Przeznaczenie…? cz.2

2009 lipiec 12

Dorastanie, dojrzewanie i dorosłość, to etapy życia, w których jesteśmy konfrontowani z wieloma przeciwnościami losu, to okres nauki i doświadczeń. Pamiętam swego czasu napisał ktoś i gdzieś, nie pamiętam, kto i gdzie: pierwsze dwadzieścia lat wychowują nas rodzice, kolejne dwadzieścia lat wychowujemy się sami, a następne dwadzieścia korzystamy z dobrodziejstw wychowawczych rodziców i swoich. Czy tak jest w rzeczywistości, czy tylko i wyłącznie wychowanie i środowisko ma wpływ na poczucie własnego szczęścia i nieszczęścia? Z pewnością jest to wpływ, którego nie można pominąć i zlekceważyć. Przykłady i wzorce, którymi dzieci się posługują w nawiązaniu kontaktu ze środowiskiem i jednocześnie przejmowanie tych zachowań są z pewnością podstawą własnego przeżycia(czytaj: Tragedia Nataszy).

Tylko jak się ma ta teoria do tej stosunkowo znanej teorii, która powiada, że jesteśmy kowalami własnego losu. Jeżeli wyjdziemy z założenia, że jesteśmy kowalami własnego losu, to z pewnością tylko w ograniczonym stopniu. Bycie kowalem własnego losu nie wyklucza moim zdaniem losu, który może być uwarunkowany przez naturę(czynniki genetyczne) i wpływy wychowawcze, wręcz przeciwnie może się uzupełniać, a w różnych sytuacjach stosunek ten może być zróżnicowany i bez stałej wartości.

Faktem jest, że podejmowane decyzje, są tylko i wyłącznie w ograniczonym stopniu naszymi własnymi. Ograniczone w tym sensie, że podejmując się  nowego przedsięwzięcia, można by podjąć się ryzyka twierdzenia, że tylko pierwsza decyzja jest tylko nasza, o ile ona może być rzeczywiście nasza, bo najpóźniej na drodze do realizacji  planów spotkamy na rozdrożach różne osoby, sytuacje, komplikacje, na które możemy czasami tylko w ograniczony sposób wpływać, bo słówko do powiedzenia mają i ci, którzy nam w drogę weszli, bez względu na to czy w dobrych, bądź złych intencjach. Nie bądźmy naiwni, twierdząc, że w ten sposób jesteśmy w stanie zrealizować tezę, co posiejesz to zbierzesz, bo od momentu posianego ziarna do momentu żniw, upływa wiele czasu i różnego rodzaju uwarunkowania mogą mieć wpływ nazbierania plonów wysianego ziarna. Czyżby i tutaj miały wpływ prawa natury, nie tylko w symbolicznym znaczeniu, ale i dosłownym tego słowa znaczeniu. Okoliczności, z jakimi się spotykamy, lub które sami prowokujemy w celu realizacji własnych wyborów i zamierzeń wystawiają nas na próby, doświadczenia, zbieranie wiedzy i kształcenie się. Można by pokusić się tutaj o tezę, że to jak zareagujemy na wyzwania życiowe jest naszą decyzją.

Wydawałoby się, że nie ma nic łatwiejszego jak podjąć własna decyzję i koniec kropka. Ale nasze wybory nie są nigdy wyborami jednoznacznymi, trudno je również nazwać ostatecznie wolnymi wyborami, gdyż częściowo są one zdeterminowane przez własny punktu widzenia sytuacji, a w szczególności mowa tu jest o własnych potrzebach i motywacjach, a także nie małą rolę odgrywa sugestywny wpływ środowiska, który bierzemy pod uwagę i to, jaki wpływ mają inne osoby lub sytuacje podczas akcji wydarzeń w toku podejmowania wydawałby się pozornie naszych decyzji.

Także, czy ostatecznie nasze postępowanie jest rzeczywiście wynikiem naszych wyborów i czy rzeczywiście od tych wyborów będzie zależało, kim będziemy i jakim się staniemy….Nie wiem, nie jest ostatecznie przekonana do tej tezy.

Bardziej przemawia do mnie teza, że to, jakim się staniemy człowiekiem jest już w dzieciństwie zdeterminowane, gdzie nasza wiedza, nie jest jeszcze wiedzą świadomą, a bazuje raczej o naturalne instynkty pozwalające z jednej strony na swobodniejsze sięganie po doświadczenia, bo dziecko jest bardziej ufne i nie jest hamowane w swojej swobodzie przez świadomą wiedzę, ale z drugiej strony doświadczenie i wyzwania w życiu dziecka stanowią olbrzymi potencjał w rozwoju. Owszem jest skłonna uznać tezę, że jesteśmy w stanie się uczyć i doskonalić na podstawie naszych doświadczeń i wiedzy. Nie wydaje mi się, aby nasz los był ostatecznie zdeterminowany przez naturę, w końcu nie na darmo dano nam rozum i do jakiś tam konkretnych celów musi służyć. A skoro go mamy, to i ma swoją rolę do spełnienia.

Jeszcze inna sprawą jest fakt, że naukowcy stwierdzili, że pod wpływem zmiany zachowania, może się zmieniać nasze DNA. Jednym z takich przykładów był niedawno ukazany się artykuł o noworodkach, u których zmienia się kod DNA podczas cesarskiego się cięcia. Badacze stwierdzili, że prawdopodobnie czynnikiem, który powoduje zmiany w kodzie genetycznym, to poziom stresu przy narodzinach. W czasie porodu siłami natury stres nasila się stopniowo i jest wyraźnie ukierunkowany na cel, podczas gdy cesarka to olbrzymi szok i zaskoczenie dla dziecka.

Jeżeli to odkrycie było by prawdą, to można by wysuwać logiczne wnioski, że stres powstający podczas zmiany zachowania również mógłby wpływać na zmianę własnego DNA. To, czego nie będzie z pewnością wiadomo, w jakim kierunku nastąpiłyby ewentualne zmiany w strukturze DNA i jaki miałoby to wpływ na życie człowieka.

Reasumując mogłabym się pokusić o tezę, że są obszary w życiu, na które można samemu wywierać wpływ, ale i są obszary w życiu, na które nie mamy wpływu, gdyż są wynikiem naszych biologicznych uwarunkowań i potrzeb.

http://www.josephinewall.co.uk/josephine.html

http://www.josephinewall.co.uk/josephine.html

Egzystują z pewnością doświadczanie życiowe, z których potrafimy się uczyć i wyciągać wnioski, ale i pewne wydarzenia, na które nie mamy absolutnie żadnego wpływu. To są te, które się pojawiają z wskutek działania z zewnątrz, choćby przykładem tego mogą być katastrofy natury lub ktoś miał jakiś zamiar w stosunku do nas i to bez względu na to czy świadomy, bądź nieświadomy, pozytywny czy negatywny. A może siła przyciągania podświadomego skierowała nas tam, gdzie pojawiało się właśnie to, czego nie oczekiwaliśmy. Ech, kto to może wiedzieć!

Osobiście nie ma wyrobionego ostatecznego zdania, czy jest coś takiego jak przeznaczenie. Już wiele razy składam sobie moje małe teorie w jedną większą, ale jak dochodziłam do jakiegoś konstruktywnego wniosku, to waliła się moja teoria jak domek z kart i dochodziłam do słynnego zdania „wiem, że nic nie wiem”.  Prawdopodobnie już tak postanie, bo niby, dlaczego mielibyśmy rozgryźć największą tajemnicę świata, istnienia życia i losu naszej ziemi w globalnym wydaniu, jak i istnienia naszego własnego mikrokosmosu oraz losu. Pytanie o istnienie przeznaczenie w życiu jest jak dla mnie zagadką i pytaniem, na które chyba najczęściej zmienia mi się odpowiedź, ale jestem przekonana, że istnieje wiele racjonalnych uwarunkowań wpływających na nasze życie, a w tym można by powiedzieć na „przeznaczenie lub los”.

Jedno jest pewne, olbrzymią rolę w powstawaniu takich, a nie innych wydarzeń jest odpowiedzialna natura, ze swoja złożonością, nasza fizyczność, fizjologia, wynikająca z tego psychologiczna i duchowo-religijna sfera życia.

 

P.S.  Notatka nie jest zakończona, w miarę nasuwających mi się wniosków będzie uzupełniana.

Czytaj : Przeznaczenie…? cz.1

Przeznaczenie …? cz.1

2009 lipiec 7
by Dorota
Koło fortuny
Koło fortuny-Shadowscapes tarot

A fortuna kołem się toczy…..

Los człowiek podlega ciągłym przemianom, tylko zmienność życia jest wartością stałą, a wszystko odbywa się w pewnej równowadze na przemian: pozytywne z negatywnym, dobro ze złem, szczęście z nieszczęściem, bogactwo z biedą, zdrowie z chorobą i pewnie można by jeszcze wiele różnych wzajemnie się uzupełniających czynników wymieniać. Los człowieka jest wartością zmienną, bo i jego ciało się praktycznie codziennie zmienia, wymieniają się komórki, umierają stare i zużyte, a na ich miejsce powstają nowe, może inne nieco zmienione pod wpływem naszych doświadczeń, przeżyć, nauki.  A skoro nasze komórki umierają i zostają zamienione nowymi, można by wysunąć odważną tezę o zmienności losu, a wskutek naszej ciągłej fizycznej zmienności organizmu, dlaczego na wskutek tego nie miałby się i nasz los zmienić, a obraz naszego losu można by potraktować, jako obraz wyrywkowy naszego jestestwa.

Czy jest coś takiego jak przeznaczenie, a jeżeli tak to, czym jest przeznaczenie?

Życie na ziemi było, jest i pozostanie tajemnicą. Nikt tak naprawdę nie wie jak powstała ziemia i jak powstało na niej życie. Nikt nie wie, gdzie był początek, a gdzie się zakończy.

Już całą wieczność ludzkość się zastanawiała nad sensem własnego istnienia i nad jego tokiem życia.  I o ile poznaliśmy częściowo zależności i warunki, jakie muszą być spełnione, aby człowiek przeżył, nie poznaliśmy przyczyn powstawania takich, a nie innych wydarzeń w życiu człowieka.

Człowiek chcąc uzasadnić sobie różnorodność kolei jego losu, być może swoją bezradność wobec sił natury, mające wpływ na los człowieka i aby zdjąć nieco odpowiedzialności za bieg wydarzeń w życiu wymyślił pojęcie losu i przeznaczenia. Pojęcie przeznaczenia zakłada, że los człowieka jest z góry określony. Taka konstrukcja tego pojęcia działała jednak bardzo deprymująco, a więc próbowano poznać przyszłość, za pomocą wróżek, astrologów, jasnowidzów, proroków. Znając przyszłość przepowiedzianą przez wróżki, próbowano przechytrzyć los lub wpływać na niego, chcąc go sobie polepszyć za pomocą czynów bazujących o zasadę karmy, czyli relacji przyczyny i skutku, lub też za pomocą magii. Uff … ciekawa jestem, czy komuś się udało? Nawet, jeżeli by się udało, to i tak nigdy do końca się nie dowie, czy taka zmiana odbyła się rzeczywiście za pomocą wywierania wpływu na podstawie przepowiedni wróżki, czy taki zbieg wydarzeń był definitywnie wynikiem działania przeznaczenia. Nie zmienia to faktu, że człowiek do dnia dzisiejszego szuka wytłumaczenia na takie, a nie inne wydarzenia w swoim życiu starając się go sobie w miarę swoich możliwości polepszyć, a może oczekuje cudu…?

Pamiętam jeszcze bardzo dokładnie czasy, jak sama chadzałam do wróżek. Moja ulubiona pani Siła (tak się nazywała z tłumaczenia) miała bardzo dziwny zwyczaj rozmawiania ze mną. Jak nie potrafiła czegoś w miarę racjonalnie uzasadnić, to posługiwała się zwrotem „przeznaczenie mówi…”, co u licha miała na myśli? Sama nie byłam wówczas na tyle w tej materii biegła, więc nie bardzo mogłam się sprzeciwiać, tylko, dlatego, że coś do mnie nie dotarło, tak jak mi się to marzyło. Po dwóch wizytach postanowiłam wziąć do niej magnetofon i nagrać całą rozmowę, aby mogła sobie sekwencje jej przepowiedni dokładniej przetłumaczyć z jej języka na mój.  Niestety na próżno marzył mi się fakt, że czegoś nie zrozumiałam, a ona nadal z lubością posługiwała się w niewytłumaczalnych sekwencjach czytania z kart tekstem „przeznaczenie mówi…”.

I tak zaczęły się moje poszukiwania zrozumienia standardowego teksty pani Siły „przeznaczenie mówi…”. A co do diabła może to przeznaczenie mówić, jak to pojęcie bezosobowe i dlaczego to przeznaczenie miało mówić, a nie ona wróżka, przecież to z jej ust wydobywały się te słowa. Czyżby już od zawsze towarzystwo ezoteryczne traktowało siebie, jako kogoś, kto magiczną siłą jest połączony z wszechświatem, bogiem, przeznaczeniem, losem i jakby to jeszcze inaczej nie nazwać. Czyżby już wtedy moja ulubiona pani Siła myślała, że jest, kimś pochodzącym od boga i ma prawo przekazywać mi takie nader ważne informacje dotyczące mojego przeznaczenia. Przecież ona tylko interpretowała symbole z kart, więc skąd brało się to tajemnicze „przeznaczenia mówi…”

 

11889988125l7c6SNa ile nasze życie sami kształtujemy, a na ile NIE jesteśmy panami naszego losu?

 

Narodziny

To, w jakim czasie i w jakich warunkach przyszliśmy na świat z pewnością nie daje nam możliwości wyboru i podejmowania własnych decyzji. Jesteśmy w połowie tym, co odziedziczyliśmy po matce i w połowie tym, co odziedziczyliśmy po ojcu. I tego nie da się wymazać, umniejszyć, skłamać lub wyprzeć z pamięci, a nawet z pokładów podświadomości. Nawet, jeżeli będziemy świadomie i starannie pracowali nad zapomnieniem własnego pochodzenie, to natura jest bezlitosna, prędzej czy później zaprowadzi nas do naszych korzeni i przypomni nam, kim jesteśmy.

Niestety w takim wypadku nie da się skłamać, czy zniwelować, że nasz los nie jest uzależniony od uwarunkowania genetycznego. Jak i nie da się zniwelować dnia, miejsca i warunków urodzenie, które z mojego punktu wdziania odgrywają ważną rolę na późniejsze losy. Ważyłabym się nawet twierdzić, że okres ciąży matki, jak i warunki, w jakich rósł płód odgrywa zdecydowanie większą rolę. Dziecko już w łonie matki czuje za pomocą swoich zmysłów (jako pierwszy rozwija się zmysł dotyku), czy będzie serdecznie przywitane w życiu.

Dzieciństwo.

Wartości, które nam są przekazywane w procesie wychowania przez rodziców i opiekunów mają radykalny wpływ na nasz los. Jednakże biorąc pod uwagę np. rodziny wielodzietne, wydawałoby się, że ci sami rodzice, podobnie stworzone warunki do życia, stąd można by wysnuć wniosek, że dzieci w swoim zachowaniu i wynikającym z tego charakteru powinny mieć podobny los, przeznaczenie, a jednak jak bardzo się często różnią.

Dlaczego, czyżby jednak zachodziły zmiany w wychowaniu różnych dzieci, czy jednak podświadomość dziecka wyszukuje i rejestruje te bodźce, które są dla dziecka ważne, z punktu widzenia jego przeżycia? Czyżby i tutaj odzywało się nie tylko wychowanie i wpływ środowiska, ale zdecydowanie natura i system genetyczny. Talenty, potencjał wychowawczy rodziców, zmagania z przciwnościami życiowymi, ale i własny potencjał genetyczny pozwalający na zakodowanie tych zachowań, które w obliczu zagrożenia, będzie gwarantowało przeżycie.  A może potencjalne zmiany organizmu rodziców z wiekiem miało również wpływ na inne wychowanie kolejnych dzieci, nie zapominając  o ich doświadczeniu.

 

Czytaj: Przeznaczenie…? cz.2 

Cdn.

 

 

Boskie spekulacje…

2009 czerwiec 22

GlobIndex_107_shortNie mówi się o tym wprawdzie głośno, ale ja tak sobie myślę, że ryzyko i spekulacje z nim związane należą do obowiązkowego programu wróżbitów, jasnowidzów, astrologów i wszelkiej innej maści przedstawicieli szperających w przyszłości. No, bo któż nie jest ciekawy, co się wydarzy w przypadku wydarzenia X, a co na to pan Y, nie wspinając już o pani Z. Ja sama jestem bardzo ciekawska, jeśli chodzi o moje przepowiednie.

Większości ezoteryków chodzi tylko i wyłącznie (ponoć) o rozwój duchowy, przynajmniej tak sie głośno mówi, a o spekulacjach się milczy.  Nie ma w tym nic złego, w końcu każdemu śmiertelnikowi  trochę rozrywki  nie zaszkodziło. Wręcz przeciwnie podniesiony poziom adrenaliny wywołuje dreszczyk emocji,  przygody i nie znam takiego, co by świadomie powiedział NIE do przyjemnej rozrywki.

Nikt z przedstawicieli tej branży nie jest doskonały, stąd tak sobie myślę, choć nikt się nie przyznaje, chętnie sprawdza swoje przepowiednie, na ile miał rację, na ile sie mylił. I tutaj nie ma znaczenie czy chodzi o przepowiedzenie dokładnych wydarzeń, tendencji tych wydarzeń, czy jest to tylko i wyłącznie psychoanaliza oparta o interpretacje na podstawie symboli.

Pewien artykuł zaprowadził mnie na stronę, szczególnie dla tych, którzy tak dla przyjemności i rozrywki lubią pospekulować, tym bardziej, że akcja spekulacji rozgrywa się wokół samego BOGA.

Ot ktoś wpadł na pomysł, aby bogu wystawiać ocenę, aby go pochwalić za dobro, które podarował, ale aby można mu było wystawić naganną ocenę, za dziejące się zło. Tylko czy to jest również dziełem boga, a może dlatego, że na czas nie ratował sytuacji i za to należy mu się nagana.

I chyba to jest doskonałym  miejscem do wróżkowych spekulacji.

 

Zajrzyj, tam możesz bogu wystawić ocenę lub dla zabawy pospekulować nad wartością GodIndex.

Wejście na stronę wymaga niestety cierpliwości, ze względu na przeciążone serwery.

Pokój i połączenia

2009 czerwiec 21

Pokój … jest wartością względną, mimo to wartością piekną, bo względną…

W momencie, kiedy się z innymi osobami złączymy, łączymy się w koło o zwiększonej sile. Szczególne talenty i doświadczenia, które każdy z nas posiada dopełniają się i kompletują to, czego nam ewentualnie jeszcze brakuje

Czy jesteśmy jasnowidzami ? – eksperyment Richarda Wisemana

2009 czerwiec 21

102405a_(322)Jakiś czas temu obserwowałam eksperyment, przeprowadzony przez psychologa, mający na celu udowodnienie chyba… w naukowy(?) sposób, istnienia  zjawiska, które określa się mianem parapsychologicznego: jasnowidzenia.  Przeprowadził ja na łamach internetu prof. psychologii Richard  Wiseman.

 

Doświadczenie Richarda Wisemana, profesora Uniwersytetu Hertfordshire, już trwa. Wczoraj odbyła się pierwsza runda. W popularnym serwisie internetowym codziennie o godz. 16 naszego czasu pojawia się jego komunikat: „OK. Jestem u celu. Zgadnijcie, gdzie”. Po upływie pół godziny Wiseman publikuje w internecie pięć fotografii pokazujących różne miejsca. Trzeba wskazać właściwe. Psycholog wybrał je i sfotografował zawczasu, a potem rzutem kostki zdecydował, w które z nich się uda.

“Eksperyment bada, czy istnieje zjawisko jasnowidzenia – domniemana zdolność zidentyfikowania odległego miejsca za pomocą samej psychiki” – pisze naukowiec na swoim blogu. I dodaj: “Jestem bardzo sceptyczny wobec zdolności parapsychicznych, ale amerykański rząd wydał miliony dolarów na ich badanie, a wielu ludzi szczerze w nie wierzy”.Czytaj w całości…

Eksperyment został powtórzony przez cztery dni w ten sam sposób, tutaj można zobaczyć jak wyglądał jeden z takich dni. I zakończył się dokładnie tak, jak badający sam przewidział  niepowodzeniem i dowodem na brak istnienia zdolności parapsychologicznych( oczywiście w jego przekonaniu), a tym w wypadku chodziło dokładnie o jasnowidzenie.

W zabawie wzięło udział ponad tysiąc osób. Część z nich deklarowała, że ma moc jasnowidzenia. Jednak w żadnej z czterech prób większość uczestników eksperymentu nie wskazała właściwego miejsca przebywania psychologa. Jeśli wziąć pod uwagę osobno tylko głosy osób deklarujących nadprzyrodzone moce – eksperyment również zakończył się pudłem. Podobny negatywny rezultat dało podliczenie tylko głosów niewierzących w parapsychikę.

- Ale może najważniejszym rezultatem eksperymentu była demonstracja tego, że tysiące osób z ochotą godzą się wziąć udział w błyskawicznym eksperymencie w serwisie Twitter – pisze naukowiec. I prosi o nadsyłanie pomysłów na kolejne internetowe doświadczenia. Czytaj w całości…

Moje podsumowanie i wnioski:

Oczywiście, że eksperyment nie mógł się powieść. To tak jakby pójść do wróżki i spytać, co mnie czeka, bez precyzowania dokładnie pytania. Każdy doświadczony jasnowidz, wróżka, astrolog wiedzą, im dokładniejsze pytanie, tym dokładniejsza odpowiedź. Każdy z tych osób pracuje swoim bardzo indywidualnym warsztatem pracy, dokładnie tak jak się czuje najlepiej w tym, co wykonuje, nie ma sztywnych nakazów i zakazów.

Dlaczego, ano z prostej przyczyny, każdy z nas jest inaczej utalentowany i nie wszyscy przepowiadający przyszłość są jasnowidzami. A podejrzewam, że gdyby zbadać różnorodne warsztaty pracy jasnowidzów, to i ci pracują w różnorodny sposób, ale nie zapominajmy, że w przypadku takiej wrażliwej dziedziny pracy, jaką jest jasnowidzenie, nie każdy podzieli się swoim bardzo indywidualnym warsztatem, w końcu to tajemnica. No chyba, że właściciele w ten sposób zarabiają na życie publikując swój warsztat pracy w swoich opracowaniach książkowych.

Stąd stawiane pytania potencjalnym jasnowidzom i udowadnianie im w naukowy sposób, że nie są jasnowidzami, naturalnie,że się nie powiedzie. To nie jest jeszcze żadnym dowodem, tym bardziej, że ja postawiałabym wiele znaków zapytania i wątpliwości za tym, w jaki został przeprowadzony ten „naukowy eksperyment”. A powtarzanie takiego eksperymentu będzie prowadziło do jeszcze większej ilości błędów, jeżeli biorą w takiej zabawie ciągle te same osoby, które się teoretycznie zadeklarowały, że są jasnowidzami. To tak jakby ciążył na nich pewien obowiązek wywiązania się z deklaracji, a jasnowidzenie, przynajmniej w moim przekonaniu nie ma nic wspólnego z wymuszeniem i udowowdnieniem, że się je posiada.

Szukanie odpowiedzi na proste pytanie , co mam dzisiaj ubrać sukienkę w kwiatki, czy spodnie z dżinsową bluzą stwarza już pewien dyskomfort. Człowiek nie jest w stanie się tak na szybo zdecydować, powstaje wręcz sytuacja wewnętrznego konfliktu. Koncentrując się tylko i wyłącznie na jednej odpowiedzi nie buduje w sobie sytuacji konfliktu i wymuszonej konieczności podjęcia wyboru. A co dopiero, jeżeli człowiek nawet gdyby rzeczywiście każdy był wyposażony w zdolności jasnowidzenia jest praktycznie zmuszony do wybrania w 5 różnych możliwościach.  Już samo postawienie w taki sposób pytania sprawia wewnętrzne zagubienie i wręcz szukanie na siłę.

Najlepiej wypróbować i doświadczyć samemu, a w szczególności, a dowody przeprowadzone w sposób naukowy są z mojego punktu widzenia niemożliwe. Oczywiście, że nie jesteśmy wszyscy jasnowidzami, bo każdy z nas ma swoje zmysły w różnych sposób rozwinięte i w różny sposób odbieramy rzeczywistość dokładnie dopasowany do własnych potrzeb.

Myślę, że przeprowadzającemu taki eksperyment przydałaby się wiedza z zakresu wróżbiarstwa i parapsychologii oraz funkcjonalności interpretacji symboli. Naturalnym ułatwieniem jest czytanie w symbolach, bo te nam podpowiada podświadomość. Jest jednakże jedno podstawowe utrudnienie, aby cokolwiek w naukowy sposób udowadniać. My wszyscy reagujemy, na symbole w zróżnicowany sposób. Każdy, kto się para tą wrażliwą dziedziną życia i szuka odpowiedzi w podświadomości wie, że każdy reaguje w różny sposób na przesłania symboliczne. I dlatego dla każdego symbole i ich interpretacja mają inne znaczenie i za nimi ukrywają się różne przesłania, stąd udowodnienie czegokolwiek będzie praktycznie niemożliwe.

Ci, którzy zadeklarowali się w eksperymencie, że posiadają zdolności parapsychologiczne, nie są również tylko i wyłącznie jasnowidzami, bo i tutaj możliwości wyboru są zdecydowanie większe, a te jest najlepiej poczuć i doznać dla siebie samego, ale udowodnić ….? Ja mam poważne wątpliwości, czy coś takiego jest wykonywalne?

Dziwi mnie za każdym razem, że naukowcy chcą za wszelką cenę udowodnić sam fakt NIEistnienia zdolności parapsychologicznych, ale co jakiś czas porywają się właśnie naukowcy, którzy są właśnie tymi zdolnościami zafascynowanym i sami grzebią w tej materii szukając kamienia filozoficznego, czyżby nie byli jednak takim zatwardziałymi racjonalistami?