Ścieranie się wewnętrznych wartości, czyli pochwała niedoskonałości

2009 listopad 17

 

 

Życie kojarzy mi się niekiedy z kostką Rubika. Jest albo bardzo skomplikowane, albo zupełnie proste, a może inaczej pozornie proste, a jednak  tak  bardzo wielowymiarowe. Tak długo jak się nie zna obsługi siebie samego, przynajmniej w zarysie, jest ono bardzo chaotyczne, zawikłane i zupełnie niepoukładane. Natomiast jak się nieco ze sobą samym zapoznamy i coś z własnej osoby zrozumiemy, to może być, co pewien czas  łatwe, ciekawe, zaskakujące, przepełnione dobrą zabawą no chyba, że trafimy na sytuację, z którymi sobie nie radzimy, bo są nowe i jak grom z jasnego nieba zawitały w naszym życiu, które nie jest przecież linią prostą.

Pisałam już kiedyś o tym, że są sytuacje, z którymi sobie nie radzimy, przynajmniej w pierwszej chwili konfrontacji, a które są jak fatum gdyż pojawiają się nagle i niespodziewanie, najczęściej w momencie, kiedy nie liczyliśmy się z taką sytuacją. Czy to dobrze, czy źle…? Chyba normalne, bo wynikające z naszej niedoskonałości.

Wiadomą sprawą jest, że każda dziedzina życia posługuje się systematyzując swoją wiedzę pewnymi prawami, a znajomość tych praw jest wspaniałą sprawą ułatwiająca nam życie, pod warunkiem, że znajdziemy się w sytuacjach, nad którymi możemy z zamkniętymi oczami zapanować. W sytuacjach dla nas obcych(np. zupełnie nowe wyzwania życiowe), znajomość tychże praw nam nie wiele pomoże, przynajmniej do chwili, kiedy nie zostaliśmy na żywo z  sytuacją skonfrontowani , nie wiemy, jakie prawa wobec siebie lub sytuacji zastosować, choćbyśmy nie wiem, jaką znajomość praw z różnych dziedzin życia posiadali.

Czy niedoskonałość jest podstawą zdrowia psychicznego…?

Owszem, ważyłabym się to zdanie potwierdzić ze zdecydowanym tak, mamy prawo do własnych słabości, są one wręcz czymś bardzo kosztownym, gorzej jest jednak jak sytuacje nad nami zapanują i nie potrafimy wyjść z takich sytuacji, taki złotym środkiem jest doświadczenie, a z doświadczenia rodzi się moc do podjęcia decyzji i działania.

I choć najczęściej szuka się wzoru na doskonałe życie, należałaby sobie zadać pytanie, czy właśnie szukanie tego wzoru na doskonałe życie nadaje jakikolwiek sens…? Sensu można się doszukiwać w samym szukaniu, gdyż potrzeba zmusza nas do rozwiązania, ale krótkotrwała ulga na wskutek doznania stanu doskonałego, nie daje jeszcze gwarancji na równie dalsze doskonałe doznania, a porównywalnie gorsze lub lepsze.

Doskonałość nie zna wad, przerażająca wizja. Perfekcjonizm ograniczający życie, jest raczej hamulcem życiowym.

Niedoskonałość zna wady. A może to niedoskonałość jest tą doskonałością, bo pozwala szukać, walczyć, budować, tworzyć, poddać się przygodom życiowym, jakby były czymś szczególnym i wartościowym.

I co zrobić z tym pakietem wad. Pozostawić tam gdzie są nadając  goryczkowatego i pieprzykowatego posmaku życia, czy jednak dążyć do wszelkiej doskonałość, pozbycia się ich i świadomego przerobienia, o ile taka jest możliwa lub niemożliwa.  Czy może zaakceptować powstające w wyniku tego procesu możliwości jak i niemożliwości? Bo najpóźniej tutaj można się zastanowić nad faktem, czy eliminacja własnych słabości nie zostanie zastąpiona porównywalnie innymi…?

Wchodząc w kontakt z osobami bez względu na to, z kim wchodzimy w kontakt emocjonalny, oczywiście nie jest taki koniecznością, ale kontakt emocjonalny nadje barwy, smaku, jakie one by nie były. Nawet, jeżeli kontakt z taką osobą się urwie, to emocje pozostają, z przeszłości, gdzieś tam w głębi serca, rozumu, są doświadczeniem z pewnością kosztownym, tylko bardziej, co pamiętamy wady, czy zalety…?

Pewnie może by na ten temat następną rozprawę napisać. Analitycy, do których i ja (czasami niestety) należę kochają porządek i zaszufladkowanie wszystkiego na swoim miejscu, ale czy taka segregacja ma jakikolwiek sens…?  Choć … pociągająca jest dla mnie wizja totalnego chaosu, który czasami chętnie w moim życiu pielęgnuje, aby go móc przy nadarzającej się okazji uporządkować. Z tym porządkowaniem powstaje jednak również problem, bo im dłużej się porządkuje, tym więcej niedociągnięć się spotyka.

Pewna dama ostatnio zawracała mi głowę tematem, który z mojego punktu widzenia nie był ważny. Po czym krótko i węzłowato skwitowałam, czy nie widzisz, że ten temat jest mało ważny, więc nie warto sobie głowy tym zaprzątać. Przystanęła popatrzyła na mnie i  dodając: w sumie masz rację, mój perfekcjonizm mnie bardzo męczy. Dwa dni później sytuacja się dokładnie odwróciła. Bieg wydarzeń zmusił mnie do powrotu, do tego samego tematu, więc zaczęłam sytuację analizować z różnych punktów widzenia. Hm…, gdyby nie ta sama osóbka, która podeszła do mnie, przyjrzała mi się i krótko stwierdziła. Czy nie widzisz, że ten temat jest bardzo mało ważny, bo zakończył się dokładnie dwie godziny temu…?  Stanęłam przyglądam się jej, a ona krótko i węzłowato: tego się od ciebie nauczyłam! No brawo – pomyślałm sobie i głośno dodałam.  Oczywiście, że miała rację i mnie strasznie rozbroiła takim szybkim uczeniem się, nie zmienia to faktu jednakże, że tego dnia mogłam tak zupełnie świadomie w praktyce dostrzec jak ważne są emocje, podczas dążenia do rozwiązania zagadki,  stwarzając obraz napięcia w organizmie, których to nie można ot z minuty na minutę u nikogo wyeliminować.

Naturalnie powstaje problem z tego typu analizą, gdyż im bardziej pracuje się nad stworzeniem własnego doskonałego obrazu sytuacji, szukając odpowiedzi na pytania, napotykamy na drodze coraz to nowe drogowskazy, które zazwyczaj kryją za sobą nowe tajemnice, w ten sposób można się bawić w nieskończoność. Wydawałoby się ze rozwiązanie jednej zagadki pozwoli nam na rozsupłanie węzła, tylko najpóźniej tam pojawiają się kolejne, które trzeba rozsupłać.

Im więcej pytań, na które szukamy odpowiedzi, tym jeszcze więcej powstaje dylematów, niewiadomych.  Czy warto szukać odpowiedzi, czy zdecydowanie łatwiej jest żyć w nieświadomości…? Pozornie wydawałby się, że nie ma sensu tego robić, gdyż nie da się zgłębić, wszystkich relacji międzyludzkich, które to kształtują nasze życie. Tyle ile ludzi, tyle różnych zdań, opinii, tyle różnych wizji rzeczywistości, z każdym można długo dyskutować na te tematy i albo się dojść, albo nigdy nie dojść do porozumienia.

Rozwój jest dobrym doradcą, ale złym panem, wyczytałam kiedyś na jakiejś stronie, nie pamiętam jednak, na której i mogę się w 100% procentach podpisać pod tym stwierdzeniem.

Homeostaza życiowa.

Mówi się, że homeostaza w organizmie potrzebna jest do prawidłowego funkcjonowania organizmu, a co się z tym wiąże zdrowia organizmu, należałoby się jednakże zastanowić, czy egzystuje coś takiego jak doskonały stan zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Tym bardziej, że struktura naszego organizmu się praktycznie codziennie zmienia i nie jest wartością stałą, stąd osiągnięcie stanu homeostazy jest w zasadzie tylko częściowo możliwe. Jak i ciekawą sprawą jest na ile homeostaza gwarantuje nam na dłuższą metę postępy w życiu…? Ja mam raczej wątpliwości, jeżeli chodzi o postępy życiowe na wskutek równowagi w organizmie, co nie znaczy, że organizm nie potrzebuje spokoju. Relaks jest przeciwieństwem działania, jak i równowaga jest przeciwieństwem napięć, jakie powstają w życiu, pod warunkiem, że je zaakceptujemy, że są i za wszelka cenę nie będziemy się strać ich pozbyć, zniszczyć lub udawać w imię pozornego spokoju, że ich nie ma.

“Podstawą zdrowia psychicznego jest pewien stopień napięcia – rozdźwięk pomiędzy tym, co już osiągnęliśmy, i tym, co jeszcze musimy osiągnąć, albo tym, kim jesteśmy, a kim być powinniśmy. W kwestii higieny psychicznej za wysoce błędne i niebezpieczne uważam przekonanie, jakoby człowiek potrzebował przede wszystkim równowagi lub, jak to się określa w biologii “homeostazy” rozumianej, jako stan pozbawiony wszelkich napięć. Tym, czego człowiek naprawdę potrzebuje jest raczej wewnętrzna walka, dążenie do osiągnięcia wartościowego dlań celu czy realizacji swobodnie wybranego zadania. Tym, czego potrzebuje, nie jest rozładowanie za wszelką cenę wewnętrznych napięć, lecz wezwanie do wypełnienia potencjalnego sensu. Sens zaś zmienia się nie tylko z dnia na dzień i z godziny na godzinę, lecz także od człowieka do człowieka. Dlatego liczy się przede wszystkim to, co w danym momencie ma znaczenie w życiu konkretnej jednostki. Każdy z nas ma do wykonania wyjątkowe zadanie, nie dostaniemy drugiej szansy, więc jest wyjątkowa okazja, aby je wykonać.”

Ten cytat,  pochodzący  z: Viktor E. Frankl, “Człowiek w poszukiwaniu sensu”, z którym mogłabym się identyfikować zapożyczyłam sobie ze strony Porcelanki.

Życie jest po to, aby z niego korzystać w pełni, na ile się da, na ile posiada się możliwości i chęci do własnego działania, do realizacji własnych zamiarów, talentów. Pozwolić sobie na błędy, porażki własne słabości, przy jednoczesnym korzystaniu z życia, którego, na co dzień trzeba aktywnie posmakować, powąchać, usłyszeć, dostrzec, czuć w pełni swojej niedoskonałości i doskonałości.

Perfekcjonizm: idea czy iluzja?

2009 listopad 15

Mrs_Perfekt01

Czasami trzeba się narobić, aby się dorobić. A innymi czasy można się narobić i niczego się nie dorobić, a jeszcze innymi czasy nie trzeba nic kompletnie robić, a się dorobić.  I tutaj nie mam na myśli tylko rzeczy materialnych, choć można by się zastanowić, czy i one nie są efektem ubocznym pracy, jaką świadczymy w imię własnego dobrobytu i egzystencji, czy też dokładamy cegiełkę do bytu otaczającego nas społeczeństwa.

Gdyby człowiek na wszystko w życiu mógłby sobie zapracować i zasłużyć, to pewnie pracowałby w pocie czoła, aby pozbyć się niektórych niewygodnych emocji i uczuć, które każdego z nas prędzej, czy później, na dłuższy, czy na krótszy czas dopadną. Pracowałby w pocie czoła na miłość, szczęście, na to, żeby nie czuć się zranionym, samotnym, na wszystko to, aby poczuć się doskonałym w każdym calu swojego istnienia.

Perfekcjonizm…?

Czy jest ktoś na świecie, kto nie życzyłby sobie, aby jego cele, zadania, które sobie postawiał, zostały na100% wykonane? I to nie tylko te jednostkowo wybrane, ale te w przeważającej większości, a najlepiej wszystkie.

Można się sprzeczać, co ma większą wartoś: materialne ciało ludzkie, czy duch z nią związany. I czy oboje są tak ze sobą magiczną siłę związani, że ani bez siebie nie potrafią żyć, ani i ze sobą, bo targają nimi sprzeczności.

Poprzez ćwiczenie i zbieranie doświadczenia w życiu, jesteśmy w stanie czasami dojść do sytuacji, które wręcz można by określić perfekcyjnymi.

Ale czy perfekcjonizm w niektórych sytuacjach jest w stanie doprowadzić  na dłuższą metę do tego utopijnie wymarzonego statusu bycia perfekcyjnym i doskonałym. Moja odpowiedź brzmi : nie, to by było wielką bzdurą i nudą.

Staranie się o bycie doskonałym w każdym calu, nie ma nic wspólnego z faktem, że jakieś zadanie wykonaliśmy perfekcyjnie.

Perfekcjonizm jest iluzją, to nic innego jak pozostawienie dobrego wrażenia, aby wzrastało poczucie wartości . Ale czy to poczucie  wartość będzie rzeczywiście u perfekcjonisty  w miarę doskonalenia systematycznie wzrastało…?

Czytaj:  Nie musisz być perfekcjonistką

Dialog z lamusa … o farbach

2009 listopad 3
tagi: ,
autor: Dorota

IMG_1331

 

A mówiłam Kropeczko, życie trzeba troszkę na wesoło brać. Wszyscy myślą jak wróżka to nic tylko grobowe minki włączyć, najlepiej czarnego kota na ramie, olbrzymi czarodziejski kapelusz i z czarodziejskim wywarem. Z tyłu  chatka z piernika, zła wiedźma strasząca Jasia i Małgosię.
Życie nie jest tylko na różowo malowane. A to, co na ciemne kolory namalowane, to trzeba samemu  przefarbować na kolory tęczy dające radość i miłość.

 

Dobrze powiedziane, tylko skąd wziąć farby na to malowanie?

 

Farby…? O w sklepie jest tego wystarczająco….!
A tak na poważnie farby tkwią w nas, to my malujemy nasze życie.
Czasami jest to trudne do pojęcia, ale tak jest. To nasza tęczowa podświadomość nam podpowiada, co jest dla nas dobre, co jest dla nas złe, a  z których wydarzeń musimy się czegoś nauczyć. Porażki życiowe, które tak często bardzo bolą są wprawdzie czasami wielkim emocjonalnym polem walki, ale w nich jest nasza moc do odnajdywania  siebie. To po nich możemy sie podnieć i docenić to, co przez to pole walki sobie wywalczyliśmy.
A teraz mój nałóg kawowy mnie woła  :-)

 

Znowu kawa………!!!!! Toć to już więcej niż nałóg.  
Ale podobno picie kawy ma nawet swoje zalety. Jeśli nie  słodzimy jej za dużo to może pomagać w odchudzaniu. Przeczytałam to w jakimś “babskim piśmidle”, a poza tym odrobina luksusu w życiu też jest potrzebna.
Ach.. życzę Ci miłego dnia, i dziękuję za duchowe wsparcie. Jest bardzo wiele mądrości w tym, co piszesz Twoja dobra energia, którą mi przekazujesz w swoich wiadomościach jest mi teraz bardzo…, Bardzo… Potrzebna. Bo jak na pewno sama wiesz ja wciąż mam doła i niestety ma on swoją realną przyczynę.
Ale nic to,  muszę się jakoś pozbierać. Na pewno się uda. Zaraz sięgam po te farby, żebym tylko w swoim archiwum znalazła jakieś trwalsze, bo te wodne to zmywa każdy smuteczek.

 

No właśnie używaj lepiej tych wodnych, bo te zmywają smuteczek, a te trwałe mogłyby smuteczek utrwalić.  
A więc sięgaj lepiej po te wodne, co były smuteczek zmyły i uśmiech utrwaliły.

 

No, to zawijam kiece i lecę po te farby. Jeszcze mi tylko pędzelka brakuje. Ale może uda się jakoś ręką pomazać, przynajmniej na razie. Tylko jak myślisz kochana ACH…… Czy od razu mazać na czerwono, czy powoli zmieniać kolor, z czarnego, najpierw na pastelowy z odcieniem zieleni, a dopiero później ruszyć do boju? Bo przyznam szczerze z zielenią to u mnie kiepsko.
Wojowniczej czerwieni gdzieś może jeszcze trochę znajdę. Niestety czerni mam najwięcej. Czy sądzisz, że powinnam ją w ogóle wylać na śmietnik, czy jednak trochę zostawić?
O,oooo…Już próbuje zamazać ten czarny, kremowym, ale co z nim zrobić, kiedy wciąż wyłazi spod spodu.  A może jednak olejne?  

 

Paleta barw jest szeroka i głęboka.

Ach zieleń jest piękna, taka hojna i żywa, to przecież się sama natura odzywa.

Czerwień nie codziennie, choć dodaję siły wojowniku przemiły.

Niebieski to taka życiodajna woda spokojna.

Biały aż harmonią tryska.

Żółty wzbudza optymizm i dodaje słońca.

Pomarańczowy pobudza i wzmacnia stracone siły.

Różowy to miłości niezmącona i tak bardzo upragniona.

Brązowy jest kolorem chlebodajnej ziemi.

Fioletowy, ale ten pastelowy zachęca spojrzeć w siebie, w swe wnętrze wrażliwe.

A czarny to smutek doskonały.

Zgaduj zgadula, w której farbie leży złota kula.

 

Bez własnych słów…

2009 listopad 2
autor: Dorota

Duchowy biznes… cz.2

2009 październik 23
Instant Ideas Tarot

Mag z talii Instant Ideas Tarot

Pojęcia duchowego biznesu użyłam w moich pierwszych rozważaniach do nakreślenia sytuacji, która jest wprawdzie wiekowa, ale chyba jak najbardziej aktualna. Proszę wziąć pod uwagę, że używając tego określenia nie miałam na myśli tylko i wyłącznie ezoteryki w szerokim jej wydaniu, gdyż spektrum duchowego biznesu jest zdecydowanie szersze. Moje pierwsze rozważania, choć odbyły się w oparciu o przykład z życia wzięty w branży ezoterycznej jest jak najbardziej aktualny dla całego „przemysłu” zarabiającego na psychice ludzkiej, a tutaj nie można pominąć szeroko pojętej religii bądź psychologii i jej pochodnych. Te branże również zarabiają na psychice ludzkiej.

Jaki ma cel duchowy biznes, chyba najprostszy, jaki można sobie wyobrazić; szukający pomocy w duchowej branży chcą poprawić sobie, jakość życia, czasami oczekują może cudów, ale taki fakt jest raczej rzadkością…?

Na ile to jest możliwe, na ile nie jest to możliwe, przynajmniej w tych dywagacjach nie będę rozważała. Jak pewnie niektórzy moi czytelnicy wiedzą, jestem cichą zwolenniczką pragmatyzmu i lubię to, co w praktycznym wydaniu zadziała, bez względu czy racjonalnie czy magicznie. Obie dziedziny są dla mnie równie ważne.

Ezoteryka wyróżnia się przynajmniej z mojego punktu widzenia tym, gdyż oferuje nie tylko możliwą pomoc, ale także piękną magiczną otoczkę tajemnicy, której prawie nikt nie może się oprzeć, nawet racjonaliści, którzy, to chętnie chcą dowodów i podania źródeł wywodów, a wszystko, co tajemnicze poddaliby naukowej analizie pozbawiając tajemnicy jej tajemniczego uroku. Prawda jest taka, że wszyscy bez wyjątku szukają wzoru na doskonałe życie. Czy ktoś taki wzór znalazł, mało prawdopodobne, a jak znalazł to zazwyczaj dla siebie.

Ezoteryka, jako biznes była jest i będzie, od zarania wieków mocarze i władcy tej ziemi korzystali z porad astrologów, alchemików, wróżek. Każdy chętnie od czasu do czasu zagląda w swoją przyszłość nawet i nie ma znacznie ilu jeszcze krytyków tej branży się na tej ziemi pojawi, każdy z chęci, potrzeby bądź dla siebie niosących korzyści będzie z niej nadal korzystał.

Korzyści płynące z wiedzy tajemnej, czy jak kto woli, wiedzy o przyszłości, bądź o własnych potencjałach stawiane są przez wielu krytyków pod znakiem zapytania. Czy ta wiedza jest rzeczywiście tylko i wyłącznie wiedzą, którą można wykorzystać praktycznie poprzez pokazanie potencjału, który można rozwijać? Jak wszystko i ta wiedza ma dwie strony medalu.

I choć zdaję sobie sprawę, z wspierających pozytywów płynących z sugestywnych przekazów, jak i uzależniające działanie przekazów doradców duchowych jest jak najbardziej aktualnym problemem, należy jednakże zauważyć, że zwrócenie się do tych konsultantów życiowych(ksiądz, wróżka, lekarz czy psycholog) jest aktem wolnej woli. Każdy z nas ma prawo wybierać, co chce, jak chce i do kogo się zwróci o ewentualną pomoc. Zarówno prawo wybierania jak i konsekwencję płynące z tego są związane z odpowiedzialnością nie tylko po stronie doradców duchowych, ale również po stronie decydujących się na takie a nie inne doradztwo. Oczywiście łatwo jest w takiej sytuacji odsunąć odpowiedzialność, co również często jest praktykowane i przełożyć odpowiedzialność tylko i wyłącznie na autorytety, u których szuka się pomocy, ale czy to jest właściwe podejście? Wolny wybór gwarantuje nam, że tego wyboru dokonujemy sami, a więc i odpowiedzialność z wolego wyboru musimy ponieść sami.

Gdyby wszystko było jasne bez komplikacji życiowych pewnie byłoby zbyt proste i nie wymagałby wkładania, jakiegokolwiek wysiłku, ale także nie byłoby jakiegokolwiek rozwoju i postępu. Błędy i niechęć w stosunku do ponoszenia odpowiedzialności z własnych decyzji często dużo kosztują nie zawsze w sensie finansowym, ale i emocjonalnym, ale zdawanie się tylko i wyłącznie na autorytety jest zbyt łatwym rozwiązaniem nie tylko dla szukającego pomocy, ale również dla autorytetów w danej branży duchowego doradztwa.

Brak zaufania jak i zbyt dużo zaufania może być niebezpieczne, oraz prowadzące do absurdów życiowych. Bezwzględne podążanie za autorytetem jest wyrzeczeniem się własnej woli, własnego myślenia i dobrowolną rezygnacją odpowiedzialności za decyzje i wybory. Oczywiście, że łatwiej jest winę zrzucić na innych, niż można ewentualnie u siebie szukać przyczyn takich a nie innych decyzji. Szukanie winowajcy popełnionych błędów jest tak samo powszechne jak zjadanie chleba. Jest wygodne i jednocześnie niezmuszające do zastanowienia się nad samym sobą, a więc niezmuszające do samodzielnego myślenia, podejmowania własnych wyborów, jak i przejęcie odpowiedzialności za własne decyzje.

W życiu można się od wszystkiego uzależnić, nie ma wyjątków. Tak jak można się od alkoholu, jedzenia, papierosów, leków czy narkotyków uzależnić, jest podobnie z tematem duchowości w szerokim jego znaczeniu. I w tej branży jest sporo czynników uzależniających, ale one egzystują oraz rozwijają się tylko i wyłącznie wtedy, jeżeli podstawy dla takiego uzależnienia już w człowieku egzystują, a odpowiednie działania duchowych doradców mogą wywołać właśnie ten odpowiednio ukryty obraz, innej możliwości nie ma. Celowe manipulacyjne wywieranie wpływu, aby przyciągnąć sobie owieczki do własnego stada, ma tylko wtedy rację bytu, jeżeli egzystują ku temu podstawy w nas i oddamy kontrolę nad własnym życiem w zamian za to, że właśnie ci doradcy powiedzą nam, co jest dla nas właściwie, a co nie. Tylko samodzielne myślenie i pojmowanie decyzji pozwoli nam samemu wyważyć, co jest dla nas dobre, a co nie, a w zamian nie ominie nas ponoszenie konsekwencji za własne decyzje zarówno w negatywnym, ale także pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Ale jest jak ze wszystkim, w ramach zdrowego rozsądku  można dobrze siebie wspomagać każdą dziedziną duchowego doradztwa życiowego. Ekstremalne zachowania, postępowania można spotkać w każdej dziedzinie życia, a także w ramach duchowego biznesu, która jest tak bardzo wrażliwa i nie jest od tego typu skrajności wolna.

I bez względu na tego typu skrajności, które są możliwe, ale w żadnym wypadku przymusowe, korzystnie z usług duchowego biznesu reguluje jak w każdym innym wypadku prawo popytu i podaży.

O ile w funkcjonalności prawa popytu i podaży odgrywa dużą rolę cena produktu bądź usługi, to warto również zauważyć, że w przypadku duchowego biznesu zdecydowanie większą rolę odgrywa, poczucie komfortu i dobrego samopoczucia. Oczywiście czasami obiecanki cacanki o wiecznej miłości i wspomaganiu może zmydlić oczy, ale nikt  nie oddaje bezmyślnie swojego własnego życia w ręce doradców duchowych polegając tylko i wyłącznie na ich nieomylności. Nikt się nie wybierze do doradcy duchowego, o ile będzie takową traktował na poważnie, jeżeli nie będzie się właśnie tam dobrze i komfortowo czuł. Cena podejrzewam będzie odgrywała drugorzędną rolę, no chyba, że porady duchowe będą się odbywały tylko i wyłącznie dla celów rozrywki i końcowy efekt nie jest w gruncie rzeczy ważny, tam pewnie będzie cena odgrywała duża rolę.

W duchowym biznesie działa również mechanizm rynkowy, to tak gwoli przypomnienie dla przeciwników duchowego biznesu, bez popytu nie ma podaży, oczywiście szczegóły funkcjonalności tych praw pozostawiam ekonomistom. Faktem jest, gdyby nie zainteresowanie, oczekiwanie własne przekonania i potrzeby, nie byłoby potrzeby rozwijania duchowego biznesu.

Potrzeba duchowego wsparcia jest jak najbardziej naturalną potrzebą, nawet, jeżeli jesteśmy przekonani o własnej mocy i sile, od czasu do czasu zapasy nagromadzonej energii się wyczerpują. Niż energetyczny, słabość w życiu, problemy, z którymi sobie nie radzimy zmuszają nas do szukania pomocy. Ta pomoc może odbywać się na wielu różnych poziomach  i nie ważne jest na jakich poziomach, czy w obrębie przyjaciół, rodziny, znajomych, czy u zupełnie obcych nieznanych sobie osób, bądź czy w formie korzystania z usług duchowego biznesu. I każdy korzysta w ramach swoich możliwości z tego, co uważa dla siebie za najbardziej korzystne, jednak nie należy zapominać, że podjęcie decyzji udania się do duchowego doradcy a więc księdza, psychologa, lekarza, wróżki wiąże się z przyjęciem odpowiedzialności za własne decyzje, co oczywiście nie zwalnia tych profesji z przejęcia odpowiedzialności.

Odpowiedzialność jest przynajmniej z mojego punktu wiedzenia ważnym elementem i dotyczącym obu stron, zarówno oferującym usługi jak i biorców tego typu usług.

P.S. Czy jest może ktoś ciekawy, co się stało z Gabrielą? Gabriela otrzymała wówczas chyba to, czego właśnie w takim, a nie innym stadium własnego rozwoju  szukała. Jak wcześniej wierzyła głęboko w cuda nie widy, wierzyła na słowo, co jej inni w słowie pisanym przekazywali, jak i ja sama mówiłam, tak po tej sytuacji jej literatura, która wcześniej się ograniczała tylko i wyłącznie do romansów i kryminałów, bez większego wglądania do wnętrza wydarzeń, się zupełnie zmieniła. O dziwo, niektóre książki czyta, parę razy, do skutku aż zrozumie, o co chodzi. Owszem korzysta  z usług ezoterycznych w granicach normy, ale nauczyła się również krytycznie podchodzić do tematu, bez dostawania wypieków na twarzy i drżenia rąk na widok np. moich kart, a także przestała oczekiwać również  ode mnie jasnej i zobowiązującej odpowiedzi na pytanie: tak lub nie. A moja częsta instrukcja „ostateczną decyzję musisz podjąć sama” chyba zaczęła jej sprawiać frajdę nie zastanawiając się wielce czy, będzie dobrze, czy źle. Dreszczyk przygody czasmi wciąga ją również do tańca.

 Będzie jak będzie  :-D

Czytaj również: Duchowy biznes…cz.1