wciąga ją również do tańca.
Będzie jak będzie
Czytaj również: Duchowy biznes…cz.1
Gabriela wystraszona i pełna lęku zwróciła się z prośbą: muszę się koniecznie z tobą spotkać – szlochała wręcz – to bardzo ważne.
A co się stało …? – pytam.
Mama parę listów, które otrzymałam i chciałabym abyś bardziej fachowym okiem spojrzała i mi powiedziała, co o tym sądzisz?
Niechętnie szperam w cudzych listach…! – stwierdzam nieco oburzona.
Wiem, ale tu nie chodzi o moje osobiste listy, bo i chyba nie są one osobiste, ale o te, które otrzymałam, a sama nie bardzo mogę sobie z tym poradzić. Z własnej głupoty wysłałam wycinki do gazet ezoterycznych, bo oferowali bezpłatne porady ezoteryczne – zdradza mi cichym prawie szlochającym głosem.
Co zrobiłaś ….? Zdajesz sobie chyba sprawę z tego, że te elaboraty, co ci przysłali, to tylko i wyłącznie wydruki z komputera, nie ma w tym ani trochę osobistej energii, nie wspominając już o jakości tych wydruków. Depresji się można nabawić, wyrzuć to do kosza i nie zaprzątaj sobie głowy – prawię jej tak na szybko morały.
Nie bardzo rozumiem – opowiadała mi w swoje naiwności, ale moja mowa nie docierała. Nadal chciała się koniecznie spotkać, aby wszystko pokazać. Sprawa nie dała na siebie długo czekać, parę dni później podała mi do przeczytania masę wydruków komputerowych, opatrzonych skrzętnie fachową mową metafizycznych doradców życiowych, stwarzająca już w takim wydaniu wrażenie, że co by nie zrobiła, to za każdym razem coś jest z nią nie tak, jak być powinno. Strach i lęk można było odczytać z jej twarzy.
Czy ty wierzysz w te bzdury, co ci tutaj przysłali, przecież to tylko i wyłącznie elektronika, która losowo właśnie dla ciebie została wybrana. Właśnie taki, a nie inny zestaw słów! Nie pozostało mi nic innego, jak zacząć tłumaczyć tekst z niemieckiego na niemiecki. Robiąc mój własny wykład nadal nie docierało do Gabrieli, że to nic innego jak nieco bardziej fachowo rozbudowane gazetowe bzdety, które mogą stanowić doskonałą zabawę i rozrywkę, ale to jest wszystko, nic więcej i nie jest to z pewnością powodem do robienie sobie jeszcze więcej wyrzutów.
I już wszystko prawie wydawało się wyjaśnione, gdyby nie to małe gdyby. Gabriela w ciszy swojej spowiedzi wydukała, że te pozornie bezpłatne porady, okazały się prenumeratą na comiesięczne doradztwo życiowe, stąd aż tyle tych wydruków. Ha…, więcej głupoty na raz jeszcze nigdy nie widziałam – pomyślałam sobie, dlaczego wcześniej nie pytała?. Moja mowa okazała się jałowa, niepokój już zagościł u niej na dobre.
Abonament na doradztwo duchowo – życiowe…? Przecież ten masz za darmo w kościele i nie korzystasz – pytałam. Zdruzgotana naiwnością Gabrieli zaczęłyśmy szukać możliwości uwolnienia się od takich abonamentów, co na szczęście w tym wypadku nie było trudne. Gabriela wszystkie kopie dokumentów posiadała, i we własnym chosie życiowym, chociaż na tyle „rozsądna” była, że przez “przypadek” zapominała złożyć swój podpis na abonamencie, po czym bombardowano ją pocztą w celu zawarcia finalnej umowy. Uff odetchnęłyśmy w końcu z ulgą, oficjalnie sprawa była już praktycznie załatwiona. Tylko nieoficjalnie sytuacja nie dawała jej jednak nadal spokoju.
Jak by nie było dosyć, parę dni późnij Gabriela wpadała na pomysł wybrania się na targi ezoteryczne, nie miałam nic przeciwko, bo moje ostatnie odwiedziny na takich imprezach odbyły się już dobre parę lat wcześniej.
Skrzętnie przygotowałam wyjazd, tym razem do innego miasta, aby się nie nudzić, Frankfurt zaplanowałam(sytuacja prawdziwa, aczkolwiek już wiekowa)
Targi ezoteryczne, jak to na takich targach bywa. Wiele stoisk, kolorowe, mniej kolorowe, sprzedawcy prezentujący swoje czarodziejskie i magiczne przedmioty, cudownie działające środki o naturalnym i leczniczym charakterze, spory wybór książek i kart, i to jest zazwyczaj miejsce, w którym ja się najdłużej zatrzymuję, nie wspominając o sprzedawcach usług ezoterycznych, czasami wybieram się do jakiejś wróżki, ale częściej z czystej ciekawości, jaka techniką się posługują, niż jestem rzeczywiście zainteresowana wiedzą na temat mojej przyszłości. Wszystko zadziała pod jednym warunkiem, że uwierzymy w moc i siłę tego, co kupujemy lub czym się posługujemy. W usługach ezoterycznych nie ma nic złego, są takimi samymi usługami jak każde inne, biznes jest biznesem. A ten ma jak zwykle swoich zwolenników i przeciwników, o ile sprzedający sprzedają narzędzia, które jeszcze może praktycznie przetestować, a te nie są tylko i wyłącznie niezniewalającymi i uzależniającymi frazesami.
Właśnie tego dnia Gabriela, pod wpływem jej elektronicznych wydruków, od których nie udało mi się jej odwieść, skoncentrowała się na temacie karmy. Moje próby wytłumaczenia jej, o co w tym temacie chodzi, nie bardzo docierały do niej, nie byłam w tym wypadku dla niej dobrą wróżką, nie byłam wiarygodna, ale jak tu być wiarygodną, skoro do mnie nigdy ten temat nie przemawiał. Temat karmy kojarzył mi się już wcześniej z odpokutowaniem za grzechy wieczności. Wiecznym wyzwalaniem, poczuciem winy i męczeństwa tylko…, z czego?
Gabriela namówiła mnie na wykład o wyzwalaniu się z karmy – do dzisiaj nie wiem jak jej się udało, na takich targach, to zazwyczaj ja ton nadaję. Już samo słowo “wyzwalanie” kojarzy mi się bardzo negatywnie, a bezpodstawne poczucie winy jeszcze nigdy do niczego dobrego nie doprowadziło, co najwyżej do systematycznego upadku i uzależnienia, a nie wzrostu.
Niektórzy w tej branży jakby docelowo korzystali z wmawiania ludziom własnej słabości, zamiast pokazywać potencjał, który się posiada, aby ten budować i rozwijać.
Nie bardzo przekonana poszłam na ten wykład. Do sali weszła Karmiczna Dama (tak ją nazwijmy) w kremowo – białej sukni, jakoś skojarzyła się z zakonnicą bez okrycia głowy, ale za to brakowało jej aureoli świętości nad głową, czyżby zapomniała wziąć ze sobą. Dwie damy do towarzystwa sprawiały wrażenie, że jest bardzo ważną osobą i otaczały ją swoim anielskim wyglądem, bo jak wyczytałam, przyjechała specjalnie dla nas z odległej Szwajcarii. O święta naiwności pomyślałam sobie, gdzie ja to wylądowałam, ale z jednej strony sama byłam ciekawa, cóż nam ta niemalże święta osoba chcę przekazać, z drugiej strony Gabriela, której nie chciałam zostawić w tym, co najmniej dziwnym miejscu. Karmiczna Dama prowadząca wykład na początku wykładu nakreśliła jasne zasady. Ona mówi, a my słuchamy – zaczęłam się dusić. Spytałam od razu na początku bardzo cichym głosem, czy będzie można zadawać pytania. Oschłym tonem usłyszałam, że owszem, ale dopiero jak ona zakończy swój wykład. Nie bardzo mi taka sytuacja pasowała, bo stawiam pytania na gorąco podczas wykładu, ale na początku nie pozostało mi jednak nic innego jak się tylko podporządkować.
Pani zaczęła mówić, o wielu i różnych rzeczach, przyglądam się mojej znajomej i widzę, jak jej krew już prawie do głowy uderza, bo nadal ją komputerowe wydruki męczą(czyżby znalazła jakieś prawdziwe ukryte dla siebie informacje, może to ten przypadek, który nie jest przypadkiem sprawił, że dotarły do niej wiadomości, których rzeczywiście się bała i z którymi nie chciała być konfrontowana), a Karmiczna Dama podsyca jeszcze bardziej swoimi bzdetami atmosferę, słyszę jak pan siedzący obok mnie wzdycha, sama się duszę i z ledwością powstrzymuje się od milczenia. Inni uczestnicy siedzą spokojnie na swoich krzesłach, z akceptacją przyjmują słowo mówione. Nikt zupełnie nie reaguje, cisza zapanowała.
Nie wytrzymałam stawiam pytanie, Karmiczna Dama oburzona moją zuchwałością i brakiem posłuszeństwa próbuje mi się przeciwstawiać, tłumacząc, że pytania można dopiero na końcu zadawać. Ja na to, że nie rozumiem, dlaczego nie chce teraz tak na gorąco odpowiedzieć. Grupa była jednak zbyt duża, więc Karmiczna Dama odpowiedziała z widoczną niechęcią na pytanie, ale to nie był koniec tematu, z pytania zrodziło się kolejne pytanie. Dyskusja się ożywia, Gabriela szturcha mnie w bok, abym się powstrzymała, a ja nie mogę powstrzymać, wręcz przeciwnie prowokuje mnie bardziej. Karmiczna Dama w pewnym momencie wygrała, próbuje ze spokojem kontynuować swój wykład o wyzwalaniu się z karmy, po czym stawiam kulminacyjne pytanie: czy takie wieczne na siłę wyzwalanie się z karmy nie jest przypadkiem wręcz szkodliwe, przecież wieczne męczeństwo, wyrzuty sumienia i bezpodstawne poczucie winy są wręcz zgubne, czyż nie jest przypadkiem tak, że z przyczyny rodzą się skutki, a te automatycznie, są przyczyną do kolejnych w nieskończoność ciągnących się wydarzeń. Pan siedzący obok, zmotywowany moją aktywnością, nagle się odzywa, czuje się zdecydowanie lepiej, bo jakby wsparcie spadło mi z nieba, nie czuje się już taka osamotniona, tym bardziej, że z wypowiedzi pana wynika, że jest w temacie rozeznany. Sam nie mógł sie powstrzymać. Karmiczna Dama zaczęła tracić panowanie, przyglądam się Gabrieli, uśmiech czaruje się na jej ustach. Czuje, że jest szczęśliwa, ale nie bardzo wiem jak mam reagować, mam się śmiać, czy mam się denerwować no i oczywiście, na kogo na siebie, Gabrielę czy Karmiczną Damę.
W końcu Karmiczna Dama ponosi straty na wymalowanym przez siebie polu bitwy w walce o istoty nadające się do „Karmicznego Pałacu” i ogłasza koniec wykładu, zdziwiona spoglądam na zegarek, właściwie organizatorzy zaplanowali dłuższy czas na wykład. Karmiczna Dama obrażona wstaje i ogłasza wyrok: ta grupa jest denna, w niej nie ma nikogo, kogo ona by z przyjemnością przyjęła do swojej wspólnoty. Oddycham w końcu z ulgą.
O jednej rzeczy zapomniała, zapomniała spytać, czy ktoś jest zainteresowany wstępowaniem do wspólnoty. Takie osoby w swojej urojonej świętości zapominają, że każdy z nas ma prawo decydować za siebie z prawa wolnego wyboru do własnych decyzji. Jakże sugestywne wmawianie własnej ułomności, praca lękiem i strachem może mieć destruktywny wpływ na człowieka.
Zawsze mi się wydało, że w duchowym biznesie i to bez względu jakim: religii, ezoteryce, czy psychologii ważniejsze od walki i wyzwalania jest tworzenie, budowanie i rozwijanie.
Czytaj również: Duchowy biznes…cz.2
Jak na razie film obejrzałam i staram się sobie wyrobić jakieś zdanie, ale muszę przyznać, tak na szybko i z marszu jest mi trudno się ustosunkować do treści zaprezentowanych w filmie.
Niektóre fragmenty są jakże logiczne te np., że postrzegana materia, może być zarówno rzeczywista, ale może i być wyobrażeniem, ale są i treści w filmie, które same w sobie są wręcz bardzo kontrowersyjne np. rozważania o tym, że wszystko, co przeżywamy jest tylko i wyłącznie iluzją. A więc nasuwa się szybki wniosek, ten film mógłby być z założenia również iluzją, a jednak, ktoś w świecie zewnętrznym go stworzył.
Jedno jest pewne dla laika nieznającego się na temacie, z filmu wynika wielkie masło maślane. Można poplątania z pomieszaniem dostać, które pozornie się w logiczną całość układa, jednak wprowadza straszliwy mętlik w głowie, ale cóż nie ma nic przyjemniejszego niż rozwiązywanie zagadek.
Być może nasuną mi się za jakiś czas bardziej konstruktywne wnioski

